Archiwum

Pułapki intymności, cz.4 – pułapka sprawiedliwości

Dziś już ostatnia część cyklu „Pułapki intymności”. Tym razem będzie o szukaniu w związku sprawiedliwości. Jest to postawa naturalna i zrozumiała, każdy z nas chce być traktowany w sposób sprawiedliwy, równy, uwzględniający wzajemność wysiłków i zaangażowania w związek. Reguła wzajemności – znane psychologiczne zjawisko silnie nas w tym przekonaniu utwierdza. Zgodnie z tą zasadą oczekujemy od ludzi odwzajemniania naszych emocji, postaw, działań, itp. Najprościej zauważyć ją choćby w rytuale obdarowywania prezentami – oczekujemy otrzymania od obdarowywanego podobnego podarku (choć różnie mogą go interpretować różne osoby, dla jednej chodzi o podobnie osobisty charakter prezentu, dla innej o podobna cenę, dla jeszcze innej o wysiłek włożony w jego przygotowanie, itp.)

Oczywiście, związki sprawiedliwe, w których wymiana dóbr jest podobna po obu stronach, mają większą szansę na przetrwanie, niż związki niesprawiedliwe. Dużo większą satysfakcję przynoszą relacje, w których czujemy podobny poziom zaangażowania emocjonalnego, ale też sprawiedliwy podział obowiązków domowych, podobne możliwości korzystania z praw, finansów, gdzie szacunek i zaufanie są okazywane obu stronom w podobnym wymiarze. Jest jednak pewne ale…

12

Czasem zdarza się, że silne poczucie sprawiedliwości może zacząć szkodzić związkowi i prowadzić do tytułowej pułapki. Wiąże się ono przede wszystkim z sytuacjami, w których pojawiają się przykre emocje, mocne słowa lub zranienia miedzy partnerami. Czasem dochodzi wówczas do głosu silna potrzeba sprawiedliwości i odwzajemnienia się partnerowi tym, czego samemu doświadczyliśmy. Osoby takie mówią „Niech wie jak to jest”, lub „Jeśli ona mogła mi tak powiedzieć, to niech ma za swoje”. Poczucie krzywdy często staje się wtedy usprawiedliwieniem do odwzajemniania się podobnym atakiem, bez przeżywania wyrzutów sumienia związanych z ranieniem bliskiej osoby. Gdy obie strony wejdą w taką grę, może dojść do licytowanie się między sobą w skargach i nieszczęściach jakie spotykają każdą z nich w związku. Jak pisze Wojciszke: „Odwzajemnianie negatywnych zachowań i emocji uważane jest powszechnie za najbardziej zabójcze dla związku zjawisko, ponieważ prowadzi prostą drogą do ich nasilenia na zasadzie błędnego koła. Przy tym każde z partnerów uważa swoje zachowanie za sprawiedliwe, bo zgodne z niepisaną zasadą wzajemności (jak ty mnie tak ja tobie)”  (Wojciszke, s.172, 2006).

W kontynuowaniu takiej komunikacji leży szereg zagrożeń. Po pierwsze koncentrują one partnerów na szukaniu winnego (tego, kto zaczął), a nie na poszukiwaniu rozwiązania problemu. Po drugie takie wymiany są bardzo trudne do zakończenia. Bardzo wiele osób pielęgnuje zranienia, aby w stosownym momencie posłużyć się nimi jako bronią przeciwko partnerowi („A pamiętasz jak w dniu ślubu…”).  Po trzecie szukanie sprawiedliwości skupia uwagę na ocenianiu zachowań i szukaniu winnego (najprostsze skojarzenie związane ze sprawiedliwością dotyczy przecież sądu, który ma orzekać winę i karę). Czasem, gdy partnerom trudno rozstrzygnąć ten konflikt, próbują włączać do niego osoby trzecie, które „obiektywnie” mają ocenić, kto ma rację. Ten rodzaj gry jest bardzo wciągający i wymaga ogromnej samoświadomości, aby przerwać taką wymianę. Aby było to możliwe, potrzebne jest dostrzeżenie i zrozumienie przez partnerów, że bardziej od odpowiedzi na pytanie „kto ma racje?” i „kto jest winny?” liczy się odpowiedź „co zrobić, żeby znów było między nami dobrze?”. Tak długo, jak toczy się gra, partnerzy wymieniają między sobą tylko negatywne emocje, a nie informacje, a ich dialog mógłby wyglądać mniej więcej tak:

– Jak mogłeś mnie tak potraktować!

– A czemu ty powiedziałaś do mnie…

– Bo ty nigdy…

– A ty za to…

– itd.

Jedynym wyjściem z takiego błędnego koła jest poniesienie przez jedną ze stron niesprawiedliwego kosztu i odpowiedzenie dobrem na zło, a to bardzo trudne zadanie, gdyż przeczy głęboko zakorzenionej zasadzie sprawiedliwości! Oczywiście wysiłek ma sens wtedy, gdy możemy liczyć na podobną odpowiedź partnera, to znaczy że spodziewamy się, że nasze odstąpienie od ataku zostanie docenione i druga strona również powstrzyma się od kontynuowania walki.

