Archive | Lipiec 2014

Co słyszymy, gdy nie słuchamy, czyli o najważniejszych przeszkodach w komunikacji partnerskiej

Słyszenie to rzecz wydawałoby się oczywista. Słyszymy, co ktoś do nas mówi, jakich argumentów używa, o jakich sprawach nas informuje, ale słuchanie to już coś znacznie trudniejszego i wymagającego większego wysiłku. Słuchanie bowiem to nie tylko milczenie, gdy druga strona coś mówi, słuchanie to również coś więcej niż tylko wierne odtwarzanie słów użytych przez naszego rozmówcę. Gdy jesteśmy naprawdę słuchani, czujemy się rozumiani, ważni, mamy poczucie, że nasze uczucia i potrzeby są zauważone i uznane za znaczące. Taki rodzaj słuchania daje poczucie bliskości i bycia akceptowanym przez drugą stronę z całym bagażem naszego wewnętrznego świata. Niestety o taki rodzaj relacji, w których mamy do czynienia z prawdziwym słuchaniem bardzo trudno, gdyż wymaga ono chęci zrozumienia przez partnera rozmowy nie tylko naszych słów, ale też wczucia się w to co myślimy, co czujemy, czego nam potrzeba, bez filtrowania tego przez własne pomysły, interpretacje i doświadczenia.

 

1

Dzisiejsza część artykułu będzie poświęcona tzw. pseudosłuchaniu, czyli tym wszystkim zabiegom , które wykonujemy słysząc, ale nie słuchając. Kolejny odcinek natomiast, poświęcony będzie różnego rodzaju umiejętnościom, które pomagają słuchać naprawdę.

Kiedy mamy do czynienia z pseudosłuchaniem? Oto kilka przeszkód w dobrym słuchaniu, pojawiających się najczęściej w związkach.

  1. Porównywanie – bardzo często zdarza się, że zamiast słuchania o tym, co ważnego chce nam przekazać partner/ka, skupiamy się na porównywaniu naszych własnych doświadczeń do tego, o czym nam opowiada. Przykładem może być sytuacja, w której on/ona chce powiedzieć o tym jak ciężki dzień ma za sobą i jak bardzo jest zmęczony/a, a druga strona natychmiast przytacza własne obowiązki i przebieg dnia, pokazując że jej zmęczenie jest równie silne. Taka komunikacja może prowadzić do gry psychologicznej w tzw. „moje gorsze”, w której partnerzy prześcigają się w udowodnieniu drugiej stronie własnej trudniejszej sytuacji. Gdyby udało się im posłuchać siebie z uwagą, być może usłyszeliby nawzajem o swoich potrzebach bycia zaopiekowanym lub docenionym.

 

  1. Czytanie w myślach – jest takim rodzajem słuchania, w którym w znacznie większej mierze opieramy się na własnych przypuszczeniach, podejrzeniach i uczuciach niż na słowach drugiej strony. Czytając w myślach możemy przypisywać złe intencje np. „Mówisz ,że nie pójdziesz ze mną do kina bo jesteś zmęczona, ale tak naprawdę to nie lubisz moich znajomych” lub domyślać się negatywnego nastawienia drugiej strony: „Mówisz, że poszło mi całkiem nieźle, ale pewnie próbujesz mnie tylko pocieszyć, a tak naprawdę uważasz że jestem beznadziejna”. Tak czy inaczej, słowa drugiej strony zostają przesiane przez nasze interpretacje, w które wierzymy bardziej niż w to, co padło z ust partnera/ki.

 

  1. Ćwiczenie własnej wypowiedzi – podczas, gdy nasz rozmówca mówi do nas coś, co jest dla niego ważne, my w tym czasie zbieramy argumenty, przypominany sobie sytuacje, które można mu wypomnieć, nakręcamy się w gniewie, itp. słowem szukamy amunicji do walki i udowadniania własnych racji. W takiej komunikacji bardziej liczy się kto wygra potyczkę na słowa niż zrozumienie siebie nawzajem.

