Archiwum

PSYCHOSOMATYKA CZĘŚĆ II. KIEDY KŁUJE W SERCU – O PSYCHOLOGICZNYCH UWARUNKOWANIACH CHORÓB UKŁADU KRĄŻENIA

Dzisiaj zapraszam do lektury na temat tego, w jaki sposób osobowość, charakter mogą wpływać na występowanie chorób „sercowych” a także, czy pewne doświadczenia z dzieciństwa mogą być z nimi skorelowane.

Od kilkudziesięciu lat choroby wieńcowe zalicza się do chorób somatycznych, czyli takich gdzie aspekt psychologiczny stanowi bardzo ważny czynnik, a często jest jednym ze źródeł  ich powstania. Choroby wieńcowe, wrzodowe, choroby skóry, nowotworowe, reumatoidalne, astma, otyłość, anoreksja, jelito drażliwe to te najczęściej wymieniane jako psychosomatyczne. Istnieje pewien ogólny zestaw cech mogących być odpowiedzialny za zachorowania w ogóle, jak na przykład podatność na stres. Jednak wyróżniono również klika wzorców zachowania odpowiedzialnych za powstawanie konkretnych już chorób. Jednym z nich jest Wzorzec Zachowania A ( w skrócie WZA), odpowiedzialny za zapadanie przede wszystkim na choroby wieńcowe. Oto podstawowe cechy tego wzorca:

  • Skłonność do stawiania oporu, współzawodnictwa, potrzeba uznania i awansu
  • Stawianie sobie ambitnych celów
  • Agresywność
  • Wysoka dynamika zachowań, energia w działaniu, pośpiech i niecierpliwość
  • Podporządkowanie problemom zawodowym innych obszarów życia
  • Pokonywanie przeszkody jako główna strategia stosowana we frustrujących sytuacjach
  • Potrzeba dominacji (często wysoka pozycja społeczna i zawodowa)
  • Autokratyczny sposób kierowania w pracy, przenoszony też na inne sfery życia
  • Określony sposób mówienia, poruszania się, gestykulacji, zaciskanie, szybkie tempo wykonywania czynności

Oczywiście większość tych cech łączy się bezpośrednio z wysoką reaktywnością na stresujące sytuacje (zresztą świat, otoczenie postrzegany jest przez osoby z WZA jako ciągłe źródło wyzwań, co samo w sobie również jest silnie stresujące) Pod wpływem stresu w naszym organizmie zachodzi szereg fizjologicznych reakcji, które nie tylko obniżają ogólną odporność organizmu, ale w przypadku osób podatnych na choroby wieńcowe (podatność ta rzecz jasna ma również uwarunkowania genetyczne i inne, nie tylko psychologiczne) uruchamiają specyficzny łańcuch reakcji. Łańcuch ten wygląda następująco:  pod wpływem stresu poprzez nadnercza wydzielana jest adrenalina i noradrenalina, które pobudzają czynność serca i wywołują kurczenie się obwodowych naczyń krwionośnych, podnosząc ciśnienie krwi. Ponadto adrenalina i noradrenalina mają wpływ na metabolizm tłuszczów w naszym organizmie (uwolnienie energii potrzebnej do radzenia sobie w trudnej – stresującej –  sytuacji) Dodatkowo zwiększa się wydzielanie tromboksanu (związku podnoszącego lepkość krwi i powodujący kurczenie się naczyń), co jest atawistycznym mechanizmem obronnym – w razie gdybyśmy (wiele tysięcy lat temu) broniąc się przed groźnym zwierzęciem zostali zranieni, mamy mniejsze szanse na wykrwawienie się. Podczas „normalnego”, codziennego stresu, niekoniecznie mniej groźnego, nadmiar energii często nie zostaje zużyty. Dzieje się tak gdy działamy nieskutecznie, a więc mało konstruktywnie.  Mimo to mobilizacja u osób z WZA często jest utrzymana, na skutek potrzeby ciągłej dominacji, osiągnięć itp.  W ten oto sposób wyzwalany jest proces odkładania się płytek miażdżycowych (nieużyty materiał po prostu przykleja się do naczyń krwionośnych).

Trochę z innego punktu widzenia psychologiczny aspekt chorób wieńcowych opisuje Aleksander Lowen, słynny amerykański psycholog i psychiatra zajmujący się duchowością ciała i bioenergetyką. Według Lowena Wzorzec Zachowania A motywowany jest brakiem zaspokojenia potrzeby miłości w dzieciństwie i pełni wobec tego urazu funkcje kompensacyjne i ochronne przed doświadczaniem ponownego urazu.

Dziecko, które we wczesnym etapie rozwoju zostało odrzucone przez rodziców nauczyło się hamować ekspresjię uczuć, aby nie narażać się na ciągły zawód. Następnie spróbowało przystosować się do narzuconych warunków i poznać, za co może być akceptowane a nawet kochane i przez to uzyskać minimum poczucia bezpieczeństwa. Z tego powodu utracony zostaje kontakt z głębszymi pokładami emocjonalnym, a w zamian za to dziecko angażuje się w rozwijania tzw. „ja idealnego” (bycie idealnym pomaga zapewnić sobie akceptację) Z takiego młodego człowieka „wyrasta” typowa osoba z WZA – stale nastawiona na osiągnięcia i dominację.  Oczywiście potrzeba akceptacji zaspokajana jest tylko powierzchownie, w środku taka osoba cierpi, ale tłumi to cierpienie. Tłumienie bólu ma aspekt somatyczny – powoduje napięcie mięśni ciała i usztywnienie klatki piersiowej. Uczucia schowane są w „pancerzu”, który jednocześnie chroni przed ponownym zranieniem, ale jest również więzieniem. To osaczenie prowadzi do frustracji i agresji. Na serce działa stres ze świata zewnętrznego jak i ten wynikający z nieporozumień w związkach, ponieważ zbudowanie bliskiej relacji jest dla takiej osoby bardzo trudne.

