Archive by Author | Natalia Rucinska

PSYCHOSOMATYKA CZĘŚĆ II. KIEDY KŁUJE W SERCU – O PSYCHOLOGICZNYCH UWARUNKOWANIACH CHORÓB UKŁADU KRĄŻENIA

Dzisiaj zapraszam do lektury na temat tego, w jaki sposób osobowość, charakter mogą wpływać na występowanie chorób „sercowych” a także, czy pewne doświadczenia z dzieciństwa mogą być z nimi skorelowane.

Od kilkudziesięciu lat choroby wieńcowe zalicza się do chorób somatycznych, czyli takich gdzie aspekt psychologiczny stanowi bardzo ważny czynnik, a często jest jednym ze źródeł  ich powstania. Choroby wieńcowe, wrzodowe, choroby skóry, nowotworowe, reumatoidalne, astma, otyłość, anoreksja, jelito drażliwe to te najczęściej wymieniane jako psychosomatyczne. Istnieje pewien ogólny zestaw cech mogących być odpowiedzialny za zachorowania w ogóle, jak na przykład podatność na stres. Jednak wyróżniono również klika wzorców zachowania odpowiedzialnych za powstawanie konkretnych już chorób. Jednym z nich jest Wzorzec Zachowania A ( w skrócie WZA), odpowiedzialny za zapadanie przede wszystkim na choroby wieńcowe. Oto podstawowe cechy tego wzorca:

  • Skłonność do stawiania oporu, współzawodnictwa, potrzeba uznania i awansu
  • Stawianie sobie ambitnych celów
  • Agresywność
  • Wysoka dynamika zachowań, energia w działaniu, pośpiech i niecierpliwość
  • Podporządkowanie problemom zawodowym innych obszarów życia
  • Pokonywanie przeszkody jako główna strategia stosowana we frustrujących sytuacjach
  • Potrzeba dominacji (często wysoka pozycja społeczna i zawodowa)
  • Autokratyczny sposób kierowania w pracy, przenoszony też na inne sfery życia
  • Określony sposób mówienia, poruszania się, gestykulacji, zaciskanie, szybkie tempo wykonywania czynności

Oczywiście większość tych cech łączy się bezpośrednio z wysoką reaktywnością na stresujące sytuacje (zresztą świat, otoczenie postrzegany jest przez osoby z WZA jako ciągłe źródło wyzwań, co samo w sobie również jest silnie stresujące) Pod wpływem stresu w naszym organizmie zachodzi szereg fizjologicznych reakcji, które nie tylko obniżają ogólną odporność organizmu, ale w przypadku osób podatnych na choroby wieńcowe (podatność ta rzecz jasna ma również uwarunkowania genetyczne i inne, nie tylko psychologiczne) uruchamiają specyficzny łańcuch reakcji. Łańcuch ten wygląda następująco:  pod wpływem stresu poprzez nadnercza wydzielana jest adrenalina i noradrenalina, które pobudzają czynność serca i wywołują kurczenie się obwodowych naczyń krwionośnych, podnosząc ciśnienie krwi. Ponadto adrenalina i noradrenalina mają wpływ na metabolizm tłuszczów w naszym organizmie (uwolnienie energii potrzebnej do radzenia sobie w trudnej – stresującej –  sytuacji) Dodatkowo zwiększa się wydzielanie tromboksanu (związku podnoszącego lepkość krwi i powodujący kurczenie się naczyń), co jest atawistycznym mechanizmem obronnym – w razie gdybyśmy (wiele tysięcy lat temu) broniąc się przed groźnym zwierzęciem zostali zranieni, mamy mniejsze szanse na wykrwawienie się. Podczas „normalnego”, codziennego stresu, niekoniecznie mniej groźnego, nadmiar energii często nie zostaje zużyty. Dzieje się tak gdy działamy nieskutecznie, a więc mało konstruktywnie.  Mimo to mobilizacja u osób z WZA często jest utrzymana, na skutek potrzeby ciągłej dominacji, osiągnięć itp.  W ten oto sposób wyzwalany jest proces odkładania się płytek miażdżycowych (nieużyty materiał po prostu przykleja się do naczyń krwionośnych).

