Tag Archive | terapia

Dziecięce nawyki w dorosłych relacjach – czyli co to jest „przeniesienie”.

Nie sposób przecenić wpływu pierwszych relacji na dalsze życie. To w jaki sposób dziecko przeżywa swoich najbliższych będzie determinowało jego przyszłe przyjaźnie, relacje zawodowe i związki. Pierwsze kontakty społeczne są matrycą dla następnych. Jednym z podstawowych założeń teorii psychodynamicznych, wywodzących się z psychoanalizy, jest przyjęcie zjawiska zwanego przeniesieniem. Jest to sposób reagowania na osobę z naszego aktualnego otoczenia, tak jakby była ona ważną figurą z przeszłości. Reakcje przeniesieniowe przypominają nasz sposób reagowania na rodziców, rodzeństwo i innych najbliższych w okresie dziecięcym. Zjawisko to występuje w każdej relacji, czyli każda relacja jest pomieszaniem reakcji adekwatnych – związanych z teraźniejszością i reakcji przeniesieniowych, zniekształconych – związanych z przeszłością. Reakcje przeniesieniowe są nieadekwatne: zbyt intensywne lub dziwaczne – nie pasują do obecnej sytuacji. Były adekwatne kiedyś, ale straciły na aktualności, są jednak odtwarzane, pokazując jak ważny emocjonalny wpływ mają wczesnodziecięce doświadczenia.

Szczególną łatwość wyzwalania starych sposobów reagowania mają sytuacje, w których stykamy się z autorytetami: z nauczycielami, lekarzami itp. W relacji do tych osób widoczne stają się nasze potrzeby bycia akceptowanym, zaopiekowanym, kochanym, chwalonym. Z większą łatwością możemy również w kontakcie z tymi osobami przeżyć rozczarowanie, lęk, poczucie gorszości. Może być to związane właśnie ze zjawiskiem przeniesienia, które sprawia, że w relacji do tych osób aktywują się emocje przeżywane w stosunku do rodziców, a więc pierwszych autorytetów.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której dorosły mężczyzna dowiaduje się, że lekarz, o którym słyszał najlepsze opinie i do którego chciał się dostać, nie ma wolnych terminów na najbliższy miesiąc. Dodajmy, że sprawa jaką mężczyzna ma do lekarza nie jest pilna, a jednak nasz bohater reaguje na brak terminów wściekłością i przez cały dzień jest nieznośny dla całej swojej rodziny. Zgodzimy się, że jego reakcja nie jest adekwatna do sytuacji. Odwleczenie wizyty w czasie nie ma dla niego żadnych negatywnych konsekwencji, lekarz nie obraził go ani w żaden sposób nie zlekceważył, ostatecznie nawet mu nie odmówił, wizyta może odbyć się za miesiąc. Skąd więc wściekłość? Mężczyzna ten może mieć za sobą doświadczenie bycia pomijanym lub odrzucanym przez ojca np. na rzec rodzeństwa. Mimo podejmowanych przez syna prób ojciec go nie zauważał lub nie doceniał. Sytuacja z lekarzem mogła uruchomić te same uczucia, które mężczyzna przeżywał wobec ojca: poczucie bycia pominiętym. Lekarz sam w sobie nie stanowi dla mężczyzny nikogo ważnego, ale stanowi pewną reprezentację. Cały ten proces nie jest świadomy. Bohater naszego przykładu nie reflektuje odtwarzania zachowań z przeszłości – będzie upierał się, że złość wywołał lekarz i jego nieelastyczny grafik, a całe zdarzenie może podsumować: „W dzisiejszych czasach nawet na prywatną wizytę trzeba czekać miesiącami! A co jakbym był naprawdę chory?!”

Każdy z nas doświadcza tego typu wydarzeń. Każdy z nas co jakiś czas doświadcza sytuacji, w której zalewają go emocje, które są zaskakujące w swojej intensywności – wyprowadzają nas w równowagi drobnostki, a my potem zachodzimy w głowę dlaczego zareagowaliśmy tak a nie inaczej. Te same procesy dotyczą naszych związków – im ważniejsza relacja tym silniejsze przeniesienie. Należy pamiętać, że nie ma w tym nic złego, jednak rozpoznanie w sobie tendencji do określonego sposobu reagowania na partnera może pokazać, że u jego źródła leży pragnienie by parter wynagrodził nam niedostateczną opiekę matczyną albo dał różne inne rzeczy, których nie otrzymaliśmy albo wydaje nam się, że nie otrzymaliśmy w dzieciństwie. Otóż tego nam nikt tak do końca nie wynagrodzi ani nie uzupełni – i zdanie sobie z tego sprawy może utorować drogę dla lepszej komunikacji, częstszego poczucia bliskości i wzajemnego zrozumienia.