Atak serca to według Lowena skutek reakcji panicznej, którą najczęściej poprzedza

głębokie wzruszenie lub też intensywny wysiłek fizyczny. Obie sytuacje mogą rozbudzić nadzieję na wyzwolenie głęboko skrywanych emocji, wyzwolenie, które z jednej strony jest bardzo pożądane ale z drugiej budzi lęk i przerażenie.

Niezależnie od tego jak rozumiemy psychologiczny aspekt chorób wieńcowych, warto jest w przypadku osób znajdujących się w grupie ryzyka rozważyć wsparcie psychologa. Może wystarczy tylko trening radzenia sobie ze stresem, z pewnością w niektórych przypadkach pomocna może jednak okazać się głębsza psychoterapia.

PSYCHOSOMATYKA, CZYLI DLACZEGO PRZY CHOROBIE POTRZEBNY MOŻE BYĆ PSYCHOLOG? CZĘŚĆ I

Dzisiaj trochę o tym, jak psychologia oraz psychoterapia mogą wiązać się z chorobami somatycznymi, ale również z brakiem tychże chorób a więc ze zdrowiem.

Zazwyczaj korzystamy z gabinetów psychoterapeutycznych wówczas, kiedy niepokoi nas zdrowie psychiczne – czy to na skutek przeżywanego lęku, smutku czy innych emocji czy też z powodu trudnych kryzysowych sytuacji życiowych. Nie zawsze, albo przynajmniej nie od razu, myślimy o tym, gdy zmagamy się z chorobą. A choroba, zwłaszcza ta przewlekła to również kryzys w życiu człowieka. Podczas takiego kryzysu uruchamiamy całą masę procesów poznawczych (myśli, wyobrażeń, fantazji) ale również związanych z nimi procesów emocjonalnych (lęk, złość, niepokój) czy behawioralnych (a zatem działań takich jak wykonywanie badań kontrolnych, zażywanie leków czy spacerów na świeżym powietrzu) Myślę, że trudno jednoznacznie określić, które choroby są psychosomatyczne a które nie. Holistyczne podejście do ludzkiej natury zakłada, że zawsze to, co dzieje się z ciałem wpływa na duszę i odwrotnie. Pewne jest jedno – jesteśmy społeczeństwem wyjątkowo trapionym przez choroby zarówno te zagrażające życiu jak i te, które może nie są groźne, jednak zdecydowanie uprzykrzają życie. Medycyna oczywiście rozwija się prężnie, leczymy dziś choroby, które całkiem niedawno pozostawały nieuleczalne, ale z drugiej strony zdarza się tak, że leczenie koncentruje się tylko i wyłączne na somatycznym aspekcie choroby i…. przynosi mierne rezultaty. Dlaczego tak się dzieje?

Otóż za to, jak chorujemy i, co za tym idzie, jak zdrowiejemy odpowiada nasza psychika.

 

*Jeśli temu nie wierzysz, spróbuj wykonać szybki eksperyment. Przez pół minuty (około) wyobrażaj sobie soczystą cytrynę, najlepiej przeciętą na pół. Wyobrażaj sobie jak kropla soku spływa po delikatnym cytrynowym miąższu, możesz też wyobrazić sobie jak smakujesz tego soku….

 

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że twoje ślinianki (gruczoły odpowiedzialne za produkcję śliny) zaczęły pracować, zupełnie jakbyś właśnie zjadł coś kwaśnego, mimo że tak się nie stało. Tak właśnie nasza psychika, w tym przypadku nasza wyobraźnia może wpływać na to, co się dzieje z naszym ciałem, jego fizjologią.

 

Jeszcze bardziej przekonujące są wyniki badań. Istnieje konkretna dziedzina nauki odpowiedzialna za badanie korelacji pomiędzy psychika, mózgiem a odpornością – psychoneuroimmunologia A to właśnie odporność jest kluczowa, jeśli chodzi o zapadanie na większość chorób jak i radzenie sobie z nimi. Z pewnością nie raz zauważyłeś, ze po kilku zarwanych nocach (brak snu obniża odporność) łapałeś infekcje. Mózg oprócz tego, że odpowiada za funkcje psychiczne, wydziela wiele substancji chemicznych, które z kolei wpływają na układ immunologiczny (odpornościowy). Skład tych substancji zależy od typu i oraz siły przeżywanych emocji. Stwierdzono, że nadmierne przeżywanie takich emocji jak lęk, przygnębienie, złość hamuje działanie układu immunologicznego. Z kolei przeżywanie radości, zadowolenie, spokoju, nadziei stymuluje organizm do walki z chorobą.

