Biologia szczęścia – czy szczęście mamy w genach?

Genetyczne uwarunkowanie szczęścia

Ścisły związek pomiędzy poczuciem szczęścia a poziomem i funkcjonowaniem takich neurotransmiterów jak dopamina, serotonina, wazopresyna oraz innych,  których ilość oraz funkcjonowanie jest regulowana przez geny, świadczy o genetycznym uwarunkowaniu niektórych aspektów dobrostanu. Niektóre badania dotyczące dobrostanu psychicznego pokazują, że poziom odczuwanego szczęścia wykazuje podobną stałość w czasie jak cechy temperamentu czy osobowości [Czapinski 2004]. Istnieją  badania ukazujące silną korelację pomiędzy takimi cechami temperamentu jak neurotyzm i ekstrawersja a poczuciem dobrostanu [Diener, Lucas 1999; Lucas, Fujita 2000]. Lyken [1999] stwierdza, że charakterystyczny dla człowieka potencjalny poziom szczęścia jest niemal w 100% uwarunkowany genetycznie, chociaż inne czynniki mogą sprawić, że nie funkcjonuje się w możliwym optimum. Wrodzony potencjał szczęścia nie jest więc tożsamy z realnie odczuwanym dobrostanem, który zależy nie tylko od genów, lecz również od cech środowiskowych sprzyjających bądź nie ekspresji genotypowej. Szczęście jest cechą uwarunkowaną poligenetycznie, której geny działają interakcyjnie. Oznacza to, że szczególna interakcja genów podzielana jest głównie przez bliźnięta jednojajowe. Poziom szczęścia rodziców nie przesądza o poziomie jego odczuwania u dzieci, jednakże istnieje większe prawdopodobieństwo dziedziczenia typowej dla krewnych konfiguracji genów. Większe jest uwarunkowanie genetyczne odpowiedzialne za odczuwanie emocji negatywnych niż pozytywnych, na emocje pozytywne w znacznie większej mierze odpowiadają czynniki środowiskowe [por. Seligman 2005].

pobrane

Uwarunkowania genetyczne odpowiadają głównie za przeciętny charakterystyczny dla jednostki poziom odczuwanego dobrostanu, który właśnie dzięki udziale biologicznych mechanizmów wykazuje dość znaczną stałość. Stabilność ta ma dla funkcjonowania człowieka zarówno pozytywny jak i negatywny aspekt. Ani wydarzenia negatywne ani pozytywne nie podnoszą ani nie obniżają stale odczuwanego poziomu szczęścia. Systematyczne badania nad osobami, które wygrały na loterii, wykazują, że osoby te powracają wraz z upływem czasu do swojego podstawowego poziomu dobrostanu [por Seligman 2005]. Awans w pracy traci wpływ na poziom szczęścia w czasie krótszym niż trzy miesiące. Oczywiście „termostat” szczęścia ma również swoje korzyści związane z niwelowaniem odczuwania emocji negatywnych związanych z niekorzystnymi wydarzeniami. Osiemdziesiąt cztery procent osób z porażeniem czterech kończyn uważa swoje życie za mieszczące się w granicach średniej bądź powyżej. Osoby, które nie mogą się poruszać, po kilku latach od zdarzenia, które wywołało paraliż kończyn dolnych, czują się średnio trochę mniej szczęśliwe od grup kontrolnych. Istnieją jednak takie wydarzenia, które u większości osób na stałe obniżają odczuwany poziom szczęścia. Związane są one z utratą bliskiej osoby, w szczególności w wypadku, z postępującą chorobą najbliższych oraz z permanentnym niezaspokojeniem potrzeb biologicznych. Omawiając biologiczne uwarunkowania dobrostanu należy wspomnieć o potrzebach ściśle biologicznych, których zaspokojenie jest nieodzowne dla odczuwania wysokiego poziomu jakości życia, dotyczących głodu, pragnienia, snu, stymulacji sensorycznej, bezpieczeństwa fizycznego [Trzebińska 2008]. Zaspokajanie tych potrzeb było i jest istotnym elementem selekcji naturalnej, a więc ewolucji. Istnieje spór, czy szczęście można określić jako cechę – wynikający zarówno z nieścisłości samego pojęcia jak i z niespójnych badań, które w różnym stopniu ukazują stałość szczęścia w czasie.

 

W następnym odcinku: szczęście a ewolucja

Opracowane na podstawie:
Marszał, M., Olesiński, P. (2009). Biologia szczęścia. Poznańskie Forum Kognitywistyczne. Teksty Pokonferencyjne. Nr 4.