Uświadamianie sobie wpływu przeszłości na teraźniejszość może przynieść dużą ulgę. Rozumienie własnego postępowania pozwala na jego modyfikację i uwalnia od niepotrzebnych, nieprzyjemnych emocji. Analiza reakcji przeniesieniowych jest jedną z metod pracy psychoterapeuty. Gabinet terapeutyczny jest miejscem gdzie reakcje przeniesieniowe pojawiają się ze zdwojoną siłą, jako że podczas sesji omawiane są bardzo delikatne, osobiste dylematy. Pacjent przychodzi po pomoc, w poczuciu dyskomfortu i ma wobec terapeuty dużo świadomych i nieświadomych oczekiwań. Gdy terapeuta ich nie spełnia – a nie zrobi tego z pewnością gdyż nie jest to w mocy żadnego człowieka – wówczas pacjent odczuwa rozczarowanie i złość. Analiza tego jak pacjent przeżywa swojego terapeutę pozwala na lepsze rozumienie innych relacji w jego życiu. Pozwala także zobaczyć przeszłe relacje w nowej perspektywie, co może uwolnić od prób realizacji pragnień niemożliwych i pozwolić na czerpanie większej satysfakcji z tego co jest w zasięgu ręki.

man-and-shadow

Poznać siebie poprzez grupę

Bycie częścią grupy to nie przelewki. Każdy gdzieś należy i przez te „należności“ ma tyle zysków co i kłopotów. Można dostać akceptację, podziw, możliwość wspólnej pracy, a nawet przyjaźń i miłość. Z drugiej strony jest presja, czasem przykry konformizm, groźba odrzucenia.

Bycie z innymi to poznawcze i emocjonalne wyzwanie. Sposób w jaki odnosimy się do świata warunkuje to jak świat odnosi się do nas. Każdy tworzy sobie wewnętrzną interpretację tego jacy są inni: przyjaźni, hojni, groźni czy niedostępni.

Emocjonalny stosunek do otaczającej rzeczywistości zaczyna się tworzyć od narodzin. Doświadczenie bycia w kontakcie z drugą osobą jest wówczas bardzo intensywne gdyż jako niemowlę człowiek nie wie jeszcze kim jest. Nie wie do końca, że jest. Nie rozróżnia swojego świata wewnętrznego od zewnętrznego. Wszystko jest zlane i niemowlę doświadcza rzeczywistości poprzez swojego opiekuna, do którego nie potrafi się zdystansować i bez którego nie może przetrwać. Można założyć, że człowiek w tym okresie przeżywa na zmianę dwa skrajne stany: ekstazę i przerażenie. Doznaje zaspokojenia poprzez otrzymywaną opiekę albo przeżywa strach w związku z przeżywanym dyskomfortem, którego nie potrafi zrozumieć i z którym nie potrafi samodzielnie sobie poradzić. Do tego potrzebuje drugiej osoby, najczęściej jest to matka. Ona uczy go rozumienia zarówno świata zewnętrznego jak i świata wewnętrznych przeżyć. Dzięki temu dziecko może wytworzyć własny regulator poznawczo-emocjonalny, dzięki któremu w przyszłości będzie samodzielne.

W zależności od tego jaką opiekę otrzymuje niemowlę, zaczyna tworzyć sobie obraz świata i ludzi, jako zaspokajających i dobrych lub jako wrogich. Oczywiście wychowując się w przyjaznych okolicznościach mamy większe szanse na wykształcenie w sobie zaufania do świata i siebie, jednak interpretacja rzeczywistości może być bardzo różna i zaskakująca, w dużej mierze zależy od dziecka, od jego temperamentu i innych elementów, których wciąż nie znamy i których możemy się jedynie domyślać. Dlatego bywa tak, że możemy borykać się z różnymi problemami emocjonalnymi czy interpersonalnymi mimo tego, że nasze domy nie należały do najgorszych, a nasze dzieciństwo było całkiem znośne, albo i wyśnione. Wciąż mogą zamieszkiwać nas obiekty (obrazy innych), które mogą być nieprzyjazne i które mogą wpływać na to jak postrzegamy aktualne otoczenie.

Używanie takiej dziecięcej perspektywy nie jest świadomym działaniem, to silny schemat, który uruchamia się bez naszej woli i który często jest nieadekwatny. Może on spowodować, że niewinną uwagę znajomego potraktujemy jak wrogi atak, a telefoniczne milczenie od kogoś bliskiego, jako sygnał o utracie jego miłości, choć może być to jedynie wynik jego roztargnienia.