Trochę z innego punktu widzenia psychologiczny aspekt chorób wieńcowych opisuje Aleksander Lowen, słynny amerykański psycholog i psychiatra zajmujący się duchowością ciała i bioenergetyką. Według Lowena Wzorzec Zachowania A motywowany jest brakiem zaspokojenia potrzeby miłości w dzieciństwie i pełni wobec tego urazu funkcje kompensacyjne i ochronne przed doświadczaniem ponownego urazu.

Dziecko, które we wczesnym etapie rozwoju zostało odrzucone przez rodziców nauczyło się hamować ekspresjię uczuć, aby nie narażać się na ciągły zawód. Następnie spróbowało przystosować się do narzuconych warunków i poznać, za co może być akceptowane a nawet kochane i przez to uzyskać minimum poczucia bezpieczeństwa. Z tego powodu utracony zostaje kontakt z głębszymi pokładami emocjonalnym, a w zamian za to dziecko angażuje się w rozwijania tzw. „ja idealnego” (bycie idealnym pomaga zapewnić sobie akceptację) Z takiego młodego człowieka „wyrasta” typowa osoba z WZA – stale nastawiona na osiągnięcia i dominację.  Oczywiście potrzeba akceptacji zaspokajana jest tylko powierzchownie, w środku taka osoba cierpi, ale tłumi to cierpienie. Tłumienie bólu ma aspekt somatyczny – powoduje napięcie mięśni ciała i usztywnienie klatki piersiowej. Uczucia schowane są w „pancerzu”, który jednocześnie chroni przed ponownym zranieniem, ale jest również więzieniem. To osaczenie prowadzi do frustracji i agresji. Na serce działa stres ze świata zewnętrznego jak i ten wynikający z nieporozumień w związkach, ponieważ zbudowanie bliskiej relacji jest dla takiej osoby bardzo trudne.

Atak serca to według Lowena skutek reakcji panicznej, którą najczęściej poprzedza

głębokie wzruszenie lub też intensywny wysiłek fizyczny. Obie sytuacje mogą rozbudzić nadzieję na wyzwolenie głęboko skrywanych emocji, wyzwolenie, które z jednej strony jest bardzo pożądane ale z drugiej budzi lęk i przerażenie.

Niezależnie od tego jak rozumiemy psychologiczny aspekt chorób wieńcowych, warto jest w przypadku osób znajdujących się w grupie ryzyka rozważyć wsparcie psychologa. Może wystarczy tylko trening radzenia sobie ze stresem, z pewnością w niektórych przypadkach pomocna może jednak okazać się głębsza psychoterapia.

Reklamy

PSYCHOSOMATYKA, CZYLI DLACZEGO PRZY CHOROBIE POTRZEBNY MOŻE BYĆ PSYCHOLOG? CZĘŚĆ I

Dzisiaj trochę o tym, jak psychologia oraz psychoterapia mogą wiązać się z chorobami somatycznymi, ale również z brakiem tychże chorób a więc ze zdrowiem.

Zazwyczaj korzystamy z gabinetów psychoterapeutycznych wówczas, kiedy niepokoi nas zdrowie psychiczne – czy to na skutek przeżywanego lęku, smutku czy innych emocji czy też z powodu trudnych kryzysowych sytuacji życiowych. Nie zawsze, albo przynajmniej nie od razu, myślimy o tym, gdy zmagamy się z chorobą. A choroba, zwłaszcza ta przewlekła to również kryzys w życiu człowieka. Podczas takiego kryzysu uruchamiamy całą masę procesów poznawczych (myśli, wyobrażeń, fantazji) ale również związanych z nimi procesów emocjonalnych (lęk, złość, niepokój) czy behawioralnych (a zatem działań takich jak wykonywanie badań kontrolnych, zażywanie leków czy spacerów na świeżym powietrzu) Myślę, że trudno jednoznacznie określić, które choroby są psychosomatyczne a które nie. Holistyczne podejście do ludzkiej natury zakłada, że zawsze to, co dzieje się z ciałem wpływa na duszę i odwrotnie. Pewne jest jedno – jesteśmy społeczeństwem wyjątkowo trapionym przez choroby zarówno te zagrażające życiu jak i te, które może nie są groźne, jednak zdecydowanie uprzykrzają życie. Medycyna oczywiście rozwija się prężnie, leczymy dziś choroby, które całkiem niedawno pozostawały nieuleczalne, ale z drugiej strony zdarza się tak, że leczenie koncentruje się tylko i wyłączne na somatycznym aspekcie choroby i…. przynosi mierne rezultaty. Dlaczego tak się dzieje?

