Archive | Wrzesień 2012

Poznać siebie poprzez grupę

Bycie częścią grupy to nie przelewki. Każdy gdzieś należy i przez te „należności“ ma tyle zysków co i kłopotów. Można dostać akceptację, podziw, możliwość wspólnej pracy, a nawet przyjaźń i miłość. Z drugiej strony jest presja, czasem przykry konformizm, groźba odrzucenia.

Bycie z innymi to poznawcze i emocjonalne wyzwanie. Sposób w jaki odnosimy się do świata warunkuje to jak świat odnosi się do nas. Każdy tworzy sobie wewnętrzną interpretację tego jacy są inni: przyjaźni, hojni, groźni czy niedostępni.

Emocjonalny stosunek do otaczającej rzeczywistości zaczyna się tworzyć od narodzin. Doświadczenie bycia w kontakcie z drugą osobą jest wówczas bardzo intensywne gdyż jako niemowlę człowiek nie wie jeszcze kim jest. Nie wie do końca, że jest. Nie rozróżnia swojego świata wewnętrznego od zewnętrznego. Wszystko jest zlane i niemowlę doświadcza rzeczywistości poprzez swojego opiekuna, do którego nie potrafi się zdystansować i bez którego nie może przetrwać. Można założyć, że człowiek w tym okresie przeżywa na zmianę dwa skrajne stany: ekstazę i przerażenie. Doznaje zaspokojenia poprzez otrzymywaną opiekę albo przeżywa strach w związku z przeżywanym dyskomfortem, którego nie potrafi zrozumieć i z którym nie potrafi samodzielnie sobie poradzić. Do tego potrzebuje drugiej osoby, najczęściej jest to matka. Ona uczy go rozumienia zarówno świata zewnętrznego jak i świata wewnętrznych przeżyć. Dzięki temu dziecko może wytworzyć własny regulator poznawczo-emocjonalny, dzięki któremu w przyszłości będzie samodzielne.

W zależności od tego jaką opiekę otrzymuje niemowlę, zaczyna tworzyć sobie obraz świata i ludzi, jako zaspokajających i dobrych lub jako wrogich. Oczywiście wychowując się w przyjaznych okolicznościach mamy większe szanse na wykształcenie w sobie zaufania do świata i siebie, jednak interpretacja rzeczywistości może być bardzo różna i zaskakująca, w dużej mierze zależy od dziecka, od jego temperamentu i innych elementów, których wciąż nie znamy i których możemy się jedynie domyślać. Dlatego bywa tak, że możemy borykać się z różnymi problemami emocjonalnymi czy interpersonalnymi mimo tego, że nasze domy nie należały do najgorszych, a nasze dzieciństwo było całkiem znośne, albo i wyśnione. Wciąż mogą zamieszkiwać nas obiekty (obrazy innych), które mogą być nieprzyjazne i które mogą wpływać na to jak postrzegamy aktualne otoczenie.

Używanie takiej dziecięcej perspektywy nie jest świadomym działaniem, to silny schemat, który uruchamia się bez naszej woli i który często jest nieadekwatny. Może on spowodować, że niewinną uwagę znajomego potraktujemy jak wrogi atak, a telefoniczne milczenie od kogoś bliskiego, jako sygnał o utracie jego miłości, choć może być to jedynie wynik jego roztargnienia.

Niekiedy problemy wynikające z nieadekwatnego rozpoznawania rzeczywistości mogą być na tyle poważne, że wymagają interwencji psychiatrycznej. Dzieje się tak wówczas gdy człowiek traci dystans do swoich przekonań i traktuje je jako jedyną, słuszną prawdę, nawet jeśli zawiera ona przekonanie o pozaziemskich interwencjach. Czasem nasze wewnętrzne schematy powodują tylko nieliczne nieporozumienia, które nie są niszczące i nie wpływają zasadniczo na jakość naszego życia. Pośredni stan, to taki, w którym widzimy, że utrudniamy sobie życie ale nie potrafimy przestać i przez to cierpimy – to sprawa na terapię. Na terapii możemy lepiej poznać siebie, świat swoich nieświadomych motywacji i nauczyć się nowych form myślenia, zachowania. Możemy to również zrobić poprzez udział w specjalnie do tego stworzonej grupie. Warsztaty, szkolenia, treningi interpersonalne to bardzo skuteczne formy uczenia się. Dłuższe formy takich grup mogą być doskonałym sposobem na rozpoczęcie drogi lepszego rozumienia siebie, tego co się czuje i dlaczego, a przez to uzyskanie większej kontroli nad swoim życiem, samopoczuciem, wyborami.

