Archive | Sierpień 2012

Miłośnik psychologiczny cz. 4, czyli przepis na kłótnię stulecia ;)

Dzisiejszy odcinek poświęcony będzie przeglądowi strategii i sposobów jakie ludzie będący w związkach stosują w kłótniach, aby wyjść z nich zwycięsko. Choć już w swych założeniach znajdujemy się na manowcach (bo w końcu większość z nas chce się dogadać i nie toczyć ciągłych bojów o mityczne skarpetki na podłodze), to jednak obserwacje wskazują, że większość z nas kłóci się o ustalenie kto ma rację („a nie mówiłam/em!”) i winę (tu kilka wariantów: „wszystko przez ciebie”, „to twoja wina”, „gdyby nie ty!”), co niechybnie prowadzi nas do pierwszej i kluczowej reguły .

1.       Nie odpuszczaj dopóki nie ustalicie kto jest winny i kto miał rację. Jeśli partner/ka zbyt szybko zgodzi się z tobą, nie daj zbić się z tropu! Wówczas zawsze możesz sięgnąć po sprawdzone sprawy z przeszłości i ustalać winę partnera tak długo, aż nie zmorzy was sen/ głód/ komornik… Wprawdzie na koniec całej awantury nie będziecie w stanie przypomnieć sobie o co poszło, ale za to miano zwycięzcy…bezcenne!

Kolejnym sposobem, który doskonale się sprawdza, w celu wywołania dzikiej kłótni jest wybranie odpowiedniego momentu.  Warto być czujnym i wyczekać taki moment, w którym partner będzie osłabiony i łatwiej będzie go zaatakować. Czyhaj więc i obserwuj.

2.      Złe wyczucie czasu – najłatwiej o wybuch, gdy twój partner jest zmęczony, głodny, źle się czuje, śpieszy się, wykonuje ważne zadanie, jest późno, jesteście w miejscu publicznym …. Każdy z tych kontekstów sprzyja gwałtownemu wybuchowi gniewu ze strony partnera i zapewnia nam jego czynny udział w kłótni. Gdy partner jest już na nas rozzłoszczony, możemy wrócić do reguły pierwszej i wygarnąć mu, że jest winien nieuzasadnionemu wybuchowi, gdy my chcemy tylko spokojnie porozmawiać… 😉

Czasem może się jednak zdarzyć, że to my jesteśmy stroną unikającą kłótni, a nasz partner wciąż i wciąż zamęcza nas propozycjami rozmów, ustaleń, zaczepia do niewygodnych dyskusji. W takich sytuacjach bierzemy partnera sprytem, pozwalamy mu uwierzyć, że to on jest inicjatorem całego zamieszania, a my w tym czasie stosujemy partyzancką technikę:

3.       Stosowanie uników – naszym zadaniem jest odwlekanie ważnej rozmowy tak długo, jak to możliwe, frustrując i wyczerpując partnera, aż do momentu, kiedy nie wytrzyma i wybuchnie. Osłabiając w ten sposób wroga możemy doprowadzić do skumulowanej kłótni o imponującym zasięgu!

Kolejny sposób wymaga wprawdzie wysiłku i przygotowań, ale doskonale działa za to na dezorientację partnera i przedłużanie konfliktu, który prawie dogasa. Technika ta pomaga też trenować pamięć, gdyż polega ona na zapamiętywaniu wszelkich błędów, pomyłek, słabości partnera/ki . Najlepsze efekty kłótnio-rodne daje ta strategia wtedy, gdy udaje się nam skupić na tyle, aby przypomnieć sobie przewinienia partnera  od momentu poznania się, po dziś dzień (wytrwali mogą też prognozować kolejne błędy w przyszłości). Jej mottem jest „już ja to sobie zapamiętam!”

4.  Podnoszenie zbyt wielu kwestii naraz – wymienianie nieskończonej listy błędów partnera, nawet z dalekiej przeszłości, zaciemniając cel i zaprzepaszczając możliwość porozumienia się w sprawach teraźniejszych.

Na dziś tyle, a niedługo kolejne taktyki na dobrą kłótnię z poziomu zaawansowanego! 😉

Zapraszamy do udziału w grupie psychoedukacyjno-rozwojowej „Miłośnik psychologiczny”. Grupa skierowana jest do osób – kobiet i mężczyzn – pragnących w świadomy, dojrzały sposób budować związki z ważnymi dla siebie ludźmi. Jest to też miejsce dla tych, którzy w poszukiwaniu drugiej połówki wciąż powtarzają te same, nieskuteczne strategie oraz dla tych, którzy w swoich dotychczasowych relacjach nie znajdują spełnienia i satysfakcji.
Start grupy 17.05. Więcej szczegółów w linku poniżej.
ZAPRASZAMY!

http://www.blizej.com.pl/psychoedukacja.html

Reklamy

Twórcami pojęć id, ego i superego są angielscy tłumacze. Czy mistrz śpi spokojnie?;)

Id, ego i superego nie są terminami wprowadzonymi przez Freuda. Twórcami pojęć są… tłumacze angielscy, którzy wprowadzili sztuczną terminologię i zamieszanie do teorii. Freud nie tak nazwał wyszczególnione przez siebie elementy psychiki ludzkiej. Twórca psychoanalizy miał w zamiarze wprowadzić metodę, która służyć będzie do poznawania siebie i jako że miała zajmować się treściami osobistymi miała też brzmieć osobiście. Język psychoanalizy miał posługiwać się codziennymi słowami i w ten sposób pokazywać jej odbiorcy, że jest dla niego i opisuje jego życie wewnętrzne. Do opisania procesów psychicznych Freud wybrał słowa, jakich uczymy się w pierwszej kolejności: „ja“ i „to“. Nadał im w języku niemieckim formę rzeczownikową: das Ich oraz das Es. Das Es obejmowało znaczeniem to, co w człowieku niewiadome/ nieświadome. Das Ich to część świadoma, posługująca się wolą. Bettelheim tłumaczy:

Rozróżnienie między ja a tym jest dla nas bezpośrednio zrozumiałe i jasne, i nie wymaga żadnych zgoła psychologicznych wyjaśnień […]Gdy na przykład powiadamy: „ja poszedłem tam“ to wiemy, co uczyniliśmy i z jakich powodów. Kiedy natomiast mówimy: „popchnęło mnie to w tym kierunku“, dajemy wyraz poczuciu, że coś w nas – nie wiemy, co – zmusiło nas do określonego działania.

Podobnie rzecz się ma z superego (wewnętrzna instancja kontroli, coś na kształt sumienia), czyli das Uber – Ich (Nad Ja). Najważniejszy człon w tym terminie to Ich czyli Ja, gdyż ma wskazywać na to, że każdy człowiek jest twórcą swojego „Nad Ja“. Pozwala to na zachowanie emocjonalnego stosunku do tego pojęcia i na zrozumienie, że jesteśmy pod wpływem wymogów własnych, stworzonych w odpowiedzi na to, czego doświadczyliśmy w ciągu życia i jak zrozumieliśmy to doświadczenie.

Tworzenie pojęć to zatracanie więzi z rzeczywistością. Tego najwyraźniej Freud chciał uniknąć.

Tłumacze wytłumaczcie się!:)

Ps. Informacja została zaczerpnięta z wprowadzenia do książki B.Bettelheima „Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni“ (Doskonała lektura!)