PSYCHOSOMATYKA, CZYLI DLACZEGO PRZY CHOROBIE POTRZEBNY MOŻE BYĆ PSYCHOLOG? CZĘŚĆ I

Dzisiaj trochę o tym, jak psychologia oraz psychoterapia mogą wiązać się z chorobami somatycznymi, ale również z brakiem tychże chorób a więc ze zdrowiem.

Zazwyczaj korzystamy z gabinetów psychoterapeutycznych wówczas, kiedy niepokoi nas zdrowie psychiczne – czy to na skutek przeżywanego lęku, smutku czy innych emocji czy też z powodu trudnych kryzysowych sytuacji życiowych. Nie zawsze, albo przynajmniej nie od razu, myślimy o tym, gdy zmagamy się z chorobą. A choroba, zwłaszcza ta przewlekła to również kryzys w życiu człowieka. Podczas takiego kryzysu uruchamiamy całą masę procesów poznawczych (myśli, wyobrażeń, fantazji) ale również związanych z nimi procesów emocjonalnych (lęk, złość, niepokój) czy behawioralnych (a zatem działań takich jak wykonywanie badań kontrolnych, zażywanie leków czy spacerów na świeżym powietrzu) Myślę, że trudno jednoznacznie określić, które choroby są psychosomatyczne a które nie. Holistyczne podejście do ludzkiej natury zakłada, że zawsze to, co dzieje się z ciałem wpływa na duszę i odwrotnie. Pewne jest jedno – jesteśmy społeczeństwem wyjątkowo trapionym przez choroby zarówno te zagrażające życiu jak i te, które może nie są groźne, jednak zdecydowanie uprzykrzają życie. Medycyna oczywiście rozwija się prężnie, leczymy dziś choroby, które całkiem niedawno pozostawały nieuleczalne, ale z drugiej strony zdarza się tak, że leczenie koncentruje się tylko i wyłączne na somatycznym aspekcie choroby i…. przynosi mierne rezultaty. Dlaczego tak się dzieje?

Otóż za to, jak chorujemy i, co za tym idzie, jak zdrowiejemy odpowiada nasza psychika.

 

*Jeśli temu nie wierzysz, spróbuj wykonać szybki eksperyment. Przez pół minuty (około) wyobrażaj sobie soczystą cytrynę, najlepiej przeciętą na pół. Wyobrażaj sobie jak kropla soku spływa po delikatnym cytrynowym miąższu, możesz też wyobrazić sobie jak smakujesz tego soku….

 

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że twoje ślinianki (gruczoły odpowiedzialne za produkcję śliny) zaczęły pracować, zupełnie jakbyś właśnie zjadł coś kwaśnego, mimo że tak się nie stało. Tak właśnie nasza psychika, w tym przypadku nasza wyobraźnia może wpływać na to, co się dzieje z naszym ciałem, jego fizjologią.

 

Jeszcze bardziej przekonujące są wyniki badań. Istnieje konkretna dziedzina nauki odpowiedzialna za badanie korelacji pomiędzy psychika, mózgiem a odpornością – psychoneuroimmunologia A to właśnie odporność jest kluczowa, jeśli chodzi o zapadanie na większość chorób jak i radzenie sobie z nimi. Z pewnością nie raz zauważyłeś, ze po kilku zarwanych nocach (brak snu obniża odporność) łapałeś infekcje. Mózg oprócz tego, że odpowiada za funkcje psychiczne, wydziela wiele substancji chemicznych, które z kolei wpływają na układ immunologiczny (odpornościowy). Skład tych substancji zależy od typu i oraz siły przeżywanych emocji. Stwierdzono, że nadmierne przeżywanie takich emocji jak lęk, przygnębienie, złość hamuje działanie układu immunologicznego. Z kolei przeżywanie radości, zadowolenie, spokoju, nadziei stymuluje organizm do walki z chorobą.

 

Bardzo często, chorując, skupiamy się na tym, co poza naszą kontrolą – doświadczane objawy, ból, koszty, które ponosimy ze względu na chorobę, mało uwagi poświęcając tym czynnikom, które bardziej zależne są od nas i nad którymi pracując możemy zwiększyć szansę na wyzdrowienie. Praca nad myślami (odsyłam do mojego czerwcowego artykułu o zdrowym myśleniu), nad znaczeniem choroby, nad emocjami, nad zwiększaniem poczucia nadziei oraz własnej kontroli w chorobie może przynieść i przynosi na prawdę dobre rezultaty.