13

W takich sytuacjach kluczową dla związku umiejętnością partnerów jest powstrzymywanie się od rewanżu. Ważna jest skłonność do zareagowania konstruktywnym zachowaniem na destrukcyjne działanie partnera. Przy czym skłonność ta w dużej mierze zależy od kondycji związku, wzajemnych wymian, wcześniejszych doświadczeń w relacji,  atrakcyjności związku i wielu innych czynników. Czasem w przerwaniu gry pomaga odrobina dystansu i humor. Zamienienie trudnej sytuacji w życzliwy żart lub odpowiedzenie w sposób zupełnie nieoczekiwany dla drugiej strony mogą zdziałać cuda, a wtedy rozmowa mogłaby wyglądać tak:

– Jak mogłeś znów zapomnieć o….!

– Przepraszam, też cię kocham skarbie.

I takich rozmów Wam życzę! 🙂

Artykuł powstał na podstawie: “Psychologia miłości” B. Wojciszke, GWP, Gdańsk, 2006

Reklamy

Pułapki intymności, cz.3 – pułapka bezkonfliktowości.

W naszym społeczeństwie coraz więcej związków to związki partnerskie, rozumiane jako relacje symetryczne, w  których obie strony posiadają równe prawa, obowiązki, obie mogą decydować o kształcie relacji. Ich przeciwieństwem są związki patriarchalne, oparte na niesymetrycznych prawach.  Role i zadania są w nich narzucone przez tę osobę w parze, która praw ma więcej. Dobrym przykładem mogą tu być związki w świecie arabskim, w którym wolność i prawa kobiety w dużej mierze wyznacza mąż, rodzina  i religia.

Im bardziej symetryczne relacje i im większe różnice między partnerami – tym większe prawdopodobieństwo konfliktów dotyczących różnych spraw. W związku partnerskim konflikty są po prostu nieuchronne. Wbrew przekonaniom wielu par, samo występowanie konfliktów w związku jest sprawą naturalną i potrzebną. Pomagają one precyzować potrzeby i oczekiwania, komunikować o ważnych sprawach drugiej stronie i wspólnie wypracowywać nowe rozwiązania niesatysfakcjonujących sytuacji. Wiele osób jednak unika wchodzenia w jawny konflikt z partnerem. Powodów jest wiele. Konflikty są czaso- i energochłonne. Wymagają przygotowania się do konfrontacji, rozeznania we własnych potrzebach i źródłach frustracji, znalezienia czasu na rozmowę, ale też na poszukiwanie propozycji rozwiązań możliwych do zaakceptowania dla obu stron. Konflikty pobudzają też silne emocje. Konstruktywne mierzenie się z nimi pochłania mnóstwo energii potrzebnej na monitorowanie własnych emocji i hamowanie tych reakcji, które prowadziłyby do eskalacji trudnej sytuacji. Jest to wyczerpujące również z tego względu, że samo przeżywanie nieprzyjemnych emocji oraz obserwowanie takich u drugiej, bliskiej osoby skutkuje ogromnym napięciem, którego znoszenie bywa dużym dyskomfortem.

Czasem silna tendencja do wycofywania się z konfrontacji z partnerem może wynikać z bolesnych, trudnych doświadczeń z przeszłości. Jeśli ktoś jako dziecko był świadkiem lub uczestnikiem awantur i kłótni lub przeciwnie obserwował ciche dni i brak konstruktywnego dialogu rodziców, może mieć ważne psychologiczne powody, aby unikać konfliktów i wkładać dużo wysiłków w utrzymanie choćby pozorów spokoju w związku. To chroni przed odtwarzaniem takich emocji jak bezradność, przerażenie, lęk przed odrzuceniem lub rozpadem związku, ale chroni też przed uświadamianiem sobie trudnych prawd o sobie, np. kłopotów z mówieniem wprost, kłopotów z zaufaniem bliskiej osobie  czy kłopotów z powstrzymywaniem się przed ranieniem partnera itp.

6

Jak widać, mierzenie się z konfliktowymi sytuacjami jest trudne i nieprzyjemne.  To sprawia że część z nas stara się ich unikać. Taka natychmiastowa ulga wynikająca z uniknięcia konfliktu, który sobie wyobraziliśmy, staje się silną nagrodą, która w przyszłości może skutkować powtarzaniem tej strategii unikania otwartego konfliktu. Gdy wejdzie nam ona w nawyk mogą pojawić się kłopoty, a tak zwany „święty spokój” długofalowo niesie szereg zagrożeń.