 

Bardzo często, chorując, skupiamy się na tym, co poza naszą kontrolą – doświadczane objawy, ból, koszty, które ponosimy ze względu na chorobę, mało uwagi poświęcając tym czynnikom, które bardziej zależne są od nas i nad którymi pracując możemy zwiększyć szansę na wyzdrowienie. Praca nad myślami (odsyłam do mojego czerwcowego artykułu o zdrowym myśleniu), nad znaczeniem choroby, nad emocjami, nad zwiększaniem poczucia nadziei oraz własnej kontroli w chorobie może przynieść i przynosi na prawdę dobre rezultaty.

W następnych artykułach będę rozwijać trochę bardziej temat psychosomatyki, ale już teraz bardzo zachęcam wszystkich zmagających się z chorobą i ich rodziny by skorzystały z konsultacji psychologicznej.

 

Natalia Rucińska

Portret psychologiczny ofiary przemocy

„Ofiara przemocy” albo „osoba doznająca przemocy” to osoba znajdującą się w sytuacji kryzysu spowodowanej krzywdzeniem (fizycznym, psychicznym, emocjonalnym, ekonomicznym) i zaniedbaniem ze strony drugiego człowieka (definicja wg Instytutu Psychologii Zdrowia PTP oraz Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie). Liczne dane statystyczne pokazują, że ofiarami przemocy są głównie kobiety. Organizacja Amnesty International podaje, że „codziennie jedna na pięć kobiet w Europie staje się ofiarą przemocy. (…) Rada Europy ocenia, że około 25% kobiet doświadczyło przemocy fizycznej, a 10% doznało przemocy seksualnej z użyciem siły. W większości przypadków sprawcą była osoba z najbliższego otoczenia ofiary, najczęściej jej partner lub były partner”. W Polsce w 2013 roku policja zarejestrowała 58.310 kobiet i 9.233 mężczyzn jako ofiary przemocy, chociaż szacuje się, że takich ofiar jest znacznie więcej – zdecydowana większość osób doświadczających przemocy w rodzinie nie zgłasza bowiem nigdzie tego faktu.

Ofiary przemocy, chociaż są różnymi ludźmi i doświadczają różnych form przemocy, zwykle można scharakteryzować w następujący sposób (za: Burl E. Gilliland, Richard K. James):
1. Mają niskie poczucie własnej wartości.
2. Odczuwają brak kontroli nad własnym życiem; nie wierzą, że ich sytuacja może się zmienić.
3. Mają za sobą historię doświadczeń bycia maltretowanym w dzieciństwie lub były świadkami maltretowania.
4. Przeżywają silny lęk i wstyd.
5. Są pozbawione zasobów osobowościowych, finansowych lub edukacyjnych pozwalających na wyrwanie się z niekorzystnej sytuacji.
6. Są zależne od swoich partnerów, nie wyobrażają sobie samodzielnego życia.
7. Mają wyidealizowany obraz związku; minimalizują negatywne aspekty związku.
8. Mają trudności w komunikowaniu się, zwłaszcza w zakresie upominania się o swoje prawa.

Z perspektywy psychologicznej najbardziej istotne wydaje się być pytanie: co sprawia, że osoba, która jest systematycznie poniżana i/lub maltretowana stara się w tym wytrzymywać i nie podejmuje aktywności zorientowanej na poprawę swojej sytuacji? Tutaj ponownie z pomocą przychodzi teoria schematów psychicznych. Zgodnie z nią, ważne i często traumatyczne przeżycia z okresu dziecięcego zapisują się w umyśle i przyjmują postać schematu, czyli (1) tendencji do określonego sposobu myślenia o sobie i o świecie, (2) tendencji do określonego reagowania w pewnych typach sytuacji, (3) tendencji do reagowania określonymi emocjami lub do unikania kontaktu z określonymi emocjami. Jak już zauważono powyżej, ofiary przemocy często mają w swoim doświadczeniu traumatyczne przeżycia – zwykle w relacji z własnymi rodzicami w okresie dzieciństwa. Ich podstawowe dziecięce potrzeby – bezpieczeństwa, autonomii, wolności, spontaniczności, posiadania granic – nie zostały przez rodziców lub rodzica zaspokojone. Rodzaj, dotkliwość i częstotliwość negatywnych doświadczeń wpływa na wykształcenie się jednego lub kilku schematów, np. (za: Jeffrey E. Young):
– schemat wadliwości: osoba pod wpływem tego schematu ma poczucie, że jest niepełnowartościowa, zła, gorsza od innych; przeżywa często wstyd i lęk;
– schemat nieufności/skrzywdzenia: osoba pod wpływem tego schematu spodziewa się, że inni będą ją ranić, krzywdzić i wykorzystywać; przeżywa często w związku z tym rozpacz, czuje się bezsilna;
– schemat podporządkowania się: osoba pod wpływem tego schematu poddaje się kontroli innych, aby uniknąć gniewu lub porzucenia; tłumi swoje własne potrzeby oraz emocje, głównie gniew;
– schemat zahamowania emocjonalnego: osoba pod wpływem tego schematu przesadnie hamuje doświadczanie uczuć w celu uniknięcia dezaprobaty innych.

W przypadku ofiar przemocy najbardziej istotnym elementem schematu jest przekonanie o własnej ułomności, beznadziejności oraz o tym, że świat jest zagrażający i niesprawiedliwy. Na poziomie emocjonalnym pojawia się bardzo silny lęk i wstyd oraz tłumienie gniewu. Na poziomie zachowania występuje skłonność do wchodzenia w relacje z osobami, które są krzywdzące i do przyzwalania na złe traktowanie.