 

2

  1. Filtrowanie – zakłada słuchanie częściowe, wychwytujemy w nim tylko wybrane treści, a pomijamy inne. Możemy na przykład dobrze usłyszeć niezadowolenie lub krytykę partnera/ki, zupełnie ignorując słowa świadczące o oddaniu, miłości i podziwie. Możemy też skupiać się tylko na słowach partnera świadczących o jego błędach, pomijając starania i sukcesy.

 

  1. Osądzanie – oznacza, że zanim rozpoczęła się rozmowa lub na samym jej początku przypisujemy naszemu rozmówcy jakąś cechę np. „on jest taki nieodpowiedzialny” lub „ona jest taka nadwrażliwa emocjonalnie”, a następnie podczas trwania rozmowy szukamy potwierdzenia tej oceny w słowach rozmówcy. To sprawia, że wycinamy wszystko to, co nie pasuje do osądu, który wcześniej wydaliśmy.

 

  1. Identyfikowanie – jest całkowitym przeciwieństwem słuchania. Pod wpływem słów partnera/ki pojawiają się w naszej głowie wspomnienia podobnych doświadczeń i przemożna potrzeba natychmiastowego podzielenia się nimi, w związku z tym zamiast słuchać tylko czekamy, aż nasz rozmówca skończy, żeby móc opowiedzieć o swojej historii. Oto przykład. On: „Ostatnio jestem jakiś przygnębiony sprawami w firmie” Ona: „Pamiętam, jaką miałam depresje w mojej pierwszej pracy…”

 

3

  1. Udzielanie rad – bardzo często zdarza się, że słysząc o czyichś kłopotach na usta od razu cisną się nam rozwiązania i dobre rady, które trzeba by zastosować. Jednak zazwyczaj porady nie są tym, czego potrzebujemy w trudnych emocjonalnie chwilach. Większość z nas potrzebuje wtedy pocieszenia, wsparcia lub dowartościowania a nie gotowych rozwiązań. Przykład. Ona: „Martwię się moją ostatnią kłótnią z Agnieszką” On: „Słuchaj, powinnaś powiedzieć jej…”

 

  1. Docinanie – to taki rodzaj słuchania, w którym chodzi o znalezienie słabego punktu rozmówcy w celu wyrażenia sarkazmu, rzucenia złośliwej uwagi lub obelgi. Słuchanie jest tylko instrumentem do obśmiania lub podważenia słów, opinii lub uczuć drugiej strony.

 

  1. Zbaczanie z tematu – to strategia na uciekanie od prawdziwego słuchania. Często wykorzystujemy je, gdy to o czym mówi partner/ka jest dla nas nudne lub niewygodne. Wówczas można zmienić temat, rzucić żart lub powiedzieć coś z zupełnie innej beczki, co skutecznie zniechęca rozmówcę do kontunuowania swojej wypowiedzi.

Tyle o najczęstszych przeszkodach, a już niedługo o przydatnych strategiach pomagających naprawdę słuchać. Zapraszamy do lektury!

 

Artykuł powstał na podstawie: „Jak usprawnić komunikatywność”, M. Davis, K. Paleg, P. Fanning.

Biologia szczęścia

Celem nowego cyklu artykułów jest przedstawienie pozytywnych aspektów funkcjonowania człowieka, związanych z takimi pojęciami jak „szczęście”, „dobrostan”, „wysoka jakość życia”, z perspektywy biologicznej i ewolucyjnej, wraz z zagrożeniami związanymi z ich ewolucyjnym uwarunkowaniem we współczesnym świecie. Opisany zostanie również wpływ emocji dodatnich na niektóre procesy psychiczne oraz wpływ genów i procesów neurochemicznych na odczuwanie wysokiej jakości życia.