  • Po pierwsze, parze  nie udaje się dojść do źródła problemu, co uniemożliwia jego rozwiązanie.  W konsekwencji problem nabrzmiewa, a emocje z nim związane nasilają się. Dodatkowo często towarzyszą im coraz bardziej nieprzychylne przekonania na temat partnera, (np. „On mnie w ogóle nie rozumie” lub „Ona nie dba o mnie”) a to coraz bardziej utrudnia otwarte wyjaśnienie konfliktowej sytuacji (i jednocześnie zwiększa chęć do jej uniknięcia).
  • Po drugie, partnerzy przestają rozeznawać się w realnych zagrożeniach czyhających na ich związek. Skoro jedna ze stron zamyka się w sobie i nic nie mówi, bardzo trudno adekwatnie reagować i budować bliskość. W konsekwencji unikamy konfliktu, ale oddalamy się od siebie.
  • Po trzecie, partnerzy nie trenują umiejętności konstruktywnego komunikowania się, empatyzowania ze swoją polówką, negocjowania i osiągania porozumienia. Przez to nie rozwijają kluczowych umiejętności interpersonalnych szalenie ważnych w budowaniu związku,. Poza tym omija ich też coś bardzo ważnego – przyjemność z osiągania pojednania. Przywracanie bliskości – moment kiedy czujemy się zrozumiani, nasze potrzeby uszanowane i kiedy możemy to samo dać drugiej osobie, jest uczuciem silnie budującym relację, przywracającym nadzieję i wiarę w związek. Osiąganie porozumienia może stać się nagrodą za trud włożony w rozwiązanie konfliktu.
  • Po czwarte, długo tłumione emocje związane z wielokrotnym unikaniem trudnego tematu mogą znaleźć w końcu swoje ujście w postaci wybuchu. Wówczas  rozmowa, która potencjalnie miałaby doprowadzić do porozumienia odbywa się w maksymalnie niekorzystnej sytuacji – bardzo silnych emocji, zgnębienia, wściekłości, rozżalenia, itp. Zazwyczaj nie jest wtedy możliwe przeprowadzenie jej w konstruktywny sposób i może się ona skończyć atakiem na partnera.  Zarówno unikanie konfliktu jak i bezpośredni atak są strategiami szkodliwymi dla związków i budowania w nich intymności.

Czy istnieje złota rada na sytuacje konfliktowe? Oczywiście nie. Wszystko zależy od dobrej woli obu stron, ale też od ich umiejętności rozwiązywania trudności i budowania porozumienia. Na szczęście takie umiejętności można rozwijać i udoskonalać.  Warto też pamiętać, że porozumienie często oznacza kompromis, a ten wymaga akceptacji faktu, że nie wszystkie nasze żądania, oczekiwania czy potrzeby będą zaspokojone. Kompromis to najczęściej  rozwiązanie jeszcze możliwe do zaakceptowania przez obie strony, ale wymagający rezygnacji z  przeforsowywania rozwiązania wymarzonego. Tu, warto zadać sobie pytanie, czy jesteśmy na to gotowi?

Pułapki intymności, cz.2 – pułapka obowiązku miłości.

Dziś o kolejnych fałszywych tropach na drodze do budowania prawdziwej intymności w związku.

Pułapka obowiązku kochania to rodzaj takiej przeszkody, który może pojawiać się w różnych relacjach i na różnych etapach związków. Często jest jednak najbardziej widoczny w parach mających kłopoty z zazdrością oraz w takich, w których przynajmniej jedna ze stron z różnych powodów (lęku, poczucia mniejszej wartości, odczuwania mniejszego zaangażowania po drugiej stronie, ….) próbuje przywołać, zwiększyć lub wymusić miłość przez odwoływanie się do obowiązku kochania przez partnera. Sposoby mogą być różne, czasem jest to przypominanie złożonych obietnic, deklaracji partnera, czasem odwoływanie się do praw wynikających ze statusu związku, a czasem z  wyznawanych wartości, własnych przekonań o tym jaki związek powinien być i co w nim się nam należy. Wielu ludzi jest przekonanych, że można wymóc na partnerze miłość, zaangażowanie czy lojalność.  Gdy to się nie udaje pojawiają się wyrzuty „powinieneś mnie bardziej kochać” lub „przecież obiecywałaś” lub kolejne próby wymuszenia „obiecaj, że nie spojrzysz na inną/innego”, „przyrzeknij, że nigdy mnie nie zostawisz”, itp.

Dlaczego takie strategie są pułapką?  Z kilku powodów. Po pierwsze warto odwołać się do istoty miłości, Bertrand Russell ujął to tak:  „miłość nie może być obowiązkiem, ponieważ nie podlega ona naszej woli”. Wykonywanie obowiązków podlega naszemu racjonalnemu umysłowi, często jest świadomym wyborem i w związkach niejednokrotnie wymaga odsuwania na bok emocjonalnych impulsów. Racjonalnej części umysłu możemy przypisać dbanie o konkretne zachowania (np. słuchanie swojej połówki, lojalne zachowania wobec niej), ale nie miłość czy zaangażowanie w związek, które powstają w zupełnie innej części mózgu (i serca). W większości zdrowych związków, to właśnie emocjonalne zaangażowanie pozwala na trwanie przy często trudnych racjonalnych decyzjach (choćby „ugryzę się w język i nie powiem czegoś złośliwego, bo go kocham” lub „nie zdradzę, bo nie chcę jej skrzywdzić”). Gdy posługujemy się argumentem obowiązku miłości, próbujemy odwrócić ten proces, chcemy zapewnienia o uczuciach, które wynika jednak z poczucia powinności lub prób wzbudzenia wyrzutów sumienia. Bogdan Wojciszke pisze wręcz, że:  „rozumienie miłości jako obowiązku może być zabiegiem nie tylko sprzecznym z istotą miłości, ale także to uczucie uśmiercającym”. I tu warto odnieść się do potwierdzających to wyników badań.