Wszystkie te elementy najczęściej są nieświadome i bardzo silne. Człowiek pod kontrolą schematu nie dopuszcza innych możliwości interpretowania rzeczywistości wewnętrznej i zewnętrznej poza przekonaniami podsuwanymi przez schemat; jego myślenie jest zatem sztywne i zawężone. Przeżywanie silnego lęku paraliżuje go, a odcięcie od emocji gniewu powoduje, że nie ma energii do działania i do zmiany swojego położenia; czuje się przeważnie bezradny. Powtarzanie tego samego zachowania (czyli np. uporczywe trzymanie się nieskutecznych metod radzenia sobie ze sprawcą przemocy) utwierdza go w schematycznych przekonaniach i pozbawia go możliwości sprawdzania się w innych sytuacjach życiowych; innymi słowy, brakuje warunków do uczenia się nowych zachowań.

Podsumowując, życie pod wpływem schematu nie jest kwestią wyboru – to bardziej przypomina życie w więzieniu, którego ścian i krat się nie dostrzega.

I to jest właśnie największy dramat ofiar przemocy: nierzadko uwalniając się z domu rodzinnego pełnego przemocy i złego traktowania i szukając nowego, szczęśliwego życia, trafiają na kolejnego człowieka, który okazuje się być sprawcą przemocy… Nie potrafią funkcjonować w zdrowych relacjach, chociaż bardzo o tym marzą; schemat jest zbyt silny. Dopiero silny kryzys życiowy lub udział w psychoterapii mogą spowodować, że stwarza się okazja do wyjścia spod wpływu schematu i poszukania lepszej, zdrowszej drogi życiowej – ale tym razem już naprawdę.

 

Tomasz Grabiec

W poszukiwaniu szczęścia…

Na początku tego pięknego, upalnego lata, kiedy temperatury były jeszcze znacznie bardziej nieśmiałe, miałam okazje uczestniczyć w fantastycznym wydarzeniu, jakim był Międzynarodowy Kongres Eriksonowski. Wydarzenie ciekawe a dodatkowo odbywające się we wspaniałym miejscu – w Krakowie. Ponadto tematyka wielu warsztatów krążyła wokół tematów ściśle powiązanych ze …  szczęściem, a dokładniej z tym  je odnajdować, pielęgnować i jak się nim dzielić. Dziś chciałam podzielić z Wami techniką pomocną w poprawianiu nastroju. Czy lepszy  nastrój jest tożsamy z poczuciem spełnienia i szczęścia? Niekoniecznie, jednak na pewno nie przeszkadza. Zresztą temat szczęścia jest obszerny i wielowymiarowy, trudno stawiać tu definicje.

 

Podobnie trudno krótko opisać, na czym polega podejście Eriksonowskie w psychoterapii. Z pewnością na wielu płaszczyznach różni się od podejść poznawczo-behawioralnych (bazując na tych nurtach, pisałam ostatnio w artykule na temat zdrowego myślenia) Praca zdecydowanie bardziej koncentruje się na wyobraźni, wizualizacji a często również na hipnozie, czyli stanie kiedy  mózg pracuje w pewien określony sposób, znajduje się w transie. Metody te służą dotarciu do zasobów, pomocnych w radzeniu sobie z problemami, z których do tej pory nie potrafiliśmy korzystać.

 

Spośród kilkudziesięciu warsztatów dostępnych podczas Kongresu, zmuszona byłam wybrać zaledwie kilka (trudny wybór, selekcja trwała kilka dni) I jednym z nich był zajęcia z Dr, N. Ruysschaert z Antwerpii. Opowiedziała ona o bardzo przyjemnej metodzie poprawiania nastroju, nazywaną „affect bridge” co przetłumaczyłabym jako „pomost pomiędzy stanami emocjonalnymi”.  Celem tego ćwiczenia jest przede wszystkim generowanie pozytywnych stanów emocjonalnych. Aby to zrobić czerpiemy z zasobów, czyli w tym przypadku pozytywnych stanów emocjonalnych, których doświadczaliśmy w przeszłości. No właśnie – i tu znajduje się clue metody – każdy z nas ma za sobą jakieś przyjemne doświadczenia, nie muszą to być spektakularne, wyjątkowe momenty, mogą to być krótkie ulotne chwile, „fotografie” z życia, kiedy czuliśmy się dobrze, bezpiecznie, komfortowo, spokojnie itp. Największym wyzwaniem jest przypomnienie sobie takiej chwili, takiego dobrego stanu emocjonalnego w trudnym kryzysowym momencie. Każdy, kto był w „dołku” wie, że trudno dostrzec stamtąd choćby blade światełko. Na szczęście nie jest to niemożliwe, wymaga tylko trochę pracy. Oto kilka wskazówek:

  1. Spróbuj wprowadzić się w stan odprężenia. Połóż się lub usiądź wygodnie, zamknij oczy, zacznij oddychać miarowo i spokojnie, postaraj się na tyle, na ile to możliwe „odpuścić” myślenie (pomaga skupienie się na oddychaniu, odgłosach dochodzących z zewnątrz, powolne liczenie)
  2. Postaraj się przywołać jakiś moment z przeszłości, kiedy czułeś się dobrze – zadowolony, szczęśliwy, spokojny, w harmonii. Nie śpiesz się, wybierz ten moment starannie.
  3. Następnie w wyobraźni postaraj się odtworzyć tę chwilę jak najdokładniej, korzystaj z pamięci wszystkich zmysłów – co widziałeś, co czułeś, co słyszałeś. Postaraj się jak najgłębiej „zanurzyć” w tym doświadczeniu.
  4. Postaraj się przywołać swój stan emocjonalny. Jak się czułeś? Jak Tobie jest gdy czujesz komfort, spokój, harmonię, ekscytację itd.?
  5. Teraz pozwól sobie na jak najdłuższe przeżywanie tu i teraz emocji z wtedy i tam. Tak długo jak to będzie potrzebne. Na tym właśnie polega tworzenie pomostu pomiędzy stanami emocjonalnymi. To co kiedyś było dobre, nadal może Tobie służyć.

 

Jak każde ćwiczenie i to wymaga wprawy. Możesz poprosić o pomoc bliska osobę – niech prowadzi Ciebie w tym ćwiczeniu, korzystając z powyższych wskazówek. Możesz też metodę tę modyfikować według własnych potrzeb.

Na stronie http://www.congress2014.p-i-e.pl/wgrane_pliki/19.-n.-ruyschaert.pdf znajdziesz konspekt warsztatu Dr Ruyschaert a tam o wiele więcej na temat szczęścia.

Zachęcam do praktykowania. Szczęśliwego i dobrego czasu na resztę lataJ

Kilka zasad dobrego związku

Dość często zdarza się, że pary przeżywające różnego rodzaju emocjonalne problemy, to pary niesymetryczne. Pojęcie to oznacza przewagę jednego z partnerów nad drugim w jakimś obszarze lub w ogóle w relacji. Osoba na pozycji „wyższej” odmawia partnerowi pewnych praw obsadzając jego/ją tym samym na pozycji „niższej”. Nierzadko wspomniane pozycje są wymieniane – raz jedna osoba jest wyżej, raz druga. Układ taki może trwać nawet długi czas przyczyniając się z jednej strony do zaspokojenia pewnych potrzeb u obojga, a z drugiej – do cierpienia. To, co pomaga wyjść z takiego schematu relacyjnego, to nazwanie i uznanie przez oboje partnerów praw im przynależących.

Jakie to są prawa? Wymieniono je poniżej. Nie jest to zapewne lista wyczerpująca, a raczej kilka najważniejszych kwestii dotyczących emocjonalności, odrębności, i współzależności. Do poczytania, najlepiej razem 🙂

Poniższe zestawienie pochodzi z książki pt. „Złość, alkoholizm i inne uzależnienia” (Ronald T. Potter-Efron i Patricia F. Potter-Efron; wyd.: Instytut Psychologii Zdrowia PTP, Warszawa, 1994).

1. Mój partner/moja partnerka ma prawo czuć się dobrze, mimo, że ja mam problemy. To, że ja czuję się nieszczęśliwy/a nie oznacza, że moja partnerka/mój partner też ma się tak czuć. I nie musi wciąż skupiać się na załatwianiu moich spraw.

Mam prawo czuć się dobrze mimo tego, że mój partner/moja partnerka ma problemy. Troszczę się o dobre samopoczucie mojego partnera/mojej partnerki, ale nie jestem zobowiązany/a, by załatwiać jej/jego sprawy, czy czuć się źle tylko dlatego, że ona/on tak się czuje.

2. Mój partner/moja partnerka ma prawo do okazywania uczuć i dzielenia się swoim cierpieniem. Nie muszę tego brać do siebie i czuć się winny/a czy odpowiedzialny/a.

Mam prawo do okazywania uczuć i dzielenia się swoim cierpieniem. Będę to robić oględnie, z szacunkiem dla uczuć mojego partnera/mojej partnerki, a on/ona nie musi tego brać do siebie i czuć się winny/a czy odpowiedzialny/a. 

3. Mój partner/moja partnerka ma prawo coś lubić lub czegoś nie lubić i nie musi zawsze potakiwać mi lub czuć się gorszą/ym. Może mieć swoje własne zdanie, bez względu na to, czy jest ono takie samo jak moje, czy nie.

Mam prawo czegoś nie lubić i nie muszę zawsze potakiwać mojemu partnerowi/mojej partnerce lub czuć się gorszą/ym. Mogę mieć swoje własne zdanie, nawet jeśli mój partner/moja partnerka ma inne.

4. Mój partner/moja partnerka ma prawo do rozwijania swoich zainteresowań. Negocjacje na temat spędzania czasu i pieniędzy mogą okazać się niezbędne.

Mam prawo do rozwijania swoich zainteresowań. Może będziemy musieli prowadzić ze sobą negocjacje na temat spędzania czasu i pieniędzy.

5. Mój partner/moja partnerka ma prawo do bycia sobą i nie musi zmieniać się, by mnie zadowolić. To oznacza też, że ma prawo dążyć do swoich celów na własny sposób i nie zostanie za to potraktowany/a lekceważąco. Potrafię nauczyć się tolerować i doceniać istniejące między nami różnice, zamiast zmuszania partnera/partnerki do przyjmowania mojego sposobu myślenia, działania i życia.