Niekiedy problemy wynikające z nieadekwatnego rozpoznawania rzeczywistości mogą być na tyle poważne, że wymagają interwencji psychiatrycznej. Dzieje się tak wówczas gdy człowiek traci dystans do swoich przekonań i traktuje je jako jedyną, słuszną prawdę, nawet jeśli zawiera ona przekonanie o pozaziemskich interwencjach. Czasem nasze wewnętrzne schematy powodują tylko nieliczne nieporozumienia, które nie są niszczące i nie wpływają zasadniczo na jakość naszego życia. Pośredni stan, to taki, w którym widzimy, że utrudniamy sobie życie ale nie potrafimy przestać i przez to cierpimy – to sprawa na terapię. Na terapii możemy lepiej poznać siebie, świat swoich nieświadomych motywacji i nauczyć się nowych form myślenia, zachowania. Możemy to również zrobić poprzez udział w specjalnie do tego stworzonej grupie. Warsztaty, szkolenia, treningi interpersonalne to bardzo skuteczne formy uczenia się. Dłuższe formy takich grup mogą być doskonałym sposobem na rozpoczęcie drogi lepszego rozumienia siebie, tego co się czuje i dlaczego, a przez to uzyskanie większej kontroli nad swoim życiem, samopoczuciem, wyborami.

Udział w grupie, której celem jest poznawanie siebie może być wyjątkowym doświadczeniem, ale jak pisałam na początku przynależność do grupy to nie w kij dmuchał. To samo tyczy się grup rozwojowych. Niektórzy mają przed nimi obawy. I słusznie. Każda sytuacja, w której decydujemy się na odsłaniania siebie, bez względu na to jak głębokie, naraża nas na możliwość przeżycia czegoś nieprzyjemnego. Możemy doświadczyć braku zrozumienia. Dlatego tak ważne jest by decydując się na taką formę nauki z ogromną przytomnością wybierać miejsca, w których są one oferowane. Musimy mieć pewność, że osoba, która prowadzi taką grupę (trener, psychoterapeuta) ma odpowiednie kwalifikacje (ukończoną szkołę trenerów, szkołę psychoterapii) i poddaje swoją pracę superwizji. Dlaczego? Dlatego, że osoba, która prowadzi grupę musi mieć świadomość tego jakimi prawami rządzi się praca grupowa, z jakimi sytuacjami może się wiązać i co robić, by udział w grupie był dla jego uczestników bezpieczny i korzystny. Musi wiedzieć co dzieje się w grupie. A dzieje się dużo.

W grupie uczestniczyć może od kilku do kilkunastu osób. Każda z nich wnosi swoją osobowość, nastawienia, nadzieje, obawy i problemy. Każda chce się czegoś nauczyć, czegoś doświadczyć, poradzić sobie ze swoim problemem: „jestem samotny“, „nie mogę się nikim związać“, „ciągle popadam w te same konflikty“, „nigdy nie zagrzewam nigdzie miejsca“ itp. Co więcej każdy uczestnik będzie odtwarzał zgłaszane przez siebie problemy w relacji do reszty uczestników. „Samotny” będzie się izolował, „konfliktowy” kłócił, a ten z brakiem wytrwałości będzie chciał opuścić grupę przed jej końcem. Żaden z nich nie zrobi tego świadomie, każdy zrobi to co zawsze, mimo świadomości swoich tendencji. Wiedza nie leczy! Leczy doświadczenie i relacja.

Tak więc uczestnicy odtworzą na grupie swoje schematy, ale tym razem będą mieli okazję im się przyjrzeć. Grupa pokaże uczestnikowi gdzie popełnia błąd i co powtarza. Co ważne zrobi to życzliwie, tak by zainteresowany mógł zrozumieć swój schemat i stojący za nim lęk. Bo o ten lęk chodzi najbardziej. Uświadomienie komuś, że wciąż lgnie do ludzi, którzy go odrzucają to dopiera połowa drogi, dopiero zbadanie jaki lęk za tym stoi pozwoli zrozumieć takie wybory. Często bywa, że ci, którzy deklarują ogromną potrzebę bycia w związku, której realizację uniemożliwia im (w ich mniemaniu) jedynie pech napotykania niewłaściwych ludzi, tak naprawdę panicznie boją się przywiązania i nie chcą z nikim być. Przewrotność naszej natury bywa osłupiająca. Samemu nie sposób się rozszyfrować, do tego potrzebujemy innych. Kiedyś potrzebowaliśmy do tego matki, teraz po prostu innych ludzi, którzy posłużą za lustro, dzięki któremu będziemy mogli zobaczyć o co tak naprawdę nam chodzi i jak to bezpiecznie zrealizować. Grupa może to zapewnić, może pomóc nam rozpocząć ten proces. I to jest jej nieoceniona wartość. Myślę, że to jedna z najbardziej wartościowych form uczenia się, która może pomóc znaleźć drogę do tak zwanego szczęścia. Nie jest to droga usłana różami, ale nikt nie powiedział, że ma być łatwo.