5

Posłużymy się tu badaniem nad efektywnością kar. Eksperyment miał sprawdzić  jakie będą długofalowe i krótkofalowe efekty kar silnych i słabych wobec osób karanych za to samo przewinienie. Okazało się, że krótkofalowe skutki obu rodzajów kar są podobne, natomiast długofalowe skutki kary słabej są silniejsze niż kary dużej.  Co to ma wspólnego z pułapką obowiązku? Otóż ten wydawałoby się zaskakujący efekt opiera się na zjawisku uzasadniania swojego zachowania. Gdy kara była niewielka łatwiej było badanym znaleźć wewnętrzne uzasadnienie do nierobienia czegoś, czego zakazywał eksperymentator. Kara była na tyle lekka, że badani chcąc zrobić to, o co prosił badacz, odwoływali się do własnych, wewnętrznych wartości i przekonań. Natomiast w przypadku kary silnej, badani czuli presję zakazu i nie robili tego z powodu obawy przez zewnętrznymi konsekwencjami. W rezultacie, gdy ryzyko poniesienia kary zniknęło, nie mieli już powodu do zachowywania się w sposób, o który prosił badacz.

Ludzie chcą myśleć o swoich działaniach jako sensownych i  uzasadnionych. To daje nam poczucie jasności i kontroli nad swoim zachowaniem. W różnych życiowych sytuacjach możemy posiłkować się dwoma rodzajami uzasadnienia:

  • Uzasadnieniem zewnętrznym – czyli robię coś lub nie robię czegoś żeby uniknąć kary, zyskać nagrodę; szukając przyczyn swoich zachowań odwołujemy się wówczas do nakazów i zakazów moralnych, powinności społecznych, reguł prawa (np. „nie kradnę żeby nie pójść do więzienia” lub „pomagam komuś, bo tego wymaga ode mnie religia, którą wyznaję”). W związku miłosnym może to przybrać formę „robię coś dla niej/dla niego, bo obiecałem/am” lub „postępuję tak, bo on/ona tego ode mnie oczekuje”.
  • Uzasadnieniem wewnętrznym – czyli robię coś lub nie robię czegoś dla przyjemności płynącej z samej realizacji działań; szukając przyczyn swoich zachowań odwołujemy się wówczas do własnych uczuć, wyznawanych wartości, decyzji (np. „nie kradnę, bo ważną wartością dla mnie jest uczciwość” lub „pomagam komuś, bo chcę myśleć o sobie, że jestem dobrym człowiekiem”). W związku miłosnym  uzasadnienie wewnętrzne może wyglądać tak: „robię coś dla niej/dla niego, bo ją/jego kocham” lub „postępuję tak, bo sprawia mi przyjemność troszczenie się o nią/ o niego ”.

Jak rodzaj motywacji może wpływać na związek i intymność w nim występującą? „Określanie własnych przyzwoitych wobec partnera działań jako rezultatu spełniania nakazów (czy to moralności czy to rozsądku) prowadzić może do spostrzegania własnych do niego uczuć jako słabszych, w istocie tak słabych, że nie wystarczają one same w sobie do działania na rzecz partnera (Wojciszke, 2006 s. 166). Działa tu podobny mechanizm, jak w przypadku dzieci nagradzanych pieniędzmi za dobre oceny. Choćby w dziecku tkwił początkowo zapał i zaangażowanie w naukę (bo to frajda, przyjemne poczucie sukcesu, pokonywania trudności, itp.), to wkrótce nawet jeśli nadal będzie przynosić piątki, będą one miały całkiem inne znaczenie (po prostu opłaca mi się uczyć). Im częściej wpadamy w pułapkę obowiązku kochania, tym mniej w nas lub w partnerze wewnętrznego przekonania i uzasadnienia do emocjonalnego angażowania się w to, czego oczekuje druga strona. Istnieje też ryzyko, że gdy zniknie choć na chwilę widmo kary, zabraknie w partnerze wewnętrznego uzasadnienia dla bycia wobec nas w porządku.

Artykuł powstał na podstawie: “Psychologia miłości” B. Wojciszke, GWP, Gdańsk, 2006

Pułapki intymności część 1: pułapka dobroczynności

Jednym z powodów, dla których w związku może zanikać intymność jest wpadanie przez partnerów w jedną z czterech pułapek, które paradoksalnie bardzo często są niezamierzonymi konsekwencjami działań wynikających z troski o związek i drugą osobę. W kolejnych odsłonach, opiszemy cztery z nich. Zapraszamy do lektury 🙂

Pierwszą z pułapek zabijających intymność w związku jest tzw. pułapka dobroczynności. Polega ona na tym, że „w miarę trwania udanego związku spada nasza zdolność do sprawiania partnerowi przyjemności, natomiast rośnie nasza potencjalna zdolność do wyrządzenia mu przykrości” (Wojciszke, 2006, s.157). Posłużmy się przykładem. Wyobraźmy sobie mężczyznę, który codziennie obdarza swoją partnerkę komplementami; po pewnym czasie takie jego zachowanie przestaje robić na niej wrażenie, a ona jego słowa zaczyna odbierać jako normę. Z kolei  padająca sporadycznie przykra uwaga z jego ust jest odczuwana dużo boleśniej. Innym przykładem może być odbieranie przez mężów jako czegoś oczywistego wykonywania przez ich partnerki dziesiątek codziennych czynności związanych z dbaniem o dom.  Bardzo wiele kobiet skarży się, że ich partnerzy nie doceniają ich codziennego trudu związanego z obowiązkami domowymi, opieką nad dziećmi czy przygotowywaniem posiłków. W pewnej mierze może wynikać to właśnie z  pułapki dobroczynności, po prostu dobre rzeczy zaczynanym traktować jako oczywiste, a ich subiektywna wartość spada.