Mam prawo do bycia sobą i nie muszę zmieniać się, by zadowolić moją partnerkę/mojego partnera. To oznacza również, że mam prawo dążyć do swoich celów na własny sposób i nie zostanę za to potraktowany lekceważąco. Mój partner/moja partnerka potrafi nauczyć się tolerować i doceniać istniejące między nami różnice, zamiast zmuszania mnie do przyjmowania jego/jej sposobu myślenia, działania i życia.

6. Mój partner/moja partnerka ma prawo powiedzieć „nie”, jeśli coś narusza jego/jej system wartości, potrzeby oraz prawa jako osoby. Jeśli nie będę się z tym zgadzać, użyję zasad uczciwego sporu i będę szczerze okazywał/a swoje uczucia. Nie będę uciekać się do stosowania siły, manipulacji, nacisków, by wszystko poszło po mojej myśli. Wiem, że rozwiązanie trudnych spraw wymaga czasu.

Mam prawo powiedzieć „nie”, jeśli coś narusza mój system wartości, potrzeby oraz prawa jako osoby. Jeśli mój partner/moja partnerka nie będziemy zgadzali się w tej kwestii, mam prawo być traktowany/a uczciwie i z szacunkiem i zapewnić sobie odpowiednią ilość czasu, by w spornych sprawach dojść z partnerem/partnerką do porozumienia.

7. Mój partner/moja partnerka ma prawo być tylko człowiekiem i czasem popełniać błędy. Jego/jej błędy pomagają mi dostrzec, że oboje jesteśmy tylko ludźmi i że ja też czasem się mylę. Zrobię co tylko będę mógł/mogła, by nie roztrząsać jego/jej pomyłek.

Mam prawo być tylko człowiekiem i popełniać błędy. Nie muszę być doskonały/a, by mnie kochano.

8. Mój partner/moja partnerka ma prawo do tego, by traktowana go/ją z szacunkiem. Nie zasługuje na to, by ktoś na nią/niego krzyczał, obrzucał wyzwiskami, lekceważył i krytykował. Jeśli ja poczuję się lekceważony, nie odpowiem tym samym, ale przyjrzę się swojemu zachowaniu. Dopiero kiedy będę zupełnie pewny/a, że nie traktuję swego partnera/partnerki lekceważąco (werbalnie lub niewerbalnie), z całym szacunkiem wystąpię przeciwko zachowaniom, które mnie poniżają.

Mam prawo do tego, by mnie szanowano. Nie zasługuję na to, by na mnie krzyczano, wyzywano, okazywano mi lekceważenie i brak szacunku. Mam prawo nie tolerować tego, że mój partner/moja partnerka nie traktuje mnie na co dzień z szacunkiem.

9. Mój partner/moja partnerka ma prawo być wysłuchany/a i potraktowany/a poważnie. Nie będę bagatelizować tego, co ma do powiedzenia nie przestanę słuchać w trakcie rozmowy. Nie będę przerywać, ani zastanawiać się w trakcie co odpowiedzieć, by pokazać, że mam rację. W razie potrzeby zrobię sobie przerwę, ale nie zignoruję mojego partnera/mojej partnerki.

Mam prawo do tego, by mnie wysłuchano i potraktowano poważnie. Jednak nie będę oczekiwać, że mój partner/moja partnerka będzie kimś doskonałym. Jeśli poczuję, że nie wysłuchano mnie, znajdę odpowiednią chwilę, w której z całym szacunkiem, bez atakowania rozmówcy, przedstawię swój punkt widzenia.

10. Mój partner/moja partnerka ma niezbywalne prawo, by czuć się kimś wartościowym i godnym zachodu. Nie będę lekceważyć tego, kim jest i będę doceniać jego/jej mocne strony. Znajdę czas na to, by pochwalić mojego partnera/moją partnerkę nie psując przy tym pochwał krytyką.

Mam niezbywalne prawo, by czuć się kimś wartościowym i godnym zachodu. Nie będę lekceważyć tego, kim jestem, ale będę doceniać swoje mocne strony, a nie oczekiwać tego od mojego partnera/mojej partnerki. Znajdę czas, by chwalić siebie, nie psując tych pochwał krytycyzmem.

      

Jak naprawdę działają leki antydepresyjne?

Artykuł powstał na podstawie informacji zawartych w książce „Skutek uboczny: śmierć” Johna Virapena,  dyrektora generalnego Eli Lilly and Company w Szwecji,  który wprowadzał na rynki wiele leków, w tym antydepresant: Prozac.

PROZAC

Sprawa pierwsza: Jak działają antydepresanty?

Pamiętacie o hipotezie serotoninowej, która zakładała, że istnieje pewna korzystna równowaga w poziomach serotoniny, a jej nierównowaga prowadzić może do depresji, hiperaktywności i innych zaburzeń? Dwóch niezależnych od koncernów farmaceutycznych badaczy J.R. Lacasse i J. Leo przeanalizowało raporty z badań klinicznych, chcąc przyjrzeć się faktom dotyczącym hipotezy serotoninowej. Oto kilka wniosków z ich analiz:

  • „Badania układu nerwowego nie wykazały żadnego związku miedzy poziomem serotoniny a zaburzeniami psychicznymi.”
  • „Badania przyniosły dowody negujące rzekome wyjaśnienie, które sprowadzało się po prostu do braku neuroprzekaźników.”
  • „Nie istnieje naukowo udowodniony idealny poziom chemicznej równowagi dla serotoniny, ani tym bardziej stan patologicznej nierównowagi.”
  • „Nie jesteśmy nawet w stanie zmierzyć  poziomu serotoniny w mózgu żywej osoby, czego konsekwencją jest to, że nie istnieją absolutnie żadne sposoby na zweryfikowanie tej teorii”.
  • „Ze wszystkich opublikowanych i nieopublikowanych dokumentów dotyczących badań klinicznych, jakie przemysł farmaceutyczny dostarczył FDA, wynika, że selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny nie są bardziej efektywne od placebo”
  • Pod wpływem braku dowodów na prawdziwość hipotezy serotoninowej obecnie argumentuje się odwrotnie: „ponieważ selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny niekiedy mają pozytywne efekty u pacjentów – oznacza to że przyczyną choroby musi być w takim razie serotonina. To tak samo jak z twierdzeniem, że bóle głowy mogą być spowodowane brakiem aspiryny albo że mokra droga wywołała deszcz.”

(za: „Skutek uboczny śmierć” John Virapen, Wydawnictwo Publicat, 2011, s. 128-130)

images

Sprawa druga: Skutki uboczne.

Oto zdanie dyrektora generalnego Eli Lilly and Company: „Efekty uboczne są zamieszczane na ulotce dopiero wtedy, gdy firma zostanie zmuszona do tego za pomocą środków prawnych lub gdy publikowane są wyniki badań prowadzonych przez niezależnych naukowców. Można powiedzieć, że dzieje się tak rzadko i tylko w ostateczności” (s. 115).

Mimo takich restrykcji i „chronienia” pacjentów  przed negatywnymi informacjami na temat Prozacu, w ciągu lat jego istnienia na rynku powstała długa lista efektów ubocznych, wśród nich między innymi:

bóle brzucha, uczucie suchości, utrata łaknienia, biegunka, nudności, zaparcia, zmiana smaku, trudności w przełykaniu, zaburzenia ze strony ośrodkowego układu nerwowego, bóle głowy, bezsenność, nerwowość, zmęczenie, nadpobudliwość, poczucie niepokoju, ospałość, zaburzenia seksualne, koszmary nocne, zaburzenia koncentracji i splątanie, krwotoki, nadmierna euforia, obfite pocenie się, zaburzenia widzenia, palpitacje, bóle w klatce piersiowej, bóle reumatyczne, anafilaksja, niewydolność krążenia, niewydolność wielonarządowa, niewydolność oddechowa, obrzęk oskrzeli, gorączka, duszności, bóle stawów, zapalenie żył i naczyń włosowatych, zaburzenia wątroby, epilepsja, podwyższenie lub spadek ciśnienia krwi, krwawienie z przewodu pokarmowego, krwawienie z nosa, ostra anemia, zapalenia trzustki….. i wiele innych.

Najciekawsze jednak zostało na  koniec: „agresywne zachowanie, nienormalne przemyślenia, myśli samobójcze i samobójstwo”  (s. 115-116) i to wszystko w przypadku leku który ma powstrzymać depresję?!

Dla mnie najistotniejsza jest jednak obawa, że lek, którego szczegółowe działanie na mózg i układ nerwowy do dziś nie jest znane, wykazuje efekty uboczne w niemal każdym układzie ciała (oddechowym, pokarmowych, krążenia, nerwowym). Nie wiemy jak i co zmienia w mózgu, wiemy za to, że ma to negatywne skutki dla całego organizmu. Nadal nieznane są skutki długoletniego zażywania leków antydepresyjnych, choć bardzo wielu pacjentów przyjmuje je latami. Jak to możliwe, że w XXI wieku miliony ludzi są królikami doświadczalnymi firm farmaceutycznych zarabiających na nich miliardy?

Prozac_Main

Sprawa trzecia: Badania kliniczne nad lekiem Prozac

Eli Lilly and Company podała, że w badaniach nad tym lekiem wzięło udział 11 tysięcy osób; to całkiem spora grupa badawcza. Ciekawe jest jednak to, co działo się w trakcie badań z początkową liczbą uczestników:

  • Wiele grup pacjentów wyłączono z badań mimo, że na całym świecie podaje im się Prozac (wśród nich dzieci, osoby starsze, osoby z poważnymi skłonnościami samobójczymi) oraz tych, którzy zbyt dobrze reagowali na placebo. To może oznaczać, że chciano tak dobrać grupę, aby wykazać jak największą  skuteczność leku.
  • Na koniec badań z 11 tysięcy zostało 286 pacjentów, którzy brali udział w 4-5 tygodniowych badaniach przed wprowadzeniem Prozacu na rynek, choć jest on przepisywany milionom ludzi, którzy zażywają go wielokrotnie dłużej – to oni są tak naprawdę królikami doświadczalnymi,  dzięki którym ulotka z efektami ubocznymi wciąż się wydłuża.
  • 86% badanych w testach klinicznych zażywało go krócej niż 3 miesiące, zaledwie 63 osoby zażywały Prozac dłużej niż dwa lata przed wprowadzeniem go na rynek – skutki uboczne dla  pacjentów przyjmujących go latami  są nieprzewidywalne, choć są psychiatrzy którzy traktują go jak lek na całe życie dla wybranych pacjentów.
  • Tylko połowie osób, które miały do czynienia z lekiem Prozac udało się osiągnąć wymagane minimum 6 tygodni. Pozostali musieli przerwać zażywanie z powodu niekorzystnych efektów i braku skuteczności w osiągnięciu oczekiwanego rezultatu.
  • Już w 1984 roku firma produkująca Prozac znała fakty o nim. Podsumujmy: prawie nikt nie czuł się lepiej, efekty uboczne były poważne (w przypadku niektórych badań dotyczyły 90% badanych); niemieckie władze zauważyły, że skutki uboczne były podobne do leczonej choroby – w 15-20 % przypadków fluoksetyna powodowała depresję, mimo wyłączenia pacjentów ze skłonnościami samobójczymi, ale lek i tak został wprowadzony na rynki całego świata.
  • W  sprawie Prozacu powstało  13 protokołów z badan kontrolnych, wśród których 4 protokoły wykazały wynik lepszy od placebo, 1 nie wykazał żadnego oddziaływania (ani pozytywnego, ani negatywnego), 8 protokołów nie wykazało żadnego efektu pozytywnego. Wyniki te okazały się jednak nieistotne we wprowadzeniu leku na rynek amerykański. W badaniach tych udowodniono też, że leki te zwiększają ryzyko popełnienia samobójstwa.