W następnych artykułach będę rozwijać trochę bardziej temat psychosomatyki, ale już teraz bardzo zachęcam wszystkich zmagających się z chorobą i ich rodziny by skorzystały z konsultacji psychologicznej.

 

Natalia Rucińska

Młodzieńcza depresyjność – kiedy jest naturalnym procesem rozwoju a kiedy sygnałem do wizyty u psychologa.

Młody człowiek wchodzący w dorosłość ma przed sobą wiele zadań do wykonania. Mogą one być zarówno ekscytujące jak i przerażające – wizja separacji od domu rodzinnego i życia na własną rękę, zdobycia wykształcenia, pracy, zbudowania związku, to wszystko może cieszyć, ale może też powodować obawy: „Czy dam radę?”, „Czy potrafię?” Dorosłe życie to żegnanie się z dzieciństwem, opieką jaka wówczas przysługuje, specjalnym traktowaniem. Konfrontacja z utratą dzieciństwa prowadzi do młodzieńczej depresyjności: nieokreślonego poczucia winy, wyobcowania, poczucia bycia nierozumianym. Separacja wiąże się z różnymi odczuciami, może być burzliwa bądź nie, jest to sprawa indywidualna. Na pewno jednak jest to proces trudny gdyż łączy się z opuszczeniem tego, co dotychczas stanowiło rzeczywistość młodej osoby – to powoduje burzę emocjonalną, która jest pomieszaniem różnych odczuć, takich jak poczucie osamotnienia, smutek, złość, żal. Adolescenci bronią się przed tymi odczuciami idealizując kogoś spoza rodziny: jest to czas idoli, uwielbienia dla swojej grupy rówieśniczej, pierwszych miłości. Dzięki temu nastolatek może wyznaczyć obszary, które nie są związane z domem rodzinnym a budują poczucie niezależności, sensu, radości i dzięki temu dają poczucie, że można żyć poza domem i być szczęśliwym.

 

Inne rodzaje sposobów wydobywania się z depresyjności to m.in.:

 

Działania reparacyjne: przejawiają się one w dążeniu do bycia bezproblemowym dzieckiem. Próba utrzymania dobrego samopoczucia rodziców to sposób na radzenie sobie z poczuciem winy związanym z rodzącą się chęcią życia bez rodziców. Dobre zachowanie może rozumieć jako nieświadomą próbę wynagrodzenia rodzicom pragnień separacyjnych.

 

Używanie mechanizmów hipomaniakalnych: czyli angażowanie się w wiele aktywności, zarówno towarzyskich jak i związanych z nauką. Pozwala to radzić sobie ze smutkiem i poczuciem osamotnienia

 

Dążenie do doświadczeń mistycznych: w tym wypadku młodzież sięga np. po narkotyki, może też interesować się religiami i filozofią, wiąże się to z niebezpieczeństwem związania się z sektami, które żerują na poczuciu zagubienia.

 

hE1EF2836

 

Należy pamiętać, że opisywana tu depresyjność nie jest stanem patologicznym, nie należy jej leczyć. Jest to stan przypisany temu okresowi rozwojowemu. Stosowanie obron to dobry znak: uprawianie sportu, angażowanie się w życie towarzyskie, różne rodzaje buntu. Świadczy to o próbach radzenia sobie, dzięki którym młody człowiek nie zapada się w smutku czy poczuciu samotności– znajduje sobie takie obszary w których czuje przynależność i sens.

 

To co ma niepokoić to intensyfikacja obron: nadmierna agresywność/wściekłość, zażywanie narkotyków, wyłączanie się z życia rówieśników, przywieranie do rodziców… Jeśli coś nas niepokoi warto udać się na konsultacje do psychologa. Część pracy psychologa polega na uspokajaniu rodziców, pokazywaniu, że niepokojące ich zachowania są naturalną częścią zdrowego rozwoju. Są jednak sytuacje, które wymagają pomocy psychologicznej, a czasem również farmakologicznej. Szczególnymi wskaźnikami tego, że coś idzie w złym kierunku to zaburzenia obrazu własnego ciała i próby samobójcze. Ciągłe diety, katorżnicze ćwiczenia, samookaleczanie się, zgłaszanie myśli samobójczych i częsta samodewaluacja (poczucie że jest się brzydkim, do niczego, głupim, złym) – takie „objawy” to sygnał do niepokoju. Jeśli rozmowa i inne podejmowane próby pomocy nie dają rezultatu, należy zgłosić się do psychologa lub psychiatry. Podjęcie współpracy ze specjalistą często jest ulgą zarówno dla nastolatka jak i dla rodziców, pozwala na większe zrozumienie tego co się dzieje, pozwala przygotować na to co jeszcze może się wydarzyć, a przede wszystkim pozwala na rozpoczęcie koniecznego procesu leczenia.

