Archive | Kwiecień 2013

O popularności antydepresantów – prawdziwy początek historii – Prozac

Fragmenty historii Prozacu oparłam na lekturze książki „Skutek uboczny śmierć” Johna Virapena, określanego jako „osoba wtajemniczona z kręgu Wielkiej Farmacji”. Przez 35 lat pracy w branży farmaceutycznej, w tym jako dyrektor generalny Eli Lilly and Company w Szwecji, wprowadzał na rynki wiele leków, w tym antydepresant: Prozac. W swojej książce opisuje jak korupcja, tuszowanie danych i oszustwa doprowadziły do spektakularnego sukcesu antydepresantów na rynkach, przynosząc firmom farmaceutycznym miliardy dolarów zysku rocznie.

Zacznijmy od początku. W latach 60 tych XX wieku powstała hipoteza serotoninowa, która zakładała, że istnieje pewna korzystna równowaga w poziomach serotoniny, a jej nierównowaga prowadzić może do depresji, hiperaktywności i innych zaburzeń. Podczas badań nad antydepresantami odkryto nową substancję fluoksetynę, która wpływała na poziom serotoniny – neuroprzekaźnika w układzie nerwowym. (W Polsce fluoksetyna wchodzi w skład wielu leków antydepresyjnych, np.: Seronil, Andepin, Bioxetin, Deprexetin, Fluoksetyna, Fluoxetin, Salipax, Fluxemed, Apo-Flox). Zgodnie z założeniami badaczy  miała ona przywracać równowagę poziomu serotoniny, lecz w czasie gdy wprowadzona była na rynek (lata 80 XX wieku), niewiele osób przyjmowało takie leki. Właściwie leki antydepresyjne przyjmowali wówczas głównie mieszkańcy szpitali psychiatrycznych.

Dla firmy farmaceutycznej głównym zadaniem stało się poszerzenie rynku dla tego leku. Początkowo brano pod uwagę osoby otyłe, gdyż jednym ze skutków ubocznych fluoksetyny była utrata wagi, jednak bystrym pracownikom firmy Eli Lilly and Company udało się z tego produktu zrobić hit rynkowy. Jak tego dokonali?

skutek_uboczny_smierc_okladka31_500

Czy zastanawialiście się dlaczego w ostatnich dziesięcioleciach tak gwałtownie zwiększyła się liczba osób cierpiących na depresję? Czym właściwie jest depresja?  Dzięki ogromnym kampaniom marketingowym firm farmaceutycznych w mediach co jakiś czas pojawiają się nowe choroby, o których nikt nie słyszał, dowiadujemy się tez błyskawicznie o nowych lekach na nie – w ten sposób stwarza się popyt i otwiera nowe rynki. Ta metoda zadziałała w przypadku depresji.

„Wyobraźcie sobie że moglibyście przekonać tych, którzy nie chorują, by zaczęli zażywać leki. Wtedy możliwe stałoby się osiągnięcie nowego wymiaru marketingu. Byłaby to nowa jakość sprzedaży. I właśnie taką rolę miała odgrywać fluoksetyna”. (s.79) Pod nazwą marketingową Prozac zaczęto sprzedawać ją jako polepszacz nastroju. „Dzięki fluoksetynie nastąpił nieoczekiwany zwrot. Środki na ból głowy stanowią część życia dla wielu osób, lecz zażywane są tylko po to, aby poskromić ból. A pigułka, która zapewnia dobre nastawienie do życia? Nawet nie trzeba być chorym – zawsze można ją zażyć. Zawsze przyda się zastrzyk pozytywnej energii życiowej. I to każdemu. Nawet tobie. Nie chciałbyś?”(s.108) Bardzo szybko stała się ogromnym sukcesem w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, a grono osób ją zażywających zwiększyło się o wszystkich tych, którzy chcieli czuć się bardziej radośni, pogodni, optymistycznie nastawieni do życia. Prozac okrzyknięto pigułką szczęścia.

Jak naprawdę działa ta pigułka szczęścia i o czym firmy zarabiające na antydepresantach miliardy dolarów nie informują pacjentów, już wkrótce.

Morderczy sukces

Czy brak sukcesu w życiu może być wynikiem przekonania, że sukces zabije rodzica? Brzmi to dość dziwacznie i dramatycznie natomiast jest to perspektywa niektórych teorii nieświadomościowych. Gdy przyszła z redakcji prośba o artykuł,  jedną z propozycji było przyjrzenie się sukcesowi i ograniczeniom jakie w tym obszarze stawia kobiecie społeczeństwo i jakie stawie sobie ona sama. Na społeczeństwie się nie znam, na co dzień zajmuję się wiedzą z zakresu psychopatologii człowieka aplikowaną w indywidualnych przypadkach. I w oparciu o tę wiedzę przedstawię krótko kilka pomysłów, które mogą rzucać światło na to dlaczego w życiu niektórych osób brak jest miejsca na rozmach w działanich, które mogłyby prowadzić do sukcesu przy jednoczesnej obecności pragnienia jego osiągnięcia. Zobaczmy co się dzieje, gdy w naszej wyboraźni, sukces zabija.