1

Utrzymaniu intymności nie służy też drugie zjawisko z tym związane, polegające na tym, że nasza zdolność do nagradzania partnera może okazać się w pewnym momencie trwania związku znacznie mniejsza od przyjemności dostarczanych przez inne osoby. Komplement usłyszany z ust przystojnego nieznajomego przynosi dużo więcej przyjemności niż ten słyszany wielokrotnie w związku. Ten mechanizm może wpływać na postrzeganie atrakcyjności innych osób jako większej niż atrakcyjność partnera. W przypadku zdrady, często znajomi patrzący na tę relację z dystansu dziwią się wyborem tej „trzeciej osoby”, która w obiektywnym porównaniu nie wypada korzystniej niż obecny partner/ka. Jednak powyższy mechanizm często skutecznie zwiększa atrakcyjność osoby spoza związku, pomagając uzasadnić zaangażowanie się w inną relację.

Pułapka dobroczynności jest szczególnie niebezpieczna dla osób, które za wszelką cenę próbują dbać o dobro partnera. Taka strategia „zagłaskiwania kota na śmierć” zazwyczaj nie przynosi oczekiwanych skutków lub przynosi skutki odwrotne od zakładanych. Niestety nie ma jednoznacznej odpowiedzi jak chronić się przed ta pułapką, a partnerzy muszą poszukiwać własnych sposobów na utrzymanie równowagi pomiędzy dawaniem i sprawianiem sobie nawzajem przyjemności, a chronieniem się przed popadnięciem w rutynę i przyzwyczajaniem się do dóbr, które w relacji otrzymują. Proporcje te mogą być bardzo zróżnicowane w różnych związkach, stąd konieczność wypracowania ich samodzielnie, oczywiście w porozumieniu z partnerem. A więc do dzieła! 🙂

Artykuł powstał na podstawie: “Psychologia miłości” B. Wojciszke, GWP, Gdańsk, 2006

Miłośnik psychologiczny cz.7 – etapy rozwoju związku, czyli o miłości zupełnie nieromantycznie

Dziś druga część nieromantycznej historii miłości, czyli o tym przez jakie etapy przechodzi większość związków miłosnych.

Rozwój związku miłosnego

1.       Zakochanie – na tym etapie trzy składniki miłości zaczynają rozwijać się równocześnie, choć namiętność przeżywana jest najsilniej i przybiera najintensywniejszą formę; przypływ namiętności może zdarzyć się w kontakcie z nowo poznaną osobą, ale nieobcy jest też ludziom, którzy znają i przyjaźnią się ze sobą od dawna.

 2

2.       Romantyczne początki – gdy zakochanie spotyka się ze wzajemnością, rosnąca potrzeba kontaktów powoduje wzrost intymności i wciąż wysokie natężenie namiętności. Faza ta jest równie krótkotrwała jak poprzednia, gdyż przeżywanie tak intensywnych i w dodatku przyjemnych uczuć powoduje skłonność do rozbudowy związku i częstszych kontaktów. Jednak większość związków, szczególnie w okresie młodości nie wychodzi poza tę fazę. Cześć osób nie dopuszcza do dalszego rozwoju związku, bądź to z lęku przed zaangażowaniem, bądź z silnego uzależnienia od emocjonalnego haju, jaki daje trwanie w relacjach opartych na namiętności. Jeżeli jednak dwoje ludzi nadal chce być ze sobą, wkraczają w kolejną fazę.

3.       Związek kompletny – przejście do tego etapu tworzenia związku jest czymś rzadkim w życiu  i niesie ze sobą szereg nie tylko emocjonalnych konsekwencji. Wcześniej wymaga doświadczenia silnej namiętności i intymności, co pomaga w budowaniu zaangażowania.  Zazwyczaj wiąże się ono również z innego typu zmianą (np. zawarciem małżeństwa, wspólnym zamieszkaniem,  itp.). Miłość kompletna jest najbardziej satysfakcjonującą fazą związku, najsilniej nasyconą emocjami. Końcem tej fazy jest zanik lub znaczny spadek namiętności, który zdaniem badaczy jest nieuchronny. Warto pamiętać, że nie oznacza to konieczności zaangażowania się partnerów w inne relacje, a podtrzymanie przez oboje partnerów zaangażowania i intymności w związku może spowodować drugi wybuch namiętności między nimi (za przykład niech posłużą postaci telewizyjne, które czasem kilkukrotnie pobierają się i rozwodzą).