A dla tych, którym takich informacji mało odsyłam do:

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,4964585.html

O popularności antydepresantów – prawdziwy początek historii – Prozac

Fragmenty historii Prozacu oparłam na lekturze książki „Skutek uboczny śmierć” Johna Virapena, określanego jako „osoba wtajemniczona z kręgu Wielkiej Farmacji”. Przez 35 lat pracy w branży farmaceutycznej, w tym jako dyrektor generalny Eli Lilly and Company w Szwecji, wprowadzał na rynki wiele leków, w tym antydepresant: Prozac. W swojej książce opisuje jak korupcja, tuszowanie danych i oszustwa doprowadziły do spektakularnego sukcesu antydepresantów na rynkach, przynosząc firmom farmaceutycznym miliardy dolarów zysku rocznie.

Zacznijmy od początku. W latach 60 tych XX wieku powstała hipoteza serotoninowa, która zakładała, że istnieje pewna korzystna równowaga w poziomach serotoniny, a jej nierównowaga prowadzić może do depresji, hiperaktywności i innych zaburzeń. Podczas badań nad antydepresantami odkryto nową substancję fluoksetynę, która wpływała na poziom serotoniny – neuroprzekaźnika w układzie nerwowym. (W Polsce fluoksetyna wchodzi w skład wielu leków antydepresyjnych, np.: Seronil, Andepin, Bioxetin, Deprexetin, Fluoksetyna, Fluoxetin, Salipax, Fluxemed, Apo-Flox). Zgodnie z założeniami badaczy  miała ona przywracać równowagę poziomu serotoniny, lecz w czasie gdy wprowadzona była na rynek (lata 80 XX wieku), niewiele osób przyjmowało takie leki. Właściwie leki antydepresyjne przyjmowali wówczas głównie mieszkańcy szpitali psychiatrycznych.

Dla firmy farmaceutycznej głównym zadaniem stało się poszerzenie rynku dla tego leku. Początkowo brano pod uwagę osoby otyłe, gdyż jednym ze skutków ubocznych fluoksetyny była utrata wagi, jednak bystrym pracownikom firmy Eli Lilly and Company udało się z tego produktu zrobić hit rynkowy. Jak tego dokonali?

skutek_uboczny_smierc_okladka31_500

Czy zastanawialiście się dlaczego w ostatnich dziesięcioleciach tak gwałtownie zwiększyła się liczba osób cierpiących na depresję? Czym właściwie jest depresja?  Dzięki ogromnym kampaniom marketingowym firm farmaceutycznych w mediach co jakiś czas pojawiają się nowe choroby, o których nikt nie słyszał, dowiadujemy się tez błyskawicznie o nowych lekach na nie – w ten sposób stwarza się popyt i otwiera nowe rynki. Ta metoda zadziałała w przypadku depresji.

„Wyobraźcie sobie że moglibyście przekonać tych, którzy nie chorują, by zaczęli zażywać leki. Wtedy możliwe stałoby się osiągnięcie nowego wymiaru marketingu. Byłaby to nowa jakość sprzedaży. I właśnie taką rolę miała odgrywać fluoksetyna”. (s.79) Pod nazwą marketingową Prozac zaczęto sprzedawać ją jako polepszacz nastroju. „Dzięki fluoksetynie nastąpił nieoczekiwany zwrot. Środki na ból głowy stanowią część życia dla wielu osób, lecz zażywane są tylko po to, aby poskromić ból. A pigułka, która zapewnia dobre nastawienie do życia? Nawet nie trzeba być chorym – zawsze można ją zażyć. Zawsze przyda się zastrzyk pozytywnej energii życiowej. I to każdemu. Nawet tobie. Nie chciałbyś?”(s.108) Bardzo szybko stała się ogromnym sukcesem w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, a grono osób ją zażywających zwiększyło się o wszystkich tych, którzy chcieli czuć się bardziej radośni, pogodni, optymistycznie nastawieni do życia. Prozac okrzyknięto pigułką szczęścia.

Jak naprawdę działa ta pigułka szczęścia i o czym firmy zarabiające na antydepresantach miliardy dolarów nie informują pacjentów, już wkrótce.