Archive | Listopad 2013

Pułapki intymności, cz.3 – pułapka bezkonfliktowości.

W naszym społeczeństwie coraz więcej związków to związki partnerskie, rozumiane jako relacje symetryczne, w  których obie strony posiadają równe prawa, obowiązki, obie mogą decydować o kształcie relacji. Ich przeciwieństwem są związki patriarchalne, oparte na niesymetrycznych prawach.  Role i zadania są w nich narzucone przez tę osobę w parze, która praw ma więcej. Dobrym przykładem mogą tu być związki w świecie arabskim, w którym wolność i prawa kobiety w dużej mierze wyznacza mąż, rodzina  i religia.

Im bardziej symetryczne relacje i im większe różnice między partnerami – tym większe prawdopodobieństwo konfliktów dotyczących różnych spraw. W związku partnerskim konflikty są po prostu nieuchronne. Wbrew przekonaniom wielu par, samo występowanie konfliktów w związku jest sprawą naturalną i potrzebną. Pomagają one precyzować potrzeby i oczekiwania, komunikować o ważnych sprawach drugiej stronie i wspólnie wypracowywać nowe rozwiązania niesatysfakcjonujących sytuacji. Wiele osób jednak unika wchodzenia w jawny konflikt z partnerem. Powodów jest wiele. Konflikty są czaso- i energochłonne. Wymagają przygotowania się do konfrontacji, rozeznania we własnych potrzebach i źródłach frustracji, znalezienia czasu na rozmowę, ale też na poszukiwanie propozycji rozwiązań możliwych do zaakceptowania dla obu stron. Konflikty pobudzają też silne emocje. Konstruktywne mierzenie się z nimi pochłania mnóstwo energii potrzebnej na monitorowanie własnych emocji i hamowanie tych reakcji, które prowadziłyby do eskalacji trudnej sytuacji. Jest to wyczerpujące również z tego względu, że samo przeżywanie nieprzyjemnych emocji oraz obserwowanie takich u drugiej, bliskiej osoby skutkuje ogromnym napięciem, którego znoszenie bywa dużym dyskomfortem.

Czasem silna tendencja do wycofywania się z konfrontacji z partnerem może wynikać z bolesnych, trudnych doświadczeń z przeszłości. Jeśli ktoś jako dziecko był świadkiem lub uczestnikiem awantur i kłótni lub przeciwnie obserwował ciche dni i brak konstruktywnego dialogu rodziców, może mieć ważne psychologiczne powody, aby unikać konfliktów i wkładać dużo wysiłków w utrzymanie choćby pozorów spokoju w związku. To chroni przed odtwarzaniem takich emocji jak bezradność, przerażenie, lęk przed odrzuceniem lub rozpadem związku, ale chroni też przed uświadamianiem sobie trudnych prawd o sobie, np. kłopotów z mówieniem wprost, kłopotów z zaufaniem bliskiej osobie  czy kłopotów z powstrzymywaniem się przed ranieniem partnera itp.

6

Jak widać, mierzenie się z konfliktowymi sytuacjami jest trudne i nieprzyjemne.  To sprawia że część z nas stara się ich unikać. Taka natychmiastowa ulga wynikająca z uniknięcia konfliktu, który sobie wyobraziliśmy, staje się silną nagrodą, która w przyszłości może skutkować powtarzaniem tej strategii unikania otwartego konfliktu. Gdy wejdzie nam ona w nawyk mogą pojawić się kłopoty, a tak zwany „święty spokój” długofalowo niesie szereg zagrożeń.