Literatura:

Wilk, M. (2014) Diagnoza w socjoterapii. Ujęcie psychodynamiczne. Sopot: GWP

Biologia szczęścia – neuroprzekaźniki

Neurochemia szczęścia
Niezależnie od definicyjnego ujęcia dobrego życia podkreśla się duże znaczenie pozytywnego afektu dla jakości życia. Seligman w swojej koncepcji szczęścia wymienia jego trzy postacie: pozytywne emocje, poczucie sensu i zaangażowanie. Pozytywny afekt nie tylko jest czynnikiem zapewniającym dobrostan, ale również jednym z jego wskaźników. Życie emocjonalne człowieka nie może być sprowadzane wyłącznie do procesów biologicznych, jednakże emocjonalne aspekty szczęścia powiązane z działaniem mózgowych systemów afektywnych. Wiedza na temat neurologicznego podłoża szczęścia pozwala rozumieć mechanizmy wzmacniania i torowania niektórych procesów psychicznych poprzez afekt pozytywny.

 

neurotransmitters

 

 

Obecnie znane są neuroprzekaźniki, które wpływają na zjawiska psychiczne oraz zachowania istotne dla osobistych i społecznych składowych jakości życia i uczestniczą w tych zjawiskach. Pierwszym z nich jest dopamina, zwana również hormonem szczęścia. Dopamina związana jest zarówno z plastycznością poznawczą, jak i z systemem nagrody, co świadczyć może o pozytywnym oddziaływaniu emocji dodatnich na szczegółową, otwartą na napływ informacji analizę sytuacji i możliwych skutków podejmowanych zachowań. Wydaje się, że system dopaminowy współgra w czołowych okolicach mózgu z procesami związanymi z myśleniem i pamięcią roboczą. Liczne badania ukazują wpływ emocji, w tym pozytywnych, na funkcjonowanie poznawcze. Seligman stwierdza, że „pozytywny nastrój wywołuje u nas zupełnie inny sposób myślenia niż nastrój negatywny”. Potwierdzeniem tej tezy może być ewolucyjny pryzmat patrzenia na dobrostan człowieka, który przedstawiony będzie w kolejnych wpisach. Zadaniom konwergencyjnym, wymagającym krytycznego i sceptycznego myślenia, sprzyja obniżony nastrój, zadaniom twórczym i dywergencyjnym zaś nastrój podwyższony. Prawdopodobnie sposób myślenia uaktywnianiany przez emocje o różnym afekcie odbywa się w innych częściach mózgu i charakteryzuje się różną neurochemią.

Innymi neuroprzekaźnikami wpływającymi na emocje pozytywne są kontrolująca emocje i nastrój serotonina oraz oksytocyna, zwana hormonem miłości, która uczestniczy w procesach związanych z reakcjami afiliacyjnymi i przywiązaniem do innych – reakcjami sprzyjającymi pozytywnym relacjom interpersonalnym będącym istotnym elementem wpływającym na odczuwanie szczęścia. Biologiczne dyspozycje związane z afiliacyjnością, ujawniające się już w okresie niemowlęcym, są coraz lepiej udokumentowane. Spośród nich wymienić można między innymi przywiązanie opiekuna, które koreluje na późniejszych etapach życia ze zdolnością do kochania i przyjmowania miłości.

W następnym odcinku: czy szczęście mamy w genach?

Opracowane na podstawie:
Marszał, M., Olesiński, P. (2009). Biologia szczęścia. Poznańskie Forum Kognitywistyczne. Teksty Pokonferencyjne. Nr 4.

Jak słuchać, a nie tylko słyszeć… czyli słów kilka o dobrej komunikacji partnerskiej

Myślę, że każdy z nas doświadczył sytuacji, w których dobrze się mu z kimś rozmawiało. Raz na jakiś czas zdarza się nam, że kończymy rozmowę z poczuciem bycia zrozumianym, pokrzepionym i zaakceptowanym, niezależnie od historii, którą snuliśmy. Takim rozmowom towarzyszy często też przeświadczenie, że nasz rozmówca był nas ciekawy i naprawdę pojął istotę naszej opowieści, uczuć z nią związanych i naszych motywów. Niestety, pewnie każdy z nas miał też okazję poczuć na własnej skórze co to znaczy mówić do kogoś i skończyć rozmowę z poczuciem absolutnego braku zrozumienia. W poprzednim artykule pisałam o najczęstszych przeszkodach w dobrej komunikacji w związku. Dziś pora na wskazówki przydatne w rozwijaniu umiejętności dobrego słuchania.