Otóż za to, jak chorujemy i, co za tym idzie, jak zdrowiejemy odpowiada nasza psychika.

 

*Jeśli temu nie wierzysz, spróbuj wykonać szybki eksperyment. Przez pół minuty (około) wyobrażaj sobie soczystą cytrynę, najlepiej przeciętą na pół. Wyobrażaj sobie jak kropla soku spływa po delikatnym cytrynowym miąższu, możesz też wyobrazić sobie jak smakujesz tego soku….

 

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że twoje ślinianki (gruczoły odpowiedzialne za produkcję śliny) zaczęły pracować, zupełnie jakbyś właśnie zjadł coś kwaśnego, mimo że tak się nie stało. Tak właśnie nasza psychika, w tym przypadku nasza wyobraźnia może wpływać na to, co się dzieje z naszym ciałem, jego fizjologią.

 

Jeszcze bardziej przekonujące są wyniki badań. Istnieje konkretna dziedzina nauki odpowiedzialna za badanie korelacji pomiędzy psychika, mózgiem a odpornością – psychoneuroimmunologia A to właśnie odporność jest kluczowa, jeśli chodzi o zapadanie na większość chorób jak i radzenie sobie z nimi. Z pewnością nie raz zauważyłeś, ze po kilku zarwanych nocach (brak snu obniża odporność) łapałeś infekcje. Mózg oprócz tego, że odpowiada za funkcje psychiczne, wydziela wiele substancji chemicznych, które z kolei wpływają na układ immunologiczny (odpornościowy). Skład tych substancji zależy od typu i oraz siły przeżywanych emocji. Stwierdzono, że nadmierne przeżywanie takich emocji jak lęk, przygnębienie, złość hamuje działanie układu immunologicznego. Z kolei przeżywanie radości, zadowolenie, spokoju, nadziei stymuluje organizm do walki z chorobą.

 

Bardzo często, chorując, skupiamy się na tym, co poza naszą kontrolą – doświadczane objawy, ból, koszty, które ponosimy ze względu na chorobę, mało uwagi poświęcając tym czynnikom, które bardziej zależne są od nas i nad którymi pracując możemy zwiększyć szansę na wyzdrowienie. Praca nad myślami (odsyłam do mojego czerwcowego artykułu o zdrowym myśleniu), nad znaczeniem choroby, nad emocjami, nad zwiększaniem poczucia nadziei oraz własnej kontroli w chorobie może przynieść i przynosi na prawdę dobre rezultaty.

W następnych artykułach będę rozwijać trochę bardziej temat psychosomatyki, ale już teraz bardzo zachęcam wszystkich zmagających się z chorobą i ich rodziny by skorzystały z konsultacji psychologicznej.

 

Natalia Rucińska

W poszukiwaniu szczęścia…

Na początku tego pięknego, upalnego lata, kiedy temperatury były jeszcze znacznie bardziej nieśmiałe, miałam okazje uczestniczyć w fantastycznym wydarzeniu, jakim był Międzynarodowy Kongres Eriksonowski. Wydarzenie ciekawe a dodatkowo odbywające się we wspaniałym miejscu – w Krakowie. Ponadto tematyka wielu warsztatów krążyła wokół tematów ściśle powiązanych ze …  szczęściem, a dokładniej z tym  je odnajdować, pielęgnować i jak się nim dzielić. Dziś chciałam podzielić z Wami techniką pomocną w poprawianiu nastroju. Czy lepszy  nastrój jest tożsamy z poczuciem spełnienia i szczęścia? Niekoniecznie, jednak na pewno nie przeszkadza. Zresztą temat szczęścia jest obszerny i wielowymiarowy, trudno stawiać tu definicje.