  • Po pierwsze, parze  nie udaje się dojść do źródła problemu, co uniemożliwia jego rozwiązanie.  W konsekwencji problem nabrzmiewa, a emocje z nim związane nasilają się. Dodatkowo często towarzyszą im coraz bardziej nieprzychylne przekonania na temat partnera, (np. „On mnie w ogóle nie rozumie” lub „Ona nie dba o mnie”) a to coraz bardziej utrudnia otwarte wyjaśnienie konfliktowej sytuacji (i jednocześnie zwiększa chęć do jej uniknięcia).
  • Po drugie, partnerzy przestają rozeznawać się w realnych zagrożeniach czyhających na ich związek. Skoro jedna ze stron zamyka się w sobie i nic nie mówi, bardzo trudno adekwatnie reagować i budować bliskość. W konsekwencji unikamy konfliktu, ale oddalamy się od siebie.
  • Po trzecie, partnerzy nie trenują umiejętności konstruktywnego komunikowania się, empatyzowania ze swoją polówką, negocjowania i osiągania porozumienia. Przez to nie rozwijają kluczowych umiejętności interpersonalnych szalenie ważnych w budowaniu związku,. Poza tym omija ich też coś bardzo ważnego – przyjemność z osiągania pojednania. Przywracanie bliskości – moment kiedy czujemy się zrozumiani, nasze potrzeby uszanowane i kiedy możemy to samo dać drugiej osobie, jest uczuciem silnie budującym relację, przywracającym nadzieję i wiarę w związek. Osiąganie porozumienia może stać się nagrodą za trud włożony w rozwiązanie konfliktu.
  • Po czwarte, długo tłumione emocje związane z wielokrotnym unikaniem trudnego tematu mogą znaleźć w końcu swoje ujście w postaci wybuchu. Wówczas  rozmowa, która potencjalnie miałaby doprowadzić do porozumienia odbywa się w maksymalnie niekorzystnej sytuacji – bardzo silnych emocji, zgnębienia, wściekłości, rozżalenia, itp. Zazwyczaj nie jest wtedy możliwe przeprowadzenie jej w konstruktywny sposób i może się ona skończyć atakiem na partnera.  Zarówno unikanie konfliktu jak i bezpośredni atak są strategiami szkodliwymi dla związków i budowania w nich intymności.

Czy istnieje złota rada na sytuacje konfliktowe? Oczywiście nie. Wszystko zależy od dobrej woli obu stron, ale też od ich umiejętności rozwiązywania trudności i budowania porozumienia. Na szczęście takie umiejętności można rozwijać i udoskonalać.  Warto też pamiętać, że porozumienie często oznacza kompromis, a ten wymaga akceptacji faktu, że nie wszystkie nasze żądania, oczekiwania czy potrzeby będą zaspokojone. Kompromis to najczęściej  rozwiązanie jeszcze możliwe do zaakceptowania przez obie strony, ale wymagający rezygnacji z  przeforsowywania rozwiązania wymarzonego. Tu, warto zadać sobie pytanie, czy jesteśmy na to gotowi?

Reklamy

Pułapki intymności, cz.2 – pułapka obowiązku miłości.

Dziś o kolejnych fałszywych tropach na drodze do budowania prawdziwej intymności w związku.

Pułapka obowiązku kochania to rodzaj takiej przeszkody, który może pojawiać się w różnych relacjach i na różnych etapach związków. Często jest jednak najbardziej widoczny w parach mających kłopoty z zazdrością oraz w takich, w których przynajmniej jedna ze stron z różnych powodów (lęku, poczucia mniejszej wartości, odczuwania mniejszego zaangażowania po drugiej stronie, ….) próbuje przywołać, zwiększyć lub wymusić miłość przez odwoływanie się do obowiązku kochania przez partnera. Sposoby mogą być różne, czasem jest to przypominanie złożonych obietnic, deklaracji partnera, czasem odwoływanie się do praw wynikających ze statusu związku, a czasem z  wyznawanych wartości, własnych przekonań o tym jaki związek powinien być i co w nim się nam należy. Wielu ludzi jest przekonanych, że można wymóc na partnerze miłość, zaangażowanie czy lojalność.  Gdy to się nie udaje pojawiają się wyrzuty „powinieneś mnie bardziej kochać” lub „przecież obiecywałaś” lub kolejne próby wymuszenia „obiecaj, że nie spojrzysz na inną/innego”, „przyrzeknij, że nigdy mnie nie zostawisz”, itp.