Udział w grupie, której celem jest poznawanie siebie może być wyjątkowym doświadczeniem, ale jak pisałam na początku przynależność do grupy to nie w kij dmuchał. To samo tyczy się grup rozwojowych. Niektórzy mają przed nimi obawy. I słusznie. Każda sytuacja, w której decydujemy się na odsłaniania siebie, bez względu na to jak głębokie, naraża nas na możliwość przeżycia czegoś nieprzyjemnego. Możemy doświadczyć braku zrozumienia. Dlatego tak ważne jest by decydując się na taką formę nauki z ogromną przytomnością wybierać miejsca, w których są one oferowane. Musimy mieć pewność, że osoba, która prowadzi taką grupę (trener, psychoterapeuta) ma odpowiednie kwalifikacje (ukończoną szkołę trenerów, szkołę psychoterapii) i poddaje swoją pracę superwizji. Dlaczego? Dlatego, że osoba, która prowadzi grupę musi mieć świadomość tego jakimi prawami rządzi się praca grupowa, z jakimi sytuacjami może się wiązać i co robić, by udział w grupie był dla jego uczestników bezpieczny i korzystny. Musi wiedzieć co dzieje się w grupie. A dzieje się dużo.

W grupie uczestniczyć może od kilku do kilkunastu osób. Każda z nich wnosi swoją osobowość, nastawienia, nadzieje, obawy i problemy. Każda chce się czegoś nauczyć, czegoś doświadczyć, poradzić sobie ze swoim problemem: „jestem samotny“, „nie mogę się nikim związać“, „ciągle popadam w te same konflikty“, „nigdy nie zagrzewam nigdzie miejsca“ itp. Co więcej każdy uczestnik będzie odtwarzał zgłaszane przez siebie problemy w relacji do reszty uczestników. „Samotny” będzie się izolował, „konfliktowy” kłócił, a ten z brakiem wytrwałości będzie chciał opuścić grupę przed jej końcem. Żaden z nich nie zrobi tego świadomie, każdy zrobi to co zawsze, mimo świadomości swoich tendencji. Wiedza nie leczy! Leczy doświadczenie i relacja.

Tak więc uczestnicy odtworzą na grupie swoje schematy, ale tym razem będą mieli okazję im się przyjrzeć. Grupa pokaże uczestnikowi gdzie popełnia błąd i co powtarza. Co ważne zrobi to życzliwie, tak by zainteresowany mógł zrozumieć swój schemat i stojący za nim lęk. Bo o ten lęk chodzi najbardziej. Uświadomienie komuś, że wciąż lgnie do ludzi, którzy go odrzucają to dopiera połowa drogi, dopiero zbadanie jaki lęk za tym stoi pozwoli zrozumieć takie wybory. Często bywa, że ci, którzy deklarują ogromną potrzebę bycia w związku, której realizację uniemożliwia im (w ich mniemaniu) jedynie pech napotykania niewłaściwych ludzi, tak naprawdę panicznie boją się przywiązania i nie chcą z nikim być. Przewrotność naszej natury bywa osłupiająca. Samemu nie sposób się rozszyfrować, do tego potrzebujemy innych. Kiedyś potrzebowaliśmy do tego matki, teraz po prostu innych ludzi, którzy posłużą za lustro, dzięki któremu będziemy mogli zobaczyć o co tak naprawdę nam chodzi i jak to bezpiecznie zrealizować. Grupa może to zapewnić, może pomóc nam rozpocząć ten proces. I to jest jej nieoceniona wartość. Myślę, że to jedna z najbardziej wartościowych form uczenia się, która może pomóc znaleźć drogę do tak zwanego szczęścia. Nie jest to droga usłana różami, ale nikt nie powiedział, że ma być łatwo.

 

 

Reklamy

Antydepresanty – jak firmy farmaceutyczne kreują rzeczywistość

Większość lekarzy i nieliczna grupa pacjentów cierpiących na depresję czerpie swoja wiedzę o skutecznych metodach walki z nią z publikowanych danych na temat skuteczności leków antydepresyjnych w fachowych czasopismach medycznych. Można tam znaleźć liczne, dobrze udokumentowane badania nad wysoką skutecznością ich stosowania i statystyki potwierdzające ich medyczne działanie.