Według teorii psychodynamicznych człowiekiem mogą powodować nieświadome motywacje i fantazje. Mogą przybierać różne, często irracjonalne i niedorzeczne kształty. Tworzą się na bardzo wczesnym etapie rozwoju stąd ich dziwaczność i oderwanie od realności. Pisałam już w poprzednim artykule o kształtowaniu się nieświadomych fantazji, które mogą przybierać w dziecku formę przekonania, że musi ono myśleć i działać według konkretnego schematu, w innym wypadku może narazić siebie, a także swojego rodzica na cierpienie. Dziecko może odbierać świat bardzo wprost i tworzyć przekonania, które nie mają nic wspólnego z zasadami logiki stąd np. pomysły o tym, że rodzice zmieniają światła drogowe pedałami w samochodzie. Dwie współwystępujące ze sobą rzeczy dzieci mogą łączyć na zasadzie przyczynowo-skutkowej. Dziecko może też obwinić się za smutek, niezadowolenie, agresywność rodzica. Nie rozumie jeszcze na co ma wpływ, a na co nie i może dokonać nieracjonalnych przyporządkowań. Jeśli mama na złe zachowanie dziecka reaguje bólem głowy i np. kładzie się do łóżka na cały dzień, wówczas dziecko może mieć poczucie, że jego zachowanie realnie krzywdzi rodzica, zabiera mu zdrowie, a w bardziej dramatycznej odsłonie nawet i życie. A dziecku rodzic jest potrzebny żywy! Dziecko potrzebuje jego obecności i jego miłości, i jest w stanie zrobić wiele by to sobie zapewnić. Dlatego nie przechodzi obojętnie obok możliwości, że jego działania mogły skrzywdzić rodzica. Przeżywa poczucie winy i strach, że rodzic w odwecie opuści je lub w inny sposób pozbawi swojej miłości. Dlatego woli zaniechać pewnych zachowań. Zmienia się to trochę w okresie dojrzewania kiedy separujemy się od rodziców i zaczynamy dostrzegać, że niewypełnianie wymagań rodziców (tych realnych i tych antycypowanych) wcale nie ma tragicznych skutków, zaczynamy rozumieć, że rodzice nie są już niezbędni do przetrwania. Dzięki temu zyskujemy na poczuciu wolności i niezależności. Możemy postępować odważniej. Jednak bywa tak, że separacja się nie powiedzie i na poziomie psychicznym pozostajemy zależni a fantazje o naszym wpływie na innych ludzi towarzyszą nam przez całe życie, przechowywane na nieświadomym poziomie naszego życia psychicznego. Stamtąd zarządzają naszym zachowaniem, naszymi wyborami, naszym samopoczuciem.

Przekonanie, że nasze poczynania (np. dążenie do sukcesu) mogą mieć mordercze skutki jest jedynie nieświadomą fantazją. Nikt przy zdrowych zmysłach, nie miałby chyba wątpliwości, że odnoszeniem sukcesów krzywdy zrobić się nie da. Jednak nie o zmysły i racjonalność tu chodzi, a o nieświadomość. Między innymi ten temat porusza w swojej książce pt. “Matka, madonna, dziwka. Idealizacja i poniżenie macierzyństwa” Estela Welldon. Autorka skupia się przede wszystkim na kobietach i porusza tematy kobiecej perwersji, seksualności, agresji, wewnętrznych ograniczeń. Pisze o tematach trudnych i ważnych, rozprawia się ze stereotypowym obrazem kobiety i z pewnością skłania do zastanowienia. Welldon zwraca uwagę również na problem kobiecego sukcesu i wskazuje na to, że sukces wymaga inicjatywy, która wciąż jest kojarzona ze światem męskim. Bywa tak, że kobieta, która osiąga sukces przeżywa rodzaj konflitku gdyż ma poczucie wkroczenia na “męskie” terytorium i przeżywa zakłopotanie związane ze swoją kobiecością. Czy możliwe jest bycie kobietą w męskim świecie? Powoduje to, że nie potrafi w pełni docenić swoich dokonań albo odczuwa irracjonalne poczucie winy albo lęk. Może być to również lęk przed odwetem – ze strony mężczyzn, ale też ze strony matki. Jeśli matka kobiety nie realizowała się na polu intelektualnym – czy to ze względów dyspozycyjnych czy ekonomicznych – kobieta może odczuwać przymus lojalności, który realizuje poprzez nie odnoszenie sukcesu lub poprzez trudności w jego osiągnięciu. Kobieta może dewaluować swoje zdolności intelektualne nawet jeśli ma osiągnięcia zawodowe, naukowe itp. Może też realizować się intelektualnie do pewnego momentu, rezygnując z awansu lub też podejmowania działań, które mogłyby rozwinąć jej karierę. Wewnętrzny, nieświadomy “głos” może podpowiadać, że “już wystarczy”. To forma nieświadomej, irracjonalnej groźby, że ten sukces zniszczy miłość rodzica, który – ujmując rzecz potocznie – “pęknie z zazdrości”. Taki nieświadomy stosunek do sukcesu może powodować, że osoby kreatywne i inteligentne tkwią na nudnych i niesatysfakcjonujących posadach, mając co jakiś czas niejasne podjerzenie, że mogłyby żyć lepiej.

Wygląda na to, że wolimy odebrać sobie możliwości intelektualne, wmówić brak kompetencji i zwyczajnie głupotę po to by wieść życie, które nie zagrozi obrazowi rodzica, które w naszej fantazji go ochroni i nie wzbudzi lęku, że zostanie nam odebrane to, co tak dla nas ważne. Tak jakby bliskie relacje mogły być utrzymane tylko wtedy gdy jesteśmi nieszczęśliwi. Trzymamy się wówczas za ręcę, stoimy w jednym szeregu. Gdy jesteśmy szczęśliwi – nie wiemy co zrobić i boimy się odwetu, ludzkiej zawiści lub jak napisano – utraty miłości. Pragnienie miłości i akceptacji jest bardzo naturalne, ale może też przysporzyć wielu kłopotów gdy łączy się ze zbyt dużą ilością warunków. Definicje tych warunków są wypadkową postaw rodziców i naszej dziecięcej kreatywności. Każdy ma taki “słownik” na własny użytek. Warto go poznać i w kilku miejscach zaktualizować definicje.