Po pierwsze: SŁUCHAJ Z PEŁNĄ UWAGĄ. Oznacza to skierowanie naprawdę całej naszej uwagi na rozmówcę i jego wypowiedź. Często wymaga to odłożenia telefonu, oderwania się od komputera czy wyłączenia telewizora i pokazania naszemu partnerowi, że jesteśmy gotowi do wysłuchania go i że nie ma dla nas w tej chwili nic ważniejszego na świecie. Warto powiedzieć/ okazać/ lub w inny sposób dać wyraz naszej chęci usłyszenia i zrozumienia drugiej strony. Jednym ze sposobów na to jest zadbanie o mowę naszego ciała. Patrzenie w oczy, zwrócenie się ciałem do rozmówcy, potakiwanie lub okazywanie innych oznak zaciekawienia, naprawdę są bardzo ważne i potrafią zdziałać cuda. Słuchanie z pełną uwaga oznacza też takie skoncentrowanie się na treści i osobie, które wolne będzie od osądzania, krytykowania czy wyszukiwania propozycji rozwiązania problemu. Takie towarzyszenie rozmówcy w jego opowieści, z pełną uwagą, wolne od oceniania, jest naprawdę szalenie trudne, ale przynosi wspaniałe efekty!

 

1

Krok drugi: WSŁUCHAJ SIĘ NIE TYLKO W TREŚĆ, ALE TEŻ W UCZUCIA. Tym, co często zaciemnia odbiór wypowiedzi, to skupianie się przez nas tylko na treści lub na najbardziej widocznych uczuciach. Tymczasem to, co naprawdę istotne często leży w sferze nie do końca wypowiedzianej i właśnie tu przydaje się umiejętność uważnego wsłuchiwania się w uczucia partnera. Posłużmy się przykładem. Wracająca do domu żona po trudnej rozmowie z szefem może opowiedzieć przebieg spotkania i skwitować je słowami: „Wszystko bez sensu, cała moja praca poszła na marne”. Uważne słuchanie, oparte na empatii, czyli na próbie wyobrażenia sobie tego, co może przeżywać osoba w takiej sytuacji, może podsunąć mężowi wskazówkę, jakie uczucia kryją się za tymi słowami. Dzięki temu może zareagować np. tak: „Wygląda na to, że jesteś rozczarowana rozmową z szefem. Wyglądasz na przybitą i zniechęconą” co wydaje się lepszym komunikatem niż choćby „To fatalnie” ;). Skupienie na uczuciach wymaga wyobrażenia sobie tego, jak może czuć się osoba w sytuacji, którą opisuje nasz rozmówca. Pomocne może być też zwrócenie uwagi na język ciała. Czy nasz partner wygląda na zagniewanego, przestraszonego, radosnego, smutnego? A co gdy partner/ka okazuje nam gniewne uczucia skierowane do nas? Oczywiście nie jest to łatwe, ani przyjemne słuchać o swoich zachowaniach, które irytują lub złoszczą naszą drugą połówkę. Warto pamiętać, że wysłuchanie uczuć jakie przeżywa druga strona nie oznacza, że musimy się z nimi zgadzać lub je podzielać. Bardziej chodzi o przyjęcie ich do wiadomości i zaakceptowanie ich istnienia. Oczywiście mówienie o uczuciach to co innego, niż zachowanie, w którym bylibyśmy obrażani lub źle traktowani, bo takie działania drugiej strony akceptowane być nie muszą. W takich sytuacjach przydatne jest jasne i asertywne wyznaczanie granic, ale to już materiał na inny artykuł…

 

Woman whispering to man

Po trzecie: AKTYWNIE PRZYJMUJ DO WIADOMOŚCI CO USŁYSZAŁEŚ/AŚ. Oznacza to dawanie znać rozmówcy, że dociera do nas to, co mówi. Można to zakomunikować na kilka sposobów. Przede wszystkim można sparafrazować wypowiedź, czyli powiedzieć własnymi słowami to, co się zrozumiało ze słów partnera, ale nie chodzi tu o bezmyślne powtórzenie jego słów, a raczej o wyłowienie z nich istoty wypowiedzi.

Np. „Jestem wściekła na Adama. Zamiast mnie poprzeć, przyznał rację szefowi!”

Parafraza: „Wygląda na to, że zachowanie Adama wytrąciło cię z równowagi”.