4.       Związek przyjacielski – to etap, w którym pozostaje zaangażowanie i intymność, ale przy braku namiętności. Miłość przyjacielska jest najdłuższą spośród jeszcze satysfakcjonujących faz rozwoju związku. Czas jej trwania zależy też w dużej mierze od chęci i umiejętności obojga partnerów. O ile w niewielkim stopniu wpływamy na zakochanie się i przeżywaną namiętność, o tyle dbanie o zaangażowanie i intymność zależy od świadomych wyborów ludzi budujących dany związek. Największym wyzwaniem na tym etapie jest utrzymanie intymności pomiędzy partnerami, zabieganie o wzajemne lubienie się, zaufanie, pomaganie sobie i podtrzymywanie przywiązania do siebie nawzajem. Najgorszym rozwiązaniem jest natomiast zdanie się na to co ma być. Bez pracy nad związkiem nieuchronnie dojdzie on do kolejnej fazy.

3

5.       Związek pusty – to taki związek, w którym nie ma już ani intymności, ani namiętności, a ludzie trwają w nim ze względu na zaangażowanie, które może wynikać z różnych czynników (np. wspólnego majątku, dzieci, ważnych wartości). Takie związki są szczególnie narażone na rozpad, gdyż bardzo łatwo o znalezienie innego partnera/ki, który zapewni pozytywne przeżycia.

Przesłanie tego artykułu nie jest może romantyczne, ale nie musi być pesymistyczne. To prawda, że związek z czasem będzie dostarczał nam innych przeżyć, a namiętność nie pozostanie na takim poziomie jak w okresie zakochania. Jednak nie każdy związek musi zakończyć się rozpadem. To jak długo będzie on trwał i jak bardzo satysfakcjonujący on będzie dla partnerów zależy w dużej mierze od ich mądrości, wysiłku i pracy nad relacją. Jeśli nie poświęcimy czasu i energii o dbanie o niego, nie liczmy, że prawdziwa miłość wybroni się sama.

A zatem, gdyby bajka o królewnie i rycerzu miała skończyć się w 10,20, 50 lat po „żyli długo i szczęśliwie”, to jakie zakończenie chcielibyście napisać?

Miłośnik psychologiczny cz.6 – o miłości – zupełnie nieromantycznie

Czasem żałuję, że bajki o królewnach i rycerzach nie zaczynają się od: „żyli długo i szczęśliwie, ponieważ…”. Myślę, że dużo więcej pożytku przyniosłaby dzieciakom wiedza o tym jak budować dobre, trwałe związki – wtedy, gdy królewicz jest już zdecydowany na życie z tą jedyną, a królewna zdobyta. Zamiast tego pokazuje się im wizję miłości opartej na zakochaniu, zachwytach i pokonywaniu przeszkód. A gdy stan ten mija, co dalej? Dziś zatem opowieść o miłości nieromantyczna i niebajkowa.

Miłość, poczucie bycia kochanym i kochanie drugiej osoby to coś, co dla wielu stanowi najważniejszy element życia. To o niej od tysięcy lat piszą poeci, pod jej wpływem tworzą artyści, to ona zwykłym śmiertelnikom marzy się po nocach, a gdy już się ziści, nadaje życiu sens i poczucie spełnienia. Choć jest czymś tak bardzo pożądanym, ma jednak też drugie oblicze. Większość z nas ma za sobą doświadczenia miłości, która się skończyła, wypaliła, która pozostawia z uczuciem smutku, rozczarowania, pustki lub beznadziei. Często w takich sytuacjach mówimy: „widocznie nie kochał/a cię naprawdę” lub: „widocznie to nie była prawdziwa miłość” tłumacząc tym jej zakończenie. Nasza kultura uczy nas, że miłość jest do końca życia, a namiętne, gorące uczucia prawdziwej miłości mogą trwać w nieskończoność. Bardzo często postrzegamy miłość jako coś stałego, niezmiennego, choć w rzeczywistości jest całkiem inaczej i to o tym dzisiejsza i jutrzejsza odsłona miłośnika. Niezmordowanych romantyków ostrzegam – lepiej nie czytajcie!

Zgodnie z wiedzą naukową na temat miłości, niestety nie ma ona zbyt wiele wspólnego z jej przedstawianiem w powieściach czy w filmach. Nasz krąg kulturowy najczęściej utożsamia ją z namiętnością i  pożądaniem seksualnym, a to tylko jeden z jej składników. Z czego składa się miłość? Z trzech kluczowych elementów:

  1. Intymności
  2. Namiętności
  3. Zaangażowania

 Intymność – pierwsza składowa miłości –   to taki rodzaj uczuć i działań, które prowadzą do tworzenia się przywiązania, bliskości i wzajemnej zależności partnerów od siebie. Po czym można poznać intymność w związku? Sternberg wymienia szereg jej przejawów, które mogą występować w różnych kombinacjach. Oto kilka z nich:

– pragnienie dbania o dobro partnera

– przeżywanie szczęścia w obecności partnera

– szacunek do partnera

– przekonanie, że można na niego liczyć w potrzebie

– wzajemne zrozumienie

– wzajemne dzielnie się przeżyciami i dobrami

– dawanie i otrzymywanie uczuciowego wsparcia

– wymiana innych informacji

– uważanie partnera za ważny element własnego życia

                Intymność jest czymś, co w związku powoli rośnie, ale jeszcze wolniej opada. W przeważającej mierze jej wzrost zależy od umiejętności obojga partnerów do komunikowania się, rozumienia siebie nawzajem, czy udzielania sobie wsparcia. Takie umiejętności rozwijają się z czasem, kiedy dwoje ludzi lepiej siebie poznaje i lepiej rozumie wzajemne potrzeby oraz znajduje skuteczne sposoby ich zaspokajania. Im dłużej są ze sobą, tym lepiej wiedzą, np. co zrobić kiedy partner/ka jest smutny/a (czy działa pocieszanie, zabranie do kina, przytulenie, czy coś innego). Po pewnym czasie trwania związku, pary zazwyczaj wykształcają swoje „scenariusze” postępowania w trudnych sytuacjach, a ponieważ przynoszą one korzyści obu stronom (pocieszanemu i pocieszającemu) utrwalają się i staja się automatyzmami. Jak pisze prof. Wojciszke, tu pojawia się zdradliwa pułapka. Wiele osób bywa przekonanych, że nikt tak  jak one nie zna potrzeb partnera i sposobów na to, aby go uszczęśliwić, jednak po jakimś czasie okazuje się, że druga połówka odchodzi z kimś, kto jej w ogóle nie zna, ani nie zna sposobów na jej pocieszanie, dowartościowywanie, itp. Dlaczego tak się dzieje? Rutyna jest zabójcza dla uczuć, szczególnie pozytywnych. Psychologiczne obserwacje mówią o tym, że warunkiem do powstania jakichkolwiek uczuć jest przerwanie automatyzmów i pojawienie się czegoś niespodziewanego, nieoczekiwanego, innego niż dotychczas. Tak długo, jak partnerzy docierają się, pokonują przeszkody, tak długo doświadczają pozytywnych emocji, z czasem jednak coraz lepiej dopasowują się do siebie, zgrzyty znikają, a wraz nimi uczucia. Na niekorzyść intymności działa jeszcze jedna psychologiczna zasada, która mówi że: „wartość nagrody spada na skutek wzrostu częstości jej otrzymywania”.

Miłość i namiętność

                Namiętność – druga składowa miłości – jest mieszanką bardzo różnych emocji, zarówno tych przyjemnych (pożądania, podziwu, radości, ekscytacji) jak i nieprzyjemnych (niepokoju, tęsknoty, zazdrości, bólu). Bardzo często towarzysz jej też pobudzenie fizjologiczne i silne dążenie do połączenia się z partnerem.  Można ją rozpoznać po:

– pragnieniu i poszukiwaniu fizycznej bliskości z partnerem

– przypływach energii

– uczuciu podniecenia

– dążeniu do kontaktu seksualnego z obiektem namiętności

– obsesji na punkcie partnera, marzeniach na jawie

– odsuwaniu na dalszy plan innych do tej pory ważnych obszarów życia

Warunkiem przeżycia namiętności jest pojawienie się odpowiedniej osoby, która musi charakteryzować się dla nas atrakcyjnością i choć niewielką niedostępnością. Jej dynamika jest dramatyczna – rośnie bardzo szybko, osiągając maksymalne natężenie i niemal równie szybko gaśnie. Jej lawinowy wzrost w pewnym momencie osiąga punkt krytyczny, po którym namiętność umiera. Jest ona też niestety uczuciem nierealistycznym, gdyż wymaga absolutnego uwielbienia i idealizowania partnera, co nie jest możliwe do utrzymania przez dłuższy czas. Prędzej czy później wdziera się w nią realizm, który ją przytłumia lub całkiem zabija.

Zaangażowanie – trzecia składowa miłości – jest konstelacją decyzji, myśli, uczuć i działań, które mają na celu przekształcenie relacji miłosnej w trwały związek  oraz utrzymanie tego związku pomimo występowania różnych przeszkód. Zaangażowanie, w odróżnieniu od namiętności, poddaje się świadomej kontroli i decyzjom kochających się osób. Gdy takie osoby świadomie decydują się podtrzymywać związek, zaangażowanie może być skutecznym sposobem utrzymania relacji, jednak jeśli choć jedna z nich zrezygnuje z tego wyboru, zaangażowanie może zniknąć niemal z dnia na dzień. Gdy w związku nie pozostaje już nic poza zaangażowaniem, takie wycofanie go jest jednoznaczne z rozpadem związku. Jednak  w udanych związkach, zaangażowanie jest zazwyczaj najstabilniejszym składnikiem miłości i może utrzymywać się na wysokim poziomie przez bardzo długi czas.

To, co istotne, to fakt że miłość nie jest czymś stałym, niezmiennym, a raczej procesem, w którym jej trzy składowe: intymność, namiętność i zaangażowanie występują w różnych konstelacjach z różnym natężeniem. Każdy związek z czasem przekształca się, pokonuje różne etapy rozwoju i zmienia się. To, co często przypisujemy byłemu partnerowi  („był egoistą”, „nie kochał mnie tak jak kiedyś”) bardzo często nie wynika z jego cech charakteru a z procesu zmiany, który jest nieuchronny w relacji miłosnej. I choć to mało romantyczne, to naukowcy już dawno ustalili pewne prawidłowości rządzące relacjami opartymi na miłości… a o tym już jutro. Bądźcie z nami! 🙂

Artykuł powstał na podstawie: „Psychologia miłości” B. Wojciszke, GWP, Gdańsk, 2006

Niska samoocena a bycie w związku

Kasia w swoim cyklu „Jak kochają neurotycy” opisywała związki osób lękowych oraz występujące w nich najczęściej problemy. Jedną z wielu trudności, z którą borykają się osoby tego rodzaju jest niska samoocena. To szerokie pojęcie; przez niską samoocenę rozumiem tutaj splot wzajemnie powiązanych:

  • myśli krytycznych na swój własny temat,
  • wyobrażeń dotyczących własnej porażki,
  • emocji lęku oraz wstydu,
  • wzorców zachowania polegających na wycofywaniu się z trudnych sytuacji.