Dlaczego takie strategie są pułapką?  Z kilku powodów. Po pierwsze warto odwołać się do istoty miłości, Bertrand Russell ujął to tak:  „miłość nie może być obowiązkiem, ponieważ nie podlega ona naszej woli”. Wykonywanie obowiązków podlega naszemu racjonalnemu umysłowi, często jest świadomym wyborem i w związkach niejednokrotnie wymaga odsuwania na bok emocjonalnych impulsów. Racjonalnej części umysłu możemy przypisać dbanie o konkretne zachowania (np. słuchanie swojej połówki, lojalne zachowania wobec niej), ale nie miłość czy zaangażowanie w związek, które powstają w zupełnie innej części mózgu (i serca). W większości zdrowych związków, to właśnie emocjonalne zaangażowanie pozwala na trwanie przy często trudnych racjonalnych decyzjach (choćby „ugryzę się w język i nie powiem czegoś złośliwego, bo go kocham” lub „nie zdradzę, bo nie chcę jej skrzywdzić”). Gdy posługujemy się argumentem obowiązku miłości, próbujemy odwrócić ten proces, chcemy zapewnienia o uczuciach, które wynika jednak z poczucia powinności lub prób wzbudzenia wyrzutów sumienia. Bogdan Wojciszke pisze wręcz, że:  „rozumienie miłości jako obowiązku może być zabiegiem nie tylko sprzecznym z istotą miłości, ale także to uczucie uśmiercającym”. I tu warto odnieść się do potwierdzających to wyników badań.

5

Posłużymy się tu badaniem nad efektywnością kar. Eksperyment miał sprawdzić  jakie będą długofalowe i krótkofalowe efekty kar silnych i słabych wobec osób karanych za to samo przewinienie. Okazało się, że krótkofalowe skutki obu rodzajów kar są podobne, natomiast długofalowe skutki kary słabej są silniejsze niż kary dużej.  Co to ma wspólnego z pułapką obowiązku? Otóż ten wydawałoby się zaskakujący efekt opiera się na zjawisku uzasadniania swojego zachowania. Gdy kara była niewielka łatwiej było badanym znaleźć wewnętrzne uzasadnienie do nierobienia czegoś, czego zakazywał eksperymentator. Kara była na tyle lekka, że badani chcąc zrobić to, o co prosił badacz, odwoływali się do własnych, wewnętrznych wartości i przekonań. Natomiast w przypadku kary silnej, badani czuli presję zakazu i nie robili tego z powodu obawy przez zewnętrznymi konsekwencjami. W rezultacie, gdy ryzyko poniesienia kary zniknęło, nie mieli już powodu do zachowywania się w sposób, o który prosił badacz.

Ludzie chcą myśleć o swoich działaniach jako sensownych i  uzasadnionych. To daje nam poczucie jasności i kontroli nad swoim zachowaniem. W różnych życiowych sytuacjach możemy posiłkować się dwoma rodzajami uzasadnienia:

  • Uzasadnieniem zewnętrznym – czyli robię coś lub nie robię czegoś żeby uniknąć kary, zyskać nagrodę; szukając przyczyn swoich zachowań odwołujemy się wówczas do nakazów i zakazów moralnych, powinności społecznych, reguł prawa (np. „nie kradnę żeby nie pójść do więzienia” lub „pomagam komuś, bo tego wymaga ode mnie religia, którą wyznaję”). W związku miłosnym może to przybrać formę „robię coś dla niej/dla niego, bo obiecałem/am” lub „postępuję tak, bo on/ona tego ode mnie oczekuje”.
  • Uzasadnieniem wewnętrznym – czyli robię coś lub nie robię czegoś dla przyjemności płynącej z samej realizacji działań; szukając przyczyn swoich zachowań odwołujemy się wówczas do własnych uczuć, wyznawanych wartości, decyzji (np. „nie kradnę, bo ważną wartością dla mnie jest uczciwość” lub „pomagam komuś, bo chcę myśleć o sobie, że jestem dobrym człowiekiem”). W związku miłosnym  uzasadnienie wewnętrzne może wyglądać tak: „robię coś dla niej/dla niego, bo ją/jego kocham” lub „postępuję tak, bo sprawia mi przyjemność troszczenie się o nią/ o niego ”.