W stronę psychologii szczęścia

Współczesna psychologia odchodzi od medycznego, negatywnego paradygmatu zdrowia psychicznego na rzecz modeli salutogenetycznych i podkreślających pozytywne aspekty funkcjonowania człowieka. Carlson [za: Czapiński 2004] wyliczył, iż w 172 podręcznikach psychologii, wydanych między 1875 a 1961 r., znalazło się dwukrotnie więcej terminów odnoszących się do emocji negatywnych niż emocji pozytywnych. Obecnie psychologia coraz częściej zadaje pytanie o źródła i cechy szczęścia, dobrego życia, zarówno w wymiarze jednostkowym jak i społecznym. Zmianę perspektywy zapoczątkował pod koniec XX w. nurt psychologii humanistycznej, zwracający uwagę na potencjał rozwojowy i samorealizację, zrodzony w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, oraz psychologia pozytywna z jej prekursorem Martinem E. P. Seligmanem. Nauka dotycząca dobrego życia rozwija się bardzo szybko, czego przyczyną może być fakt, że społeczeństwa zamożne i rozwinięte wkraczają w epokę postmaterialistyczną, w której poszukiwanie dobrego życia wykracza poza troskę o przetrwanie, w której rozwijająca
się tendencja do indywidualizmu związana jest z eksplorowaniem własnych uczuć, wartości i przekonań. [Diener, Lukas, Oishi 2002, 37].

o-HAPPINESS-facebook

Istnieje wiele terminów odnoszących się do pozytywnych aspektów funkcjonowania człowieka. Takie wyrażenia jak: „jakość życia”, „dobrostan”, „dobre życie”, „prosperowanie” czy „szczęście” odnoszą się zarówno do aspektu psychicznego, społecznego, jak i fizycznego funkcjonowania człowieka. Wyrażenie „jakość życia” oznacza te aspekty życia człowieka, które mogą podlegać wartościowaniu – wiele różnych czynników, które składają się na w miarę kompletny zestaw warunków określających życiową sytuację. Dobrostan „odnosi się do tych elementów sytuacji człowieka, które są dla niego korzystne [Trzebińska 2008, 39]. Prosperowanie można zdefiniować jako rozwijanie swojego potencjału, a „szczęście może oznaczać po prostu stopień, w jakim człowiek lubi swoje własne życie” [Diener, Lukas i Oishi 2002, s. 62 za: Trzebińska 2008 s. 46]. Tak więc w definicji szczęścia zawarty jest subiektywny i związany z samoopisem odbiór własnego życia. Wymienione terminy mają zbliżone znaczenie i często, pomimo tego, że nie są synonimami w sensie dosłownym, używane są zamiennie.

Cdn.

Opracowane na podstawie:
Marszał, M., Olesiński, P. (2009). Biologia szczęścia. Poznańskie Forum Kognitywistyczne. Teksty Pokonferencyjne. Nr 4.

Portret psychologiczny sprawcy przemocy

Przemoc, jak mówi definicja, to „intencjonalne działanie lub zaniechanie działania jednej osoby wobec drugiej, które wykorzystując przewagę sił narusza prawa i dobra osobiste jednostki, powodując cierpienia i szkody” (za: http://www.niebieskalinia.pl). Innymi słowy, „sprawcą przemocy” nazwiemy osobę która:
a. Jest silniejsza fizycznie, psychicznie, materialnie, zawodowo lub społecznie;
b. Wykorzystuję tę przewagę dla zaspokojenia swoich własnych potrzeb;
c. Nie zważa na koszty, które ponosi w związku z tym druga osoba, czyli „ofiara przemocy”.