Innym sposobem aktywnego przyjmowania do wiadomości tego, co się usłyszało jest proszenie o wyjaśnianie. Szczególnie przydaje się, gdy nie jesteśmy na 100% pewni, co czuje lub myśli nasz rozmówca. Za jego pomocą komunikujemy chęć lepszego zrozumienia partnera.

Np. „Jestem wściekła na Adama. Zamiast mnie poprzeć, przyznał rację szefowi!”

Prośba o wyjaśnienie: „Wydajesz się wytracona z równowagi zachowaniem Adama, ale nie do końca jestem pewien co tak naprawdę przeżywasz”.

Kolejnym sposobem aktywnego słuchania jest udzielanie informacji zwrotnej. Polega ono na werbalnym podzieleniu się z rozmówcą naszą reakcją na jego wypowiedź. Informacja zwrotna wspierająca dobrą komunikacje powinna być natychmiastowa (czyli udzielona jak najszybciej po usłyszeniu wypowiedzi partnera), szczera (czyli wyrażająca nasze prawdziwe uczucia czy opinie) oraz wspierająca (czyli zawierająca intencję nieranienia celowo partnera).

Np. „Jestem na ciebie wściekła. Zamiast mnie poprzeć, przyznałeś rację szefowi!”

Udzielenie informacji zwrotnej: „Jestem zaskoczony. Nie wiedziałem, że tak odebrałaś moje słowa. Może następnym razem….”

Dobre słuchanie wydaje się być prostą czynnością, ale jest naprawdę bardzo trudne! Tym, którzy chcieliby potrenować tę umiejętność polecam proste ćwiczenie. Każdego dnia przez 15 minut spróbuj aktywnie słuchać wybranej przez ciebie osoby. Jeśli chcecie potrenować w parze, spróbujcie robić to na zmianę. 15 minut słucha jedna osoba, a mówi druga, później zmieniacie się. Te kilkanaście minut dziennie to naprawdę dobra inwestycja w trwałość związku, a więc powodzenia!

 

Artykuł powstał na podstawie: „Jak usprawnić komunikatywność”, M. Davis, K. Paleg, P. Fanning.

Portret psychologiczny ofiary przemocy

„Ofiara przemocy” albo „osoba doznająca przemocy” to osoba znajdującą się w sytuacji kryzysu spowodowanej krzywdzeniem (fizycznym, psychicznym, emocjonalnym, ekonomicznym) i zaniedbaniem ze strony drugiego człowieka (definicja wg Instytutu Psychologii Zdrowia PTP oraz Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie). Liczne dane statystyczne pokazują, że ofiarami przemocy są głównie kobiety. Organizacja Amnesty International podaje, że „codziennie jedna na pięć kobiet w Europie staje się ofiarą przemocy. (…) Rada Europy ocenia, że około 25% kobiet doświadczyło przemocy fizycznej, a 10% doznało przemocy seksualnej z użyciem siły. W większości przypadków sprawcą była osoba z najbliższego otoczenia ofiary, najczęściej jej partner lub były partner”. W Polsce w 2013 roku policja zarejestrowała 58.310 kobiet i 9.233 mężczyzn jako ofiary przemocy, chociaż szacuje się, że takich ofiar jest znacznie więcej – zdecydowana większość osób doświadczających przemocy w rodzinie nie zgłasza bowiem nigdzie tego faktu.

Ofiary przemocy, chociaż są różnymi ludźmi i doświadczają różnych form przemocy, zwykle można scharakteryzować w następujący sposób (za: Burl E. Gilliland, Richard K. James):
1. Mają niskie poczucie własnej wartości.
2. Odczuwają brak kontroli nad własnym życiem; nie wierzą, że ich sytuacja może się zmienić.
3. Mają za sobą historię doświadczeń bycia maltretowanym w dzieciństwie lub były świadkami maltretowania.
4. Przeżywają silny lęk i wstyd.
5. Są pozbawione zasobów osobowościowych, finansowych lub edukacyjnych pozwalających na wyrwanie się z niekorzystnej sytuacji.
6. Są zależne od swoich partnerów, nie wyobrażają sobie samodzielnego życia.
7. Mają wyidealizowany obraz związku; minimalizują negatywne aspekty związku.
8. Mają trudności w komunikowaniu się, zwłaszcza w zakresie upominania się o swoje prawa.