Jak rodzaj motywacji może wpływać na związek i intymność w nim występującą? „Określanie własnych przyzwoitych wobec partnera działań jako rezultatu spełniania nakazów (czy to moralności czy to rozsądku) prowadzić może do spostrzegania własnych do niego uczuć jako słabszych, w istocie tak słabych, że nie wystarczają one same w sobie do działania na rzecz partnera (Wojciszke, 2006 s. 166). Działa tu podobny mechanizm, jak w przypadku dzieci nagradzanych pieniędzmi za dobre oceny. Choćby w dziecku tkwił początkowo zapał i zaangażowanie w naukę (bo to frajda, przyjemne poczucie sukcesu, pokonywania trudności, itp.), to wkrótce nawet jeśli nadal będzie przynosić piątki, będą one miały całkiem inne znaczenie (po prostu opłaca mi się uczyć). Im częściej wpadamy w pułapkę obowiązku kochania, tym mniej w nas lub w partnerze wewnętrznego przekonania i uzasadnienia do emocjonalnego angażowania się w to, czego oczekuje druga strona. Istnieje też ryzyko, że gdy zniknie choć na chwilę widmo kary, zabraknie w partnerze wewnętrznego uzasadnienia dla bycia wobec nas w porządku.

Artykuł powstał na podstawie: “Psychologia miłości” B. Wojciszke, GWP, Gdańsk, 2006

Adolescencja – blaski i cienie:)

Okres dojrzewania to okres dużej przemiany. Oprócz zmian zewnętrznych, cielesnych, zachodzą doniosłe zmiany psychologiczne. Przede wszystkim młoda osoba zaczyna dookreślać swoją tożsamość, odnajduje się w roli kobiety lub mężczyny, a także zaczyna oddzielać się od swoich rodziców, zarówno poprzez spędzanie znacznej ilości czasu ze znajomymi oraz na wybranych przez siebie aktywnościach, ale też poprzez zmianę sposobu przeżywania swoich rodziców i swojej od nich zależności. Dzięki procesowi powtórnej indywiduacji możliwe jest przekierowanie uwagi i zainteresowań z rodziny na świat zewnętrzny, w którym można poszukiwać obiektów miłości – w dłużej perspektywie partnerów do budowania własnej rodziny. Adolescencja to czas niezwykle ważny i trudny, zarówno dla młodego człowieka jak i dla jego rodziny. W domu pojawia się jakby inna osoba, znika dziecko, a pojawia się nastolatek, który musi poradzić sobie z nowymi impulsami i zadaniami: musi określić swoją tożsamość seksualną, miejsce w grupie rówieśniczej, określić nową rolę w środowisku domowym i radzić sobie w szkole. Mimo tego, że dorastający człowiek jest coraz silniejszy psychicznie wciąż boryka się z konfliktami, wobec których pozostaje czasem bezradny. Zadanie „opuszczenia“ rodziców to zadanie trudne, dom rodzinny to często miejsce atrakcyjne i bezpieczne. W celu uzyskania motywacji do „wyfrunięcia z gniazda“ nastolatek musi trochę odczarować ten obraz – znaleźć rysy, niedociągnięcia, które pozwolą mu na wybór własnej drogi  – a taka jest tylko poza rodziną pochodzenia. Młody człowiek zaczyna więc proces dewaluowania swoich rodziców i z tego powodu też cierpi gdyż rodzice są dla niego bardzo ważni i są wciąż potrzebni – tutaj może rodzić się strach o to czy wytrzymają dewaluację: czy będą wspierać mimo tego, że są opuszczani.

Ta emocjonalna burza skutkuje zachowaniami, które mogą być trudne do zniesienia dla domowników (opryskliwość, wybuchowość, zamykanie się w sobie).  Bez względu na to jak zachowuje się nasz nastolatek mamy obowiązek interesować się nim nawet wtedy, gdy nasze próby nawiązania z nim kontaktu są trudne i zniechęcające („Jak tam dzień w szkole?“ – „Normalnie“, „Co się działo?“ – „Nic“, „Możesz chcesz o czymś pogadać?“ – „Nie wiem“). Mimo wszytsko interesujmy się tym z kim spotyka się nasze dziecko, jak mu idzie w szkole, co je interesuje, czy boryka się z trudnościami. Najlepsza rada dla rodziców na ten czas to zagryźć zęby i być mimo wszystko. To się opłaci. Oczywiście dojrzewanie to nie tylko trud i łzy, są też blaski tego skomplikowanego procesu: możliwość nawiązania więzi z kimś, kto ma swoje zdanie, opinie, marzenia i plany. Być może początkowo ciężko je poznać, ale nie należy zaprzestawać prób:)

teen