Richard K. James oraz Burl E. Gilliland na podstawie analizy badań nad sprawcami przemocy skonstruowali listę charakterystycznych cech tego rodzaju osób:
1. Najczęściej są to mężczyźni, którzy wykazują nadmierną zależność i zaborczość wobec swoich partnerek, maja wobec nich także nierealistyczne oczekiwania;
2. Reagują przede wszystkim emocją gniewu i maja niską zdolność komunikowania się w obszarze spraw uczuciowych.
3. Są impulsywni, maja małą zdolność do kontrolowania swojego zachowania;
4. Często nadużywają alkoholu i/lub narkotyków;
5. Często sami byli ofiarami maltretowania w dzieciństwie lub byli świadkami takiego maltretowania w rodzinie;
6. Zaprzeczają stwarzanym przez siebie problemom w rodzinie lub minimalizują je;
7. Oscylują między agresywnością (kiedy nie dostają tego, czego chcą), a wdziękiem lub uwodzicielstwem (kiedy osiągają swoje cele).

Istnieje wiele teorii wyjaśniających zjawisko sprawstwa przemocowego. Część z nich upatruje przyczyn w warunkach kulturowych i społecznych (np. teoria feministyczna, która zwraca uwagę na znaczną przewagę mężczyzn w grupie sprawców przemocy i tłumaczy to patriarchalną strukturą społeczeństwa, w której pozycja kobiety jest pozycją podporządkowaną), a inna część – w zjawiskach psychologicznych (np. teoria uczenia się zgodnie z którą uczymy się określonego rodzaju zachowania w dzieciństwie poprzez obserwowanie zachowania dorosłych).

Dużą część wszystkich teorii łączy jednak podkreślanie potrzeby kontroli jako czynnika prowadzącego do stosowania różnego rodzaju form przemocy. Ujmując rzecz najprościej, sprawca przemocy bardzo mocno dąży do tego, żeby było tak, jak on uważa za stosowne. Oczekuje od innych podporządkowania, a jeśli nie dostaje go, to sięga po metody, które mają przywrócić u ofiary pozycję uległą. Wśród tych metod „najskuteczniejszą” jest przemoc fizyczna lub psychiczna. Ta potrzeba dominacji i kontroli wynika jednak z czegoś więcej – z czegoś, co najczęściej jest nieświadome. Chodzi tutaj o głęboko przeżywany i głęboko skrywany lęk przed byciem ofiarą. Jak wspomniano wyżej, sprawcy przemocy sami najczęściej byli ofiarami przemocy w dzieciństwie lub byli świadkami jak w rodzinie jedna z bliskich osób znęcą się nad drugą. Taki rodzaj doświadczeń mocno zapisuje się w mózgu człowieka i nie pozostaje bez wpływu na dalsze życie. Ważne jest jednak to, jak te doświadczenia się zapiszą, czyli (1) jaka będzie ich dziecięca interpretacja na poziomie umysłowym, (2) jaka emocja będzie im współtowarzyszyć, (3) jaki wzór reagowania wyda się najbardziej odpowiedni.

W przypadku sprawców przemocy, interpretacja doświadczeń przemocowych z dzieciństwa (w uproszczeniu) zamyka się w przekonaniu: „Bycie ofiarę boli. Jeśli nie chcę, żeby bolało, muszę dominować, być silny”. Na poziomie emocjonalnym ból, lęk i rozpacz zostają zamienione na gniew skierowany na innych. Wzorem reagowania staję się natomiast przyjmowanie pozycji dominującej.

Nie zawsze dzieje się dokładnie tak, jak opisano wyżej. U części ofiar przemocy w dzieciństwie sposób zapisu przebiega inaczej. Skrajnie odmiennym sposobem jest ten, który skutkuje w życiu dorosłym przyjmowaniem roli ofiary przemocy. Ale o tym napiszę w kolejnej części artykułu.

Tomasz Grabiec

 

Myśleć zdrowo czyli jak?

„Myśl pozytywnie”, „bądź optymistą”, „na pewno wszystko dobrze się ułoży”….Często słyszymy takie słowa od osób które chcą nas wesprzeć w trudnych chwilach. Z pewnością komunikaty mają swe źródło w szczerej motywacji, abyśmy poczuli się lepiej. Czy jednak zawsze tak się dzieje?