Z perspektywy psychologicznej najbardziej istotne wydaje się być pytanie: co sprawia, że osoba, która jest systematycznie poniżana i/lub maltretowana stara się w tym wytrzymywać i nie podejmuje aktywności zorientowanej na poprawę swojej sytuacji? Tutaj ponownie z pomocą przychodzi teoria schematów psychicznych. Zgodnie z nią, ważne i często traumatyczne przeżycia z okresu dziecięcego zapisują się w umyśle i przyjmują postać schematu, czyli (1) tendencji do określonego sposobu myślenia o sobie i o świecie, (2) tendencji do określonego reagowania w pewnych typach sytuacji, (3) tendencji do reagowania określonymi emocjami lub do unikania kontaktu z określonymi emocjami. Jak już zauważono powyżej, ofiary przemocy często mają w swoim doświadczeniu traumatyczne przeżycia – zwykle w relacji z własnymi rodzicami w okresie dzieciństwa. Ich podstawowe dziecięce potrzeby – bezpieczeństwa, autonomii, wolności, spontaniczności, posiadania granic – nie zostały przez rodziców lub rodzica zaspokojone. Rodzaj, dotkliwość i częstotliwość negatywnych doświadczeń wpływa na wykształcenie się jednego lub kilku schematów, np. (za: Jeffrey E. Young):
– schemat wadliwości: osoba pod wpływem tego schematu ma poczucie, że jest niepełnowartościowa, zła, gorsza od innych; przeżywa często wstyd i lęk;
– schemat nieufności/skrzywdzenia: osoba pod wpływem tego schematu spodziewa się, że inni będą ją ranić, krzywdzić i wykorzystywać; przeżywa często w związku z tym rozpacz, czuje się bezsilna;
– schemat podporządkowania się: osoba pod wpływem tego schematu poddaje się kontroli innych, aby uniknąć gniewu lub porzucenia; tłumi swoje własne potrzeby oraz emocje, głównie gniew;
– schemat zahamowania emocjonalnego: osoba pod wpływem tego schematu przesadnie hamuje doświadczanie uczuć w celu uniknięcia dezaprobaty innych.

W przypadku ofiar przemocy najbardziej istotnym elementem schematu jest przekonanie o własnej ułomności, beznadziejności oraz o tym, że świat jest zagrażający i niesprawiedliwy. Na poziomie emocjonalnym pojawia się bardzo silny lęk i wstyd oraz tłumienie gniewu. Na poziomie zachowania występuje skłonność do wchodzenia w relacje z osobami, które są krzywdzące i do przyzwalania na złe traktowanie.

Wszystkie te elementy najczęściej są nieświadome i bardzo silne. Człowiek pod kontrolą schematu nie dopuszcza innych możliwości interpretowania rzeczywistości wewnętrznej i zewnętrznej poza przekonaniami podsuwanymi przez schemat; jego myślenie jest zatem sztywne i zawężone. Przeżywanie silnego lęku paraliżuje go, a odcięcie od emocji gniewu powoduje, że nie ma energii do działania i do zmiany swojego położenia; czuje się przeważnie bezradny. Powtarzanie tego samego zachowania (czyli np. uporczywe trzymanie się nieskutecznych metod radzenia sobie ze sprawcą przemocy) utwierdza go w schematycznych przekonaniach i pozbawia go możliwości sprawdzania się w innych sytuacjach życiowych; innymi słowy, brakuje warunków do uczenia się nowych zachowań.

Podsumowując, życie pod wpływem schematu nie jest kwestią wyboru – to bardziej przypomina życie w więzieniu, którego ścian i krat się nie dostrzega.

I to jest właśnie największy dramat ofiar przemocy: nierzadko uwalniając się z domu rodzinnego pełnego przemocy i złego traktowania i szukając nowego, szczęśliwego życia, trafiają na kolejnego człowieka, który okazuje się być sprawcą przemocy… Nie potrafią funkcjonować w zdrowych relacjach, chociaż bardzo o tym marzą; schemat jest zbyt silny. Dopiero silny kryzys życiowy lub udział w psychoterapii mogą spowodować, że stwarza się okazja do wyjścia spod wpływu schematu i poszukania lepszej, zdrowszej drogi życiowej – ale tym razem już naprawdę.

 

Tomasz Grabiec

W poszukiwaniu szczęścia…

Na początku tego pięknego, upalnego lata, kiedy temperatury były jeszcze znacznie bardziej nieśmiałe, miałam okazje uczestniczyć w fantastycznym wydarzeniu, jakim był Międzynarodowy Kongres Eriksonowski. Wydarzenie ciekawe a dodatkowo odbywające się we wspaniałym miejscu – w Krakowie. Ponadto tematyka wielu warsztatów krążyła wokół tematów ściśle powiązanych ze …  szczęściem, a dokładniej z tym  je odnajdować, pielęgnować i jak się nim dzielić. Dziś chciałam podzielić z Wami techniką pomocną w poprawianiu nastroju. Czy lepszy  nastrój jest tożsamy z poczuciem spełnienia i szczęścia? Niekoniecznie, jednak na pewno nie przeszkadza. Zresztą temat szczęścia jest obszerny i wielowymiarowy, trudno stawiać tu definicje.