Mam jednak wrażenie, że wyniki tych danych nie idą w parze z moim doświadczeniem. Znam wiele osób przyjmujących leki antydepresyjne, których stan poprawia się nieznacznie lub na krótko. Znam osoby, które przyjmują takie leki latami, uzależniając się od nich. Znam też osoby, których depresja pogłębia się pod wpływem obaw, co mogłoby się stać, gdyby przestały je brać. Niestety znam też historie osób, których lekarze uprzedzili, że leki antydepresyjne będą musiały brać do końca życia.

W tej sprawie mój pogląd jest pewnie bardzo subiektywny, jednak chciałabym przytoczyć wnioski kogoś bardziej obiektywnego. Kirsch, naukowiec, badacz statystyki i efektu placebo –  autor książki „Nowe leki cesarza. Demaskowanie mitu antydepresantów”   (Wydawnictwo Zielone Drzewo, IPZ PTP 2011) chcąc przyjrzeć się dokładnie wynikom badan nad skutecznością leków antydepresyjnych,  nie poprzestał na publikowanych w czasopismach medycznych badaniach. Dlaczego? Kirsch przytacza: „Raport przygotowany prze władze szwedzkiej Agencji Produktów Medycznych (MPA) wskazuje, że aż 40% wyników testów klinicznych dotyczących antydepresantów nie jest publikowanych. Generalnie tendencja jest taka, że wyniki badań zakończonych sukcesem są publikowane, a w przypadku badań zakończonych niepowodzeniem – nie są one publikowane ” (s.36) – efektem jest skłonność czytelników do przeceniania skutków działania leków, gdyż nie mają oni możliwości ocenić ich na podstawie wszystkich istotnych danych.

Wobec tego, chcąc sprawdzić jak wygląda to na rynku amerykańskim Kirsch skorzystał z prawa, jakie daje amerykańska ustawa o swobodzie dostępu do informacji w celu uzyskania wszystkich wyników badań klinicznych przesłanych przez firmy farmaceutyczne do Urzędu ds. Żywności i Leków w USA (FDA), w toku procesu uzyskiwania zgody na wprowadzenie nowych leków na rynek. Firmy farmaceutyczne mają obowiązek informować ten urząd o wszystkich badaniach prowadzonych na lekach, zatem wyniki otrzymane z przeglądu wszystkich tych badań powinny dać obiektywny ogląd skuteczności i działania leków antydepresyjnych.

Kirsch zauważył podobną tendencję o jakiej donosił raport  szwedzkiej Agencji Produktów Medycznych. Tylko cześć z realizowanych badań była publikowana w fachowej prasie medycznej, w znacznej mierze publikowano wyniki tych badań, które potwierdzały skuteczność leków antydepresyjnych. Wyniki większości testów klinicznych nie potwierdzające ich skuteczności nigdy nie trafiały do wiadomości lekarzy i pacjentów.

Co się okazało po przeanalizowaniu wszystkich badań? „Analizując dane uzyskane z FDA, zarówno na temat badań publikowanych, jak i niepublikowanych, odkryliśmy nawet mniejszy efekt działania leków, niż w naszych analizach danych, zawartych w publikacjach. Nasze analizy wskazują, że 82% reakcji na przyjmowane leki wywołanych zostało także przez neutralne placebo. Konwencjonalna interpretacja wskazuje, że mniej niż 20% reakcji na antydepresanty to skutek zażywania leków” ( s.39)

Analiza danych udostępnionych przez Urząd ds. Żywności i Leków w USA (FDA) pozwoliła też na odkrycie sposobu działania firm farmaceutycznych sprzedających leki antydepresyjne. Kirsch wymienia wśród nich:

  • „Wstrzymywanie negatywnych wyników badań przed ich opublikowaniem
  • Publikowanie wielokrotnie tych samych pozytywnych wyników badań
  • Publikowanie tylko kilku wyników z wielostronnych badań
  • Publikowanie danych inne niż te, które zostały przedstawione FDA (s. 51)”

Wszystkie cytaty pochodzą z książki I. Kirsch, „Nowe leki cesarza. Demaskowanie mitu antydepresantów”   (Wydawnictwo Zielone Drzewo, IPZ PTP 2011)

Miłośnik psychologiczny cz. 5, czyli zaawansowane przepisy na kłótnię stulecia ;)

Dla tych, którzy opanowali już strategie proponowane w poprzednim odcinku, dziś porcja kolejnych technik na niezłą awanturę.