Ale może od początku. Dlaczego zmiana myślenia miałaby w ogóle na coś się zdać?

Codziennie stawiamy czoła wielu sytuacjom. Niektóre z nich „wpływają” na nas dobrze, inne niekoniecznie. Sytuacją może być spotkanie z bliską osobą, rozmowa z szefem, utkwienie w korku ulicznym, zachorowanie albo wyjazd na wakacje. Są więc zupełnie od siebie różne. Jest to jasne, że determinują one nasze samopoczucie, ale na czym tak naprawdę polega ich wpływ? Bardzo często mówimy na przykład „Rozmowa z Basią bardzo mnie zdenerwowała” lub „Bardzo ucieszyła mnie wygrana w konkursie literackim” albo „ Jest mi bardzo smutno, bo oblałam egzamin” Z przykładów tych jasno wynika, że zakładamy, iż to sytuacje bezpośrednio determinują nasze samopoczucie a zatem emocje które przeżywamy. Gdyby jednak przyjrzeć się temu z bliska, okazałoby się, że niekoniecznie dzieje się to tak automatycznie i bezpośrednio jak przypuszczamy. Najczęściej pomiędzy daną sytuacją a odczuwana emocją dochodzi do istotnych procesów poznawczych, a zatem tych angażujących nasz umysł. Są to przekonania, myśli, sądy, wyobrażenia związane z sytuacją, w której się znaleźliśmy. I tak rozmowa z Basią sprawiła,, że pomyślałam że lekceważy ona moje uczucia więc odczuwam złość; nagroda w konkursie sprawia że w końcu myślę o sobie jako o kimś utalentowanym i to mnie cieszy, natomiast oblany egzamin powoduje rozmyślania nad koniecznością odwołania planów wakacyjnych, co z kolei bardzo smuci. Bywa, że nawet nie zdajemy sobie sprawy z owych poznawczych procesów, choć oczywiście często świadomie analizujemy konkretne sytuacje. Co jednak bardzo ważne – i to założenie leży u podstaw nurtów poznawczych w psychoterapii – to, JAK myślimy o tym co nam się przytrafia determinuje to jak się czujemy. Jest to w sumie dobra wiadomość, gdyż praca z przekonaniami, ich zmiana jest łatwiejsza niż kontrolowanie i zmienianie emocji. Trudno walczyć z emocją – jest mi smuto i porostu tak jest, tłamszenie emocji, zaprzeczanie jej raczej nie okaże się zdrowe i przydatne.

Jak zatem pracować z przekonaniami? Metod jest bardzo dużo. Techniki psychoterapii poznawczej opisywane są w wielu podręcznikach. Dzisiaj kilka słów o jednej z nich, wywodzącej się z Terapii Racjonalnego Zachowania (RTZ) Maxiego M. Maultsbyego. Uczy ona jak odróżniać myśli zdrowe od niezdrowych. Zakłada, że zdrowe myślenie najlepiej wpływa na nasze samopoczucie. Myślenie zdrowe to nie zupełnie to samo co myślenie pozytywne. To drugie zakłada najczęściej że „wszystko na pewno będzie dobrze”, jest swojego rodzaju „wróżeniem” podobnie jak myślenie pesymistyczne, które zakłada że „nic się nie uda”. Jasne że lepiej myśleć pozytywnie niż negatywnie ale najlepiej jest myśleć zdrowo. Ale paradoksalnie może ono wywoływać stres, gdyż powoduje tak zwane nadmierne przywiązanie do efektu. Zdrowe myślenie jest najbardziej racjonalne, umiejscowione w tu i teraz, angażujące i wspierające poczucie odpowiedzialności za daną sytuację. Maultsby ułatwił nam pracę w określaniu, czy dana myśl jest zdrowa czy też nie i stworzył 5 zasad zdrowego myślenia, które brzmią następująco:

  1. Zdrowe myślenie oparte jest na faktach. (A nie na domysłach, wyobrażeniach, przeczuciach, statystykach itp.)
  2. Zdrowe myślenie pomaga chronić moje życie i zdrowie.
  3. Zdrowe myślenie pomaga osiągać zamierzone cele.
  4. Zdrowe myślenie pomaga unikać konfliktów z innymi ludźmi lub je rozwiązywać.
  5. Zdrowe myślenie pozwala mi czuć się tak dobrze jak to w tej chwili możliwe, bez żadnych substancji wspomagających, jak alkohol czy narkotyki ( Jasne jest to, że w niektórych sytuacjach trudno czuć się bardzo dobrze, można jednak czuć się choćby „do zniesienia)

 

1

 

Oto przykładowa myśl, której racjonalność i zdrowotność teraz sprawdzimy. Wyobraźmy sobie, że ktoś stracił pracę, a jego przekonanie z tym związane brzmi następująco: „Wylali mnie bo ani szef ani koledzy z firmy mnie nie lubili” Które z zasad zdrowego myślenia to przekonanie spełnia? Prawdopodobnie nie pierwsze, bo jest oparte na przypuszczeniach i domysłach, które nie muszą mieć wiele wspólnego z faktami. Również druga zasada pozostaje niespełniona, ponieważ przekonanie to prawdopodobnie powoduje stres i dyskomfort a zatem nie chroni zdrowia. Zasada trzecia? Załóżmy, że celem tej osoby jest zdobycie nowej pracy, przy przekonaniu że jest nielubiany, przy małej świadomości dotyczącej tego dlaczego u poprzedniego pracodawcy nie wyszło, może to być utrudnione. Jest wysoce prawdopodobne że takie przekonanie wpływa na nastawienie w stosunku do innych ludzi a zatem może być konfliktogenne. No i w końcu trudno czuć się na tyle dobrze, na ile to możliwe w sytuacji utraty pracy, „racząc” się jeszcze dodatkowo takimi myślami. A więc zero – taki wynik w skali otrzymuje ta myśl. A żeby przekonanie uznać za zdrowe musi ono spełniać przynajmniej 3 spośród 5 warunków. Trochę za dużo matematyki? Ćwicząc za pomocą tej metody dość szybko dochodzi się do wprawy i łatwiej intuicyjnie określić czy myśl jest zdrowa.

Zatem jedna z metod pracy z przekonaniami wygląda następująco – monitorujemy (obserwujemy, wyłapujemy, zapisujemy) myśli pojawiające się w sytuacjach, które powodują nasz dyskomfort psychiczny i określam ich poziom „zdrowia”. Wszystkie te które egzaminu nie zdały staramy się przeformułować w taki sposób, aby otrzymały przynajmniej trójkę. Następnie warto te przeformułowane myśli powtarzać kilka a nawet kilkanaście razy dziennie, tak by stały się one dla nas bardziej naturalne. To bardzo ważne, aby do nowej wersji myślenia czuć się przekonanym. Lepsze samopoczucie powinno pojawić się jako odpowiedź na tę pracę.

Jak mogłoby brzmieć przykładowe, początkowe i niezdrowe przekonanie po przeformułowaniu? Pomyślcie chwilę sami a następnie zerknijcie na moje sugestie.

 

  1. „To prawda, straciłem pracę, ale niekoniecznie dlatego że byłem nielubiany; z jednymi dogadywałem się lepiej z innymi gorze,j ale z utratą pracy pewnie bardziej związane są kłopoty finansowe firmy”
  2. „ Nie wiem jeszcze dlaczego straciłem pracę, ale wiem że starałem się ją rzetelnie wykonywać, nawet jeśli nie byłem wyjątkowo towarzyski”
  3. „ Jest mi przykro z powodu utraty pracy, ponieważ była ona dla mnie ważna, jednak postaram się nie szukać przyczyn tego tam, gdzie ich nie ma; powodów może być wiele i może być tak że nie wszystkie poznam”

 

Autor: Natalia Rucińska