 

Podobnie trudno krótko opisać, na czym polega podejście Eriksonowskie w psychoterapii. Z pewnością na wielu płaszczyznach różni się od podejść poznawczo-behawioralnych (bazując na tych nurtach, pisałam ostatnio w artykule na temat zdrowego myślenia) Praca zdecydowanie bardziej koncentruje się na wyobraźni, wizualizacji a często również na hipnozie, czyli stanie kiedy  mózg pracuje w pewien określony sposób, znajduje się w transie. Metody te służą dotarciu do zasobów, pomocnych w radzeniu sobie z problemami, z których do tej pory nie potrafiliśmy korzystać.

 

Spośród kilkudziesięciu warsztatów dostępnych podczas Kongresu, zmuszona byłam wybrać zaledwie kilka (trudny wybór, selekcja trwała kilka dni) I jednym z nich był zajęcia z Dr, N. Ruysschaert z Antwerpii. Opowiedziała ona o bardzo przyjemnej metodzie poprawiania nastroju, nazywaną „affect bridge” co przetłumaczyłabym jako „pomost pomiędzy stanami emocjonalnymi”.  Celem tego ćwiczenia jest przede wszystkim generowanie pozytywnych stanów emocjonalnych. Aby to zrobić czerpiemy z zasobów, czyli w tym przypadku pozytywnych stanów emocjonalnych, których doświadczaliśmy w przeszłości. No właśnie – i tu znajduje się clue metody – każdy z nas ma za sobą jakieś przyjemne doświadczenia, nie muszą to być spektakularne, wyjątkowe momenty, mogą to być krótkie ulotne chwile, „fotografie” z życia, kiedy czuliśmy się dobrze, bezpiecznie, komfortowo, spokojnie itp. Największym wyzwaniem jest przypomnienie sobie takiej chwili, takiego dobrego stanu emocjonalnego w trudnym kryzysowym momencie. Każdy, kto był w „dołku” wie, że trudno dostrzec stamtąd choćby blade światełko. Na szczęście nie jest to niemożliwe, wymaga tylko trochę pracy. Oto kilka wskazówek:

  1. Spróbuj wprowadzić się w stan odprężenia. Połóż się lub usiądź wygodnie, zamknij oczy, zacznij oddychać miarowo i spokojnie, postaraj się na tyle, na ile to możliwe „odpuścić” myślenie (pomaga skupienie się na oddychaniu, odgłosach dochodzących z zewnątrz, powolne liczenie)
  2. Postaraj się przywołać jakiś moment z przeszłości, kiedy czułeś się dobrze – zadowolony, szczęśliwy, spokojny, w harmonii. Nie śpiesz się, wybierz ten moment starannie.
  3. Następnie w wyobraźni postaraj się odtworzyć tę chwilę jak najdokładniej, korzystaj z pamięci wszystkich zmysłów – co widziałeś, co czułeś, co słyszałeś. Postaraj się jak najgłębiej „zanurzyć” w tym doświadczeniu.
  4. Postaraj się przywołać swój stan emocjonalny. Jak się czułeś? Jak Tobie jest gdy czujesz komfort, spokój, harmonię, ekscytację itd.?
  5. Teraz pozwól sobie na jak najdłuższe przeżywanie tu i teraz emocji z wtedy i tam. Tak długo jak to będzie potrzebne. Na tym właśnie polega tworzenie pomostu pomiędzy stanami emocjonalnymi. To co kiedyś było dobre, nadal może Tobie służyć.

 

Jak każde ćwiczenie i to wymaga wprawy. Możesz poprosić o pomoc bliska osobę – niech prowadzi Ciebie w tym ćwiczeniu, korzystając z powyższych wskazówek. Możesz też metodę tę modyfikować według własnych potrzeb.

Na stronie http://www.congress2014.p-i-e.pl/wgrane_pliki/19.-n.-ruyschaert.pdf znajdziesz konspekt warsztatu Dr Ruyschaert a tam o wiele więcej na temat szczęścia.

Zachęcam do praktykowania. Szczęśliwego i dobrego czasu na resztę lataJ