Osoby z niską samooceną starają się ukryć swoją słabość i dokładają wielu starań, by uchodzić za jednostki silne. Jednocześnie bardzo chcą wejść w związek z kimś, kto mógłby zaopiekować się nimi; rozpaczliwie potrzebują kogoś, od kogo mogą „pożyczyć” trochę siły. Bardzo często jednak zdarza się, że taki obiekt westchnień… sam jest neurotykiem. On również ma niską samoocenę i stara się uchodzić za silnego. W ten właśnie sposób ludzie zauraczają się swoimi własnymi maskami, nie zauważając na poziomie świadomym, że oboje są tak samo lękowi, niepewni i nieufni oraz nastawieni na „branie”, a nieumiejący tak naprawdę „dawać”.

Jak taka relacja rozwija się dalej? Można się domyślić, że prędzej czy później pojawi się rozczarowanie. Partnerzy odkryją, że nie są wcale tacy silni oraz, że pod wieloma względami różnią się między sobą. To z kolei budzi kolejne lęki – tym razem przed rozstaniem. Wobec tego partnerzy decydują się przyjąć strategię: „Muszę zadowolić ją/jego. Dzięki temu mogę być akceptowany/a. Nie mogę dać po sobie poznać, że jestem niczym, by nie zostać odrzuconym.”. Innymi słowy, między dwojgiem ludzi powstaje niepisany pakt wzajemnej zależności.

W ten oto sposób dwie osoby dążą do „zlania się ze sobą”. Wszelka odmienność (naturalna przecież!) nie jest mile widziana. W związku z tym partnerzy decydują się maskować  swoje potrzeby, prośby, różnice. Komunikacja między nimi zostaje zaburzona, autentyczność jest zawoalowana w imię bycia razem. To spora cena.

Jak to wygląda w rzeczywistości? Terapeutka Virginia Satir, w jednej ze swoich prac podaje zestawienie różnic w komunikacji między parą neurotyczną a „funkcjonalną” (nie-neurotyczną) na przykładzie banalnej sytuacji: dwie osoby (On i Ona) chcą wyjść razem coś zjeść. On woli zjeść hamburgera, Ona – kurczaka. Jak ten dylemat rozwiązują pary neurotyczne? Na przykład:

  • jedna osoba może podporządkować się drugiej i cierpieć skrycie z tego powodu;
  • mogą odłożyć podjęcie decyzji (strategia ucieczki) i nie zrobić nic;
  • mogą zwodzić się: „I to i to jest jedzeniem, chodźmy więc na kurczaka”;
  • mogą podważać stanowisko drugiej osoby: „Tak naprawdę to wiem, że nie lubisz kurczaka”;
  • mogą oskarżyć się lub ocenić: „ Nigdy nie robisz tego, co chcę. A ja dla ciebie robię wszystko!”

We wszystkich tych przykładach widoczny jest wspólny mianownik – założenie pt. „Jeśli mnie naprawdę kochasz, zrobisz to co, chcę”. Inne założenia w tego rodzaju związkach, to: „Powinniśmy myśleć tak samo o wszystkim”, „Powinniśmy czuć się tak samo i pragnąć tego samego”. Oczywiście, na dłuższą metę prowadzi to do kolejnych rozczarowań i frustracji.

Dla odmiany – przykłady na to, jak ten sam konflikt można rozwiązywać w bardziej zdrowy sposób:

  • można poprosić wprost: „Proszę, chodźmy na hamburgera”;
  • można zaproponować decydowanie na zmianę: „OK, teraz chodźmy na kurczaka, ale następnym razem idziemy na hamburgera”;
  • można poszukać rozwiązania satysfakcjonującego oboje: „Poszukajmy restauracji w której podają i hamburgery i kurczaki”;
  • można poszukać okoliczności, które na ten moment są ważniejsze niż własne pragnienia: „Restauracja z hamburgerami jest bliżej, a skoro trochę się spieszymy, chodźmy tam”;
  • można pogodzić swoje upodobania z pragnieniem bycia razem: „Rozdzielmy się zatem – ty idziesz na kurczaka, ja na hamburgera i spotkamy się za godzinę”.

Takie strategie wymagają jednak dobrej samooceny, braku przymusu zależności, umiejętności otwartej komunikacji, tolerancji dla odmienności potrzeb drugiej osoby. Na szczęście, można tego wszystkiego się nauczyć, na przykład na terapii 🙂

…Albo podczas zajęć na grupie psychoedukacyjno-rozwojowej „Miłośnik psychologiczny”. Zapraszamy, szczegóły w linku poniżej.

http://www.blizej.com.pl/psychoedukacja.html

ZAPRASZAMY!

Tomek Grabiec

engaged couple holding on hands - view from backside