 

Podobnie trudno krótko opisać, na czym polega podejście Eriksonowskie w psychoterapii. Z pewnością na wielu płaszczyznach różni się od podejść poznawczo-behawioralnych (bazując na tych nurtach, pisałam ostatnio w artykule na temat zdrowego myślenia) Praca zdecydowanie bardziej koncentruje się na wyobraźni, wizualizacji a często również na hipnozie, czyli stanie kiedy  mózg pracuje w pewien określony sposób, znajduje się w transie. Metody te służą dotarciu do zasobów, pomocnych w radzeniu sobie z problemami, z których do tej pory nie potrafiliśmy korzystać.

 

Spośród kilkudziesięciu warsztatów dostępnych podczas Kongresu, zmuszona byłam wybrać zaledwie kilka (trudny wybór, selekcja trwała kilka dni) I jednym z nich był zajęcia z Dr, N. Ruysschaert z Antwerpii. Opowiedziała ona o bardzo przyjemnej metodzie poprawiania nastroju, nazywaną „affect bridge” co przetłumaczyłabym jako „pomost pomiędzy stanami emocjonalnymi”.  Celem tego ćwiczenia jest przede wszystkim generowanie pozytywnych stanów emocjonalnych. Aby to zrobić czerpiemy z zasobów, czyli w tym przypadku pozytywnych stanów emocjonalnych, których doświadczaliśmy w przeszłości. No właśnie – i tu znajduje się clue metody – każdy z nas ma za sobą jakieś przyjemne doświadczenia, nie muszą to być spektakularne, wyjątkowe momenty, mogą to być krótkie ulotne chwile, „fotografie” z życia, kiedy czuliśmy się dobrze, bezpiecznie, komfortowo, spokojnie itp. Największym wyzwaniem jest przypomnienie sobie takiej chwili, takiego dobrego stanu emocjonalnego w trudnym kryzysowym momencie. Każdy, kto był w „dołku” wie, że trudno dostrzec stamtąd choćby blade światełko. Na szczęście nie jest to niemożliwe, wymaga tylko trochę pracy. Oto kilka wskazówek:

  1. Spróbuj wprowadzić się w stan odprężenia. Połóż się lub usiądź wygodnie, zamknij oczy, zacznij oddychać miarowo i spokojnie, postaraj się na tyle, na ile to możliwe „odpuścić” myślenie (pomaga skupienie się na oddychaniu, odgłosach dochodzących z zewnątrz, powolne liczenie)
  2. Postaraj się przywołać jakiś moment z przeszłości, kiedy czułeś się dobrze – zadowolony, szczęśliwy, spokojny, w harmonii. Nie śpiesz się, wybierz ten moment starannie.
  3. Następnie w wyobraźni postaraj się odtworzyć tę chwilę jak najdokładniej, korzystaj z pamięci wszystkich zmysłów – co widziałeś, co czułeś, co słyszałeś. Postaraj się jak najgłębiej „zanurzyć” w tym doświadczeniu.
  4. Postaraj się przywołać swój stan emocjonalny. Jak się czułeś? Jak Tobie jest gdy czujesz komfort, spokój, harmonię, ekscytację itd.?
  5. Teraz pozwól sobie na jak najdłuższe przeżywanie tu i teraz emocji z wtedy i tam. Tak długo jak to będzie potrzebne. Na tym właśnie polega tworzenie pomostu pomiędzy stanami emocjonalnymi. To co kiedyś było dobre, nadal może Tobie służyć.

 

Jak każde ćwiczenie i to wymaga wprawy. Możesz poprosić o pomoc bliska osobę – niech prowadzi Ciebie w tym ćwiczeniu, korzystając z powyższych wskazówek. Możesz też metodę tę modyfikować według własnych potrzeb.

Na stronie http://www.congress2014.p-i-e.pl/wgrane_pliki/19.-n.-ruyschaert.pdf znajdziesz konspekt warsztatu Dr Ruyschaert a tam o wiele więcej na temat szczęścia.

Zachęcam do praktykowania. Szczęśliwego i dobrego czasu na resztę lataJ