Archive | Kwiecień 2012

Antydepresanty czy placebo?

I. Kirsch w pierwszych analizach skuteczności antydepresantów do jednej puli włożył wszystkie wyniki badań dotyczących tych leków. Pojawiło się wobec tego pytanie: czy różne leki nie mają różnej skuteczności? Postanowił zatem zbadać czy istnieją różnice pomiędzy różnymi lekami – antydepresantami trójcyklicznymi, lekami starszego typu i lekami nowej generacji czyli selektywnymi inhibitorami wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI, takimi, jak Prozac). Cóż się okazało?

„(…) gdy ponownie analizowaliśmy dane, sprawdzaliśmy efekt stosowania leków i efekt placebo, oddzielnie dla każdego z leków, odkryliśmy, że ich zróżnicowanie nie wpływa na rezultat analizy. W rzeczywistości, dane były bardzo spójne – znacznie bardziej niż zazwyczaj ma to miejsce w przypadku, gdy ktoś analizuje różne grupy danych. Okazało się, że wszystkie te leki generują taki sam poziom poprawy w depresji. Ponadto w każdym przypadku tylko 25% poprawy wynikało z działania leków. Pozostała część mogła być wyjaśniona upływem czasu i efektem placebo. Brak różnic, które odkryliśmy, między jedną a drugą klasą antydepresantów, jest obecnie raczej częstym zjawiskiem w badaniach dotyczących antydepresantów. Nowe antydepresanty (np. SSRI) nie są bardziej skuteczne od tych starszego typu. Ich przewaga polega jedynie na tym, że mają mniej kłopotliwe skutki uboczne. Dlatego pacjenci częściej przy nich pozostają niż przerywają kurację” (s. 23-24).

Jeszcze większą niespodzianką okazały się wyniki ponownych badań, w których oprócz skuteczności antydepresantów w leczeniu depresji zbadano także skuteczność innych leków i ich wpływ na depresję. „(…) niektóre z analizowanych przez nas leków, w ogóle nie były antydepresantami, chociaż oceniane były z punktu widzenia ich wpływu na leczenie depresji. Jednym z nich był barbituran – który stosowany był kiedyś jako środek nasenny (…), innym benzodiazepina – środek uspokajający (…), syntetyczny hormon tarczycy podawany pacjentom cierpiącym na depresję, którzy nie mieli problemów z tarczycą. Chociaż żaden z tych leków nie jest zaliczany do antydepresantów, to ich wpływ na depresję był tak duży, jak antydepresantów oraz znacząco lepszy niż placebo” (s.23).

Jak można wytłumaczyć tak jednolite efekty tak różnych leków? I. Kirsch zauważa, że ich jedyną zaobserwowaną wspólna cechą jest to, że wszystkie wywołują łatwo zauważalny efekt uboczny. Dlaczego jednak efekty uboczne miałyby być tak ważne?

Otóż badając skuteczność nowych leków, przeprowadza się testy na dwóch grupach badanych. W przypadku leków antydepresyjnych – są to dwie grupy osób cierpiących na depresję, które losowo przydziela się do jednej z dwóch grup – grupy przyjmującej nowy lek lub grupy przyjmującej placebo. Teoretycznie pacjenci nie wiedzą, w której grupie się znajdują. Jednak jak wskazuje Kirsch, efekty uboczne leków antydepresyjnych są łatwo zauważalne i dość uciążliwe, wobec tego w bardzo krótkim czasie, pacjenci mogą zacząć domyślać się, w której z grup się znaleźli. To z kolei sprawia, że odczuwając efekty uboczne, domyślają się, że przyjmują lek na depresję i w efekcie – czują się coraz lepiej. Co zatem pomaga – chemiczny skład leku czy efekt placebo – wiara w skuteczność zażywanego leku?

Posłużmy się przykładem firmy Merck, która we wrześniu 1998 ogłosiła odkrycie nowego antydepresantu o zupełnie innym sposobie działania, niż dotychczasowe leki na depresję. Nowy lek pod nazwą handlową Emend dawał bardzo obiecujące wyniki we wczesnych próbach klinicznych. Jednak 4 miesiące później firma poddała się i zrezygnowała z promowania go jako środka na depresję. Jako powód podano niemożność znalezienia istotnej przewagi aktywnego leku w kolejnych badaniach klinicznych w stosunku do placebo. Przyczynę takich rezultatów Kirsch upatruje w pewnej cesze tego leku, która początkowo była powodem ogromnego entuzjazmu – mianowicie wywoływał znacznie mniejszy efekt uboczny niż inne antydepresanty „jednakże, być może, był to także powód jego niepowodzenia w testach klinicznych. Wydaje się, że łatwo dostrzegalne efekty uboczne, są konieczne w celu pokazania korzyści wynikających z zastosowania antydepresantów, jako aktywnych leków w porównaniu z placebo” (s.24), natomiast pacjenci przydzieleni do dwóch grup, jednej z placebo i jednej z antydepresantem o niewielkich efektach ubocznych w podobnym stopniu odczuli poprawę.

Cytaty pochodzą z: „Nowe leki cesarza. Demaskowanie mitu antydepresantów”. I. Kirsch, Wydawnictwo Zielone Drzewo, Instytut Psychologii Zdrowia PTP, Warszawa, 2011.

Reklamy

Antydepresanty?

Dział anty-depres-anty poświęcony jest informacjom na temat badań dotyczących działania (lub nie) antydepresantów. Będziemy publikować wyniki badań, wnioski z najnowszych artykułów i książek. Chcemy zwrócić uwagę na problem leków w kontekście leczenia depresji. Działanie leków antydepresyjnych nie jest wyjaśnione, możliwe jest, że w dużej części opiera się na efekcie placebo. Warto wyposażyć się w wiedzę, która pozwoli na bardziej świadome poruszanie się w temacie zdrowia psychicznego i pozwoli na świadomy wybór sposobu radzenia sobie z depresją.

Poniżej wybrane fragmenty książki: Nowe leki cesarza. Demaskowanie mitu antydepresantów   I. Kirsch, Wydawnictwo Zielone Drzewo, Instytut Psychologii Zdrowia PTP, 2011

„Poddaliśmy analizie 40 testów klinicznych, w których wzięło udział ponad 3 tysiące pacjentów w stanie depresji. Obserwowaliśmy średnią poprawę, w toku badania, w każdej z czterech grup, wyłonionych ze względu na