Archiwum

Twórcami pojęć id, ego i superego są angielscy tłumacze. Czy mistrz śpi spokojnie?;)

Id, ego i superego nie są terminami wprowadzonymi przez Freuda. Twórcami pojęć są… tłumacze angielscy, którzy wprowadzili sztuczną terminologię i zamieszanie do teorii. Freud nie tak nazwał wyszczególnione przez siebie elementy psychiki ludzkiej. Twórca psychoanalizy miał w zamiarze wprowadzić metodę, która służyć będzie do poznawania siebie i jako że miała zajmować się treściami osobistymi miała też brzmieć osobiście. Język psychoanalizy miał posługiwać się codziennymi słowami i w ten sposób pokazywać jej odbiorcy, że jest dla niego i opisuje jego życie wewnętrzne. Do opisania procesów psychicznych Freud wybrał słowa, jakich uczymy się w pierwszej kolejności: „ja“ i „to“. Nadał im w języku niemieckim formę rzeczownikową: das Ich oraz das Es. Das Es obejmowało znaczeniem to, co w człowieku niewiadome/ nieświadome. Das Ich to część świadoma, posługująca się wolą. Bettelheim tłumaczy:

Rozróżnienie między ja a tym jest dla nas bezpośrednio zrozumiałe i jasne, i nie wymaga żadnych zgoła psychologicznych wyjaśnień […]Gdy na przykład powiadamy: „ja poszedłem tam“ to wiemy, co uczyniliśmy i z jakich powodów. Kiedy natomiast mówimy: „popchnęło mnie to w tym kierunku“, dajemy wyraz poczuciu, że coś w nas – nie wiemy, co – zmusiło nas do określonego działania.

Podobnie rzecz się ma z superego (wewnętrzna instancja kontroli, coś na kształt sumienia), czyli das Uber – Ich (Nad Ja). Najważniejszy człon w tym terminie to Ich czyli Ja, gdyż ma wskazywać na to, że każdy człowiek jest twórcą swojego „Nad Ja“. Pozwala to na zachowanie emocjonalnego stosunku do tego pojęcia i na zrozumienie, że jesteśmy pod wpływem wymogów własnych, stworzonych w odpowiedzi na to, czego doświadczyliśmy w ciągu życia i jak zrozumieliśmy to doświadczenie.

Tworzenie pojęć to zatracanie więzi z rzeczywistością. Tego najwyraźniej Freud chciał uniknąć.

Tłumacze wytłumaczcie się!:)

Ps. Informacja została zaczerpnięta z wprowadzenia do książki B.Bettelheima „Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni“ (Doskonała lektura!)

Bez sensu o zazdrości

Według Wikipedii: “Zazdrość to uczucie, odczuwane w sytuacji frustracji gdy znany jest obiekt zaspokajający potrzebę i osoba posiadająca ten obiekt.” Czyli ktoś ma coś co my chcemy mieć, a nie mamy. Albo nam się wydaje, że nie mamy. W rzeczach metarialnych to rozróżnienie jest proste. Ktoś ma lamborghini, a ktoś nie. I ten co nie ma patrzy na tego co ma i zazdrości, bo też chce mieć. To jest jasne. Ale np. intelekt, atrakcyjność, niezależność, kreatywność, sukces itp.? Można mieć lub nie, ale tu sprawa jest dość subiektywna. Atrakcyjna kobieta, może nie widzieć swojej urody, ale widzi urodę koleżanki. Mężczyzna, który odnosi sukcesy może być do nich napędzany jedynie przez rywalizację, podsycaną właśnie zazdrością. I skoro już tak stereotypowo, że kobieta to uroda, a mężczyzna sukces, to przyjrzyjmy się płci. Według różnych psychoanalitycznych szkół kobiety zazdroszczą mążczyznom penisów, a mężczyźni zazdroszą kobietom możliwości rodzenia dzieci. Czyli kobiety zazdroszczą mążczyznom faktu bycia mężczyznami, a mężczyźni zazdroszą kobietom faktu bycia kobietami. Czyli nikt nie jest zadowolony z tego kim jest. Czyli wszyscy wszystkim zazdroszczą. Jak na ironię każdy zazdrości tego, co dla drugiego jest przekleństwem. Bo: kobiety chcą niezależności i nieskrępowania w działaniu, mając dość zależności, a mężczyźni chcą zależności, mając dość swej potencji, a dokładnie ciągłego udowadniania jej posiadania. Tak źle, tak niedobrze. Gdyby założyć, że prawdą jest wszystko powyższe, to gdyby pewnego razu spełnić te wszystkie marzenia i zamienić kobiety w mężczyzn, i odwrotnie.. no to jakby wciąż mamy to samo. Jaki wniosek z tego wszystkiego? Żaden. Miało być bez sensu. Niech każdy pilnuje swojego nosa i cieszy się z tego co ma.. i uważa o czym marzy, bo jeszcze mu się spełni!