Niech się Dziecko bawi!

Według analizy transakcyjnej, teorii psychologicznej, o której już zdarzało mi się tutaj pisać, na osobowość człowieka składają się trzy tzw. stany Ja: Rodzic, Dorosły i Dziecko. Rodzic to struktura zawierająca przekazy od rodziców i innych znaczących dorosłych w naszym życiu. Znajdują się tu „przepisy“ na to jak się opiekować, wyznaczać granicę, nagradzać, karać. Zarówno w relacji do innych jak i do samego siebie. Dorosły to trochę komputer, najmniej emocjonalny element, który myśli w oparciu o zasadę rzeczywistości, czyli bierze pod uwagę aktualne informacje i wybiera adekwatne sposoby reagowania. Dziecko to najbardziej pierwotna struktura, pojawia się w rozwoju jako pierwsza, tak więc jako pierwsza doświadcza, czuje i myśli. Znajdują się tam najbardziej archaiczne zapisy, pierwsze doświadczenia zmysłowe itp. Ten stan Ja jest najbardziej tajemniczy. Tworzą się tam pierwsze decyzje dotyczące naszego życia, pierwsze wrażenia na temat innych ludzi i samego siebie. W tym stanie Ja człowiek doświadcza podstawowych emocji: radości, złości, strachu, wstrętu. Nie ma tu np. poczucia winy i wstydu, tego uczymy się później. Bieganie nago jest dla dziecka naturalną sprawą, dla dorosłego już mniej. Według teorii tzw. zdrowy, dojrzały człowiek ma rozwinięte wszystkie stany Ja. Ma dostęp zarówno do swojej moralności, racjonalności jak i spontaniczności. Potrafi zmieniać swoje zachowanie w zależności od sytuacji i czuć się z tym swobodnie. Bywa jednak tak, że mamy łatwiejszy dostęp do wybranych stanów Ja i trudniejszy lub nawet zablokowany do innych. Jeśli podstawowym stanem Ja, z którym się kontaktujemy jest Dorosły, to naszemu życiu może brakować smaku, bo jesteśmy wypełnieni logiką, planowaniem, zbieraniem informacji, a przeżywanie ma najniższy priorytet. Oczywiście można i tak, pytanie tylko czy na dłuższą metę będzie to satysfakcjonujące. Gdy dominuje Rodzic, możemy mieć skłonność do nadmiernego przywiązywania wagi do zasad i życia pod ich dyktando. Liczy się to co wypada, a nie to czego się pragnie. Oddanie pełnej kontroli Dziecku też nie jest najszczęśliwszym pomysłem. Dziecko to spontaniczność i radość, ale też lęki, obawy, potrzeba bycia zaopiekowanym, uległość. Pozostawione bez nadzoru może zrobić sobie krzywdę, może też przez nieuwagę krzywdzić innych. Często reaguje bez zastanowienia, kierowane potrzebą chwili. Tak więc jeśli ma być bezpiecznie musi być równowaga. Życie bez kontroli, bez racjonalności i bez zabawy… żadna z opcji nie wydaje się wesoła. A już ta ostatnia chyba najmniej.

Przyjrzyjmy się strukturze dziecięcej. Stan ten  dzielimy na trzy elementy: Dziecko Spontaniczne, Dziecko Uległe i Dziecko Zbuntowane. Pierwsza struktura odpowiada za umiejętność zabawy, cieszenia się, kochania, nazywania rzeczy po imieniu, bywa że bez cenzury i kulturowo – społecznych „naleciałości“. To miejsce największej kreatywności, nieskrępowania, ciekawości. Momenty niepohamowanego śmiechu, gaf popełnianych w wyniku ekscytacji, doświadczania autentycznej bliskość z drugim człowiekiem – to są korzyści z posiadania tej części osobowości i utrzymywania jej w dobrej kondycji. Dziecko Uległe to element osobowości, który zna tzw. zasady funkcjonowania w społeczeństwie i się im podporządkowuje. Chce być grzeczne i chce spełniać oczekiwania, nawet własnym kosztem. Kłania się, zgadza, chowa swoje potrzeby, nie przeszkadza. Gdy mamy go „za dużo“ możemy zapominać o sobie i narażać się na wykorzystanie. Jednak jeśli ten stan Ja jest w odpowiednich proporcjach, możemy go zastosować np. przy okazji kontroli drogowej, gdzie „przepraszam“ i „to się więcej nie powtórzy“ może czasem zdziałać cuda! Dziecko Zbuntowane też zna zasady tylko ma je w … nosie. Robi co i kiedy mu się podoba. Nie zważa na konsekwencje, może mieć nawet poczucie nieśmiertelności poruszając się motocyklem po mieście z autostradową prędkością. Może być groźne. Natomiast może też zadbać o siebie wycofując się z niekomfortowej sytuacji z całą stanowczością i bez baczenia na to, co inni pomyślą. Ono myśli o sobie.

Struktura „dziecięca“ ma różne odcienie, ale jej największym potencjałem jest umiejętność i dążenie do zabawy. Wielka by to była szkoda przeznaczyć ją jedynie na uległość lub bunt czyli na spełnianie oczekiwań innych lub robienie im na złość. Może warto rozwijać tę bardziej ufną i autentyczną część siebie. Pokazywanie innym „prawdziwego siebie“ jest ryzykowne, ale kto nie ryzykuje…

Każdy z wyróżnionych stanów Ja (Rodzic, Dorosły i Dziecko) ma swoje miejsce i swoją użyteczność. Każdy z nich może być zastosowany do budowania satysfakcjonującego życia lub do jego niszczenia. Według analizy każdy ma prawo wyboru sposobu zachowania, rodzaju przeżywanych emocji, sposobu odbierania świata. Choć brzmi to mało spontanicznie można też zdecydować się na zabawę. Bawi się część „dziecięca“, ale ta „rodzicielska“ może pomóc: dać przyzwolenie, przymnkąć oko na ewentualne potknięcia. W wyniku takiej współpracy wewnątrzosobowościowej możemy pozwolić sobie na bycie „tu i teraz“, na bycie z innymi na tyle blisko by śmiać się z nimi i nie czuć skrępowania, nawet jeśli czujemy się w tej zabawie jeszcze nieporadni, niezgrabni. Ćwiczenie czyni mistrza, a w tej dyscyplinie warto dążyć do mistrzostwa. Cieszyć się życiem – nie widzę słabych punktów takiego pomysłu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s