Najczęściej zdarza się, że emocje towarzyszące nam przed rozpętaniem kłótni są całkiem inne od tych, które pokazujemy podczas jej trwania. Zazwyczaj jesteśmy zranieni, zawiedzeni, smutni, zazdrośni, przestraszeni czy rozżaleni. Jednak zbierając siły do walki, pod żadnym pozorem nie możemy dopuścić ich do siebie. Doskonale sprawdzającą się strategią jest prowadzenie ze sobą takiego dialogu wewnętrznego, który pobudzi w nas pokłady złości, irytacji i wściekłości na partnera/kę. Pomocne wtedy staje się zapominanie o wszystkich tych momentach, wydarzeniach i zachowaniach naszej drugiej połówki, które mogłyby świadczyć o tym, że kocha, pamięta, dba. W ich miejsce rozpamiętujemy wszystkie chwile rozczarowania, błędów i nieudolności partnera/ki – tak, aby rozdrażnienie i gniew przesłoniły nam realny obraz związku.

1.      Zaciemnianie uczuć złością – towarzyszące nam uczucia smutku, żalu, rozczarowania, zazdrości, samotności, lęku  pomijamy!

Kolejnym sposobem, który doskonale się sprawdza wywołując w związku nieporozumienia i kłótnie, jest domaganie się osobowościowych zmian w partnerze/ce. Jeśli skupimy się tylko na zachowaniach, które chcielibyśmy, aby się zmieniły – nasz/a ukochany/a może otrzymać zbyt jasną wskazówkę o co nam chodzi. Dlatego dużo skuteczniejsze jest odnoszenie się do całościowych, subiektywnych i trudnych do realizacji zmian. Np. „Chciałabym żebyś był dla mnie inny” lub „Nie bądź taka czepialska” albo „Bądź bardziej romantyczny”, lub „Bądź bardziej towarzyska”. Liczy się to, aby oczekiwanie jakie wyrażamy było możliwie mało precyzyjne, w dodatku uderzało w cechy trudne do zmiany, wywołując poczucie dezorientacji drugiej strony.

 

2.      Domaganie się zmian osobowości  zamiast mówić o oczekiwaniach związanych z  zachowaniem, liczymy na zmianę postawy życiowej, cech charakteru, temperamentu.

Kolejna metoda jest pewnie stara jak świat, natomiast wciąż niezwykle popularna i dająca piorunujący efekt. Zastosowanie groźby lub szantażu daje niemal 100-procentową pewność, że  nasza połówka zareaguje emocjonalnie (gniewem, napięciem). To w efekcie przeniesie nas na zupełnie nowy poziom kłótni – nie odnoszącej się do faktów i poszukiwania konstruktywnych rozwiązań. Zamiast tego wysiłki obu stron zostaną skoncentrowane na rozładowywaniu złości, wzajemnych oskarżeniach i doświadczaniu zranień. Cena być może wysoka, ale efekt w postaci nieziemskiej kłótni – gwarantowany.

3.      Uciekanie się do gróźb i szantażu

Ostatnia wskazówka: każdy konflikt może eskalować. Jak to zrobić? Kluczowe jest tu nasilanie wcześniej opisanych zachowań, reakcji i komunikatów, powtarzanie tych samych fragmentów kłótni, koncentrowanie się na emocjach, zamiast na szukaniu rozwiązania, podkreślanie różnic, braku wspólnej płaszczyzny z partnerem/ką oraz czerpanie satysfakcji/ ulgi z gwałtownego odreagowywania swojej złości.

4.      Eskalacja konfliktu

Jeśli jednak tytuł zwycięzcy wydaje się Wam mało atrakcyjny, a pole walki  wolelibyście zamienić na bardziej romantyczną scenerię, to… unikajcie tego przepisu jak ognia! 😉

Zapraszamy do udziału w grupie psychoedukacyjno-rozwojowej „Miłośnik psychologiczny”. Grupa skierowana jest do osób – kobiet i mężczyzn – pragnących w świadomy, dojrzały sposób budować związki z ważnymi dla siebie ludźmi. Jest to też miejsce dla tych, którzy w poszukiwaniu drugiej połówki wciąż powtarzają te same, nieskuteczne strategie oraz dla tych, którzy w swoich dotychczasowych relacjach nie znajdują spełnienia i satysfakcji.
Start grupy 17.05. Więcej szczegółów w linku poniżej.
ZAPRASZAMY!

http://www.blizej.com.pl/psychoedukacja.html