Archive | Lipiec 2012

O psychoterapii… po ludzku. Odcinek 1.

W nowym cyklu krótkich artykułów postanowiłem przybliżyć nieco psychoterapię w sposób przystępny i zwięzły. Gdy zapoznaję się z różnymi tekstami na wspomniany temat, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że brakuje trochę takiego podejścia do opisu psychoterapii, które z jednej strony byłoby wyczerpujące i konkretne, a z drugiej – proste w odbiorze. Wydaje mi się, że z całej masy publikacji z tego zakresu można wyodrębnić dwa nurty. Pierwszy, to techniczne i specjalistyczne podręczniki lub artykuły bardziej przeznaczone dla samych terapeutów. Drugi, to coś, co określam mianem „literatury poradniano-rozwojowej”, która pomija kwestię tego, co dzieje się podczas psychoterapii, a raczej stawia na opis lub wskazówki dotyczące „odnajdywania siebie”, „samopomocy”, „rozwoju osobistego” itd. Manewrując między jednym a drugim nurtem można czasem natknąć się na niewielką wysepkę pisarstwa skupionego na zagadnieniu psychoterapii – ale prostego w formie i wprost odpowiadającego na często nurtujące ludzi pytanie: „Co właściwie dzieje się na tej całej terapii?!” Dla zainteresowanych – wysepka ta, to mi. in. książki Irvina Yaloma.

Brak przystępnego opisu terapii dla nieprofesjonalistów powoduje często dezorientację. W swojej pracy, podczas pierwszego spotkania z nową osobą szukającą pomocy, często spotykam się z pytaniem :„Ale jak taka terapia wygląda?” – można powiedzieć, że jest to właściwie norma. Czasem, nie wiedząc wiele o formie i procesie terapii można mieć oczekiwania, które, niestety, nie mogą być przez psychoterapeutę spełnione. A to z kolei może skutkować rozczarowaniem. Mam nadzieję, że moje artykuły rozwieją różne wątpliwości i spowodują, że dezorientacja będzie o wiele mniejsza 🙂

Zacznijmy zatem od podstaw.

Czym w ogóle jest psychoterapia? Najogólniej rzecz ujmując, jest to spotkanie jednej osoby – psychoterapeuty (profesjonalisty, przeszkolonego i przygotowanego do wykonywania tego zawodu) z osobą (lub osobami), która przeżywa taki rodzaj cierpienia, z którym samodzielnie nie potrafi się uporać. Podczas spotkań terapeuta stwarza warunki do tego, by osoba cierpiąca zmieniła w sobie to, co przyczynia się do cierpienia.

Z tej definicji wypływa kilka istotnych założeń:

  1. Psychoterapia jest metodą leczenia dla osób przeżywających długotrwałe cierpienie, najczęściej o charakterze emocjonalnym (lęk, rozpacz, gniew). Metoda ta jest czymś innym niż coaching lub wspomaganie rozwoju osobistego, które skierowane są z kolei do osób nie przeżywających cierpienia.
  2. Cierpienie emocjonalne może być spowodowane: (a) zaburzeniami emocjonalnymi, np. fobie, depresja; (b) zaburzeniami zachowania, np. nałogi, zaburzenia odżywiania, zaburzenia seksualne; (c) stylem życia – powtarzającymi się wyborami życiowymi, które nie przynoszą satysfakcji.
  3. Celem psychoterapii jest redukcja cierpienia.
  4. Terapeuta stwarza warunki do samodzielnego dokonania zmian w sobie u Klienta. Nie udziela wskazówek, nie podpowiada „jak żyć”, nie jest „przewodnikiem duchowym”. Za pomocą wiedzy psychologicznej oraz umiejętności kontaktowania się z drugim człowiekiem pomaga zrozumieć istotę cierpienia, a następnie dokonać takiej zmiany, która przyczyni się do zmniejszenia cierpienia.
  5. Psychoterapia jest spotkaniem opierającym się o rozmowę. Jest to jednak specyficzny rodzaj rozmowy, któremu zawsze przyświeca nadrzędny cel terapii – redukcja cierpienia.

Definicja i założenia są uniwersalne i pasują do rozumienia psychoterapii wielu szkół terapeutycznych. W dalszych artykułach będę natomiast opowiadał o formie i procesie terapii z punktu widzenia terapii integracyjnej. Czym jest terapia integracyjna – o tym napiszę w drugiej części.

Reklamy

Eksperyment więzienny – historia najbardziej kontrowersyjnego badania w psychologii

Przyszła pora na jeden z najsłynniejszych psychologicznych eksperymentów i jednocześnie jeden z najbardziej kontrowersyjnych i nieetycznych w dziejach badań nad ludzką naturą.

Eksperyment więzienny, przeprowadzony przez Philipa G. Zimbardo na Uniwersytecie Stanfordzkim w roku 1971 miał przynieść odpowiedzi na pytania dotyczące więziennictwa i jego wypaczeń. W tamtym czasie dominowało myślenie, że za złe warunki, przemoc, brutalność, dehumanizację i poniżanie występujące w większości więzień na świecie odpowiadają pewne wrodzone cechy populacji więźniów (skoro łamali prawo, byli impulsywni i agresywni na wolności, to reagują tak samo w zamknięciu) i populacji strażników (osoby, które wybierają ten zawód są niewrażliwe i sadystyczne).

Aby sprawdzić prawdziwość tej koncepcji, Philip G. Zimbardo zaplanował następujące badanie. W piwnicach uniwersytetu skonstruowano prowizoryczne więzienie, które jednak miało zostać zaludnione wyłącznie przez osoby nie różniące się od reszty społeczeństwa, czyli nie posiadające tych cech, które z reguły przypisuje się więźniom i strażnikom. W tym celu do badania wybrano normalnych, przeciętnych studentów. Następnie losowo dobrano ich do grupy strażników lub więźniów; „w żadnej z tych grup nikt nie popełnił w przeszłości przestępstwa, nie miał zaburzeń emocjonalnych, defektów fizycznych, ani nawet braków intelektualnych czy problemów natury społecznej”. W sumie w eksperymencie wzięło udział 22 studentów, białych, pochodzących z klasy średniej, nie znających się wcześniej. Wszystkim powiedziano, że role strażników i więźniów zostały przydzielone losowo i wszyscy dobrowolnie zgodzili się pełnić dowolną z tych ról. Eksperyment zaplanowano na dwa tygodnie, a każdy z uczestników miał otrzymać po 15 dolarów za każdy dzień badania.

P. Zimbardo wraz zespołem konsultantów zadbał o stworzenie warunków psychicznych i fizycznych, które wiernie miały odzwierciedlać realia więzienne. I tak:
– skonstruowano pomieszczenia w taki sposób żeby dawały poczucie więzienia (w oknach pojawiły się kraty, w ich wnętrzach znajdowały się tylko łóżka z materacami)
– strażnicy mieli pewien zakres swobody w sprawowaniu nadzoru nad więźniami, w „więzieniu” pracowali we trzech, po 8 godzin dziennie, resztę czasu spędzali we własnych domach
– więźniowie przebywali 24h w „więzieniu”, po trzech w jednej celi
– strażnicy mieli realizować cel: zachować porządek w więzieniu, dostali wyraźny i kategoryczny zakaz stosowania jakiejkolwiek fizycznej agresji i kar fizycznych
– każda grupa otrzymała identyczne uniformy w celu zwiększenia tożsamości grupowej:
• strażnicy – okulary, drewnianą pałkę, gwizdek, mundury w kolorze khaki – jako symbole władzy;

• więźniowie – luźną koszulę, wyglądającą jak sukienka, pod nią nie mogli mieć bielizny, na stroju znajdował się numer identyfikacyjny, lekki łańcuch na nodze w celu wywołania dezindywiduacji i podporządkowania

– uczestnicy losowo wybrani do roli więźniów, zostali niespodziewanie aresztowani ze swoich domów, czego dokonano we współpracy z miejscową policją; „więźniowie” otrzymali pouczenie, przedstawiono im ich prawa, następnie zakuto w kajdanki, dokonano rewizji, przewieziono radiowozem na komisariat gdzie pobrano od nich odciski palców,
– następnie po przewiezieniu do więzienia, rozebrano ich do naga, spryskano „środkiem przeciw wszom” (dezodorant w sprayu) i kazano stać nago na dziedzińcu przed umieszczeniem w celi
– strażnicy przed rozpoczęciem eksperymentu wymyślili zasady, których później kazali nauczyć się więźniom na pamięć, między innymi: polecili im przedstawiać się tylko numerem identyfikacyjnym, przysługiwały im 3 kiepskie posiłki, 3 razy dziennie wyjście do toalety pod nadzorem i 2h dziennie czasu na czytanie, 3 razy dziennie miał odbywać się apel

Wprawdzie eksperyment miał trwać całe dwa tygodnie, ale okazało się konieczne zakończyć go już po 6 dniach, dlaczego? Podczas jego trwania zauważono szereg niepokojących zjawisk:

• Zarówno u więźniów jak i u strażników z każdym kolejnym dniem eksperymentu wzmagał się negatywizm emocji, a ich pogląd na świat stawał się coraz bardziej negatywny

• Strażnicy przyjmowali aktywną, inicjującą rolę wobec więźniów, wszystkie ich kontakty miały negatywny charakter, rozkazy stały się najczęstszą formą komunikacji; strażnicy zwracali się do więźniów bezosobowo, wprawdzie nie stosowali kar fizycznych, ale korzystali z mniej bezpośrednich form agresywnego zachowania, np. stosowali zniewagi słowne, ich agresja nasilała się szczególnie wtedy, gdy nie rejestrowały tego kamery; zauważono także, że agresja strażników eskalowała z każdym dniem – nawet wtedy, gdy „większość więźniów przestała stawiać opór i degradacja ich funkcjonowania stała się wyraźnie widoczna dla strażników”

• Po pierwszym dniu niemal wszystkie prawa więźniów (sen, posiłki, wyjście do toalety) strażnicy zaczęli traktować jak przywileje, na które trzeba było zasłużyć, czynności konstruktywne (czytanie, oglądanie TV) zostały zlikwidowane, nagrodą stało się pozwolenie na jedzenie, spanie, rozmawianie czy pójście do toalety; apele, które na początku eksperymentu trwały około 10 minut, z każdym kolejnym dniem wydłużały się (zdarzały się nawet kilkugodzinne!)

• Strategie więźniów radzenia sobie z uwięzieniem ewoluowały od początkowego niedowierzania, buntu, tworzenia komisji, do chorowania, podporządkowywania się, występowanie przeciwko sobie nawzajem, z czasem przyjmowania coraz bardziej biernego sposobu reagowania na poniżanie i rozkazy

• Na koniec eksperymentu wszyscy więźniowie mieli zaniżoną samoocenę, mówili, że zasługują na wrogość strażników, tracili tożsamość osobistą, a nieprzewidywalność reakcji strażników wywoływała wyuczoną bezradność; po badaniu spostrzegali strażników jako fizycznie większych i silniejszych od siebie (choć nie było takich różnic)

• U pięciu więźniów zaobserwowano objawy głębokiej depresji, załamania nerwowego, napady płaczu, furii i silnego lęku (już po dwóch dniach eksperymentu), u jednego z nich wystąpiła wysypka psychosomatyczna, co spowodowało przedterminowe zwolnienie z eksperymentu

• Gdy pojawił się ksiądz, część spośród więźniów spontanicznie przedstawiała się swoim numerem identyfikacyjnym, a nie imieniem i nazwiskiem

• Gdy poinformowano o wcześniejszym zakończeniu eksperymentu, wszyscy więźniowie mówili o przeżywaniu radości i ulgi, natomiast strażnicy byli tym faktem zmartwieni, co Zimbardo tłumaczył wczuciem się w role i czerpaniem przyjemności ze sprawowania władzy (dowodem może być pozostawanie przez niektórych strażników dłużej niż 8h w więzieniu)

Choć dyskusje i kontrowersje wokół eksperymentu Philipa Zimbardo trwały przez lata, to jeden wniosek pozostaje bezdyskusyjny. To nie tylko cechy osobowości, ani wrodzone predyspozycje decydują o tym, jak się zachowujemy, ale kontekst, role, jakie przychodzi nam pełnić i sytuacje, z którymi musimy się mierzyć.

Tym, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o eksperymencie stanfordzkim polecam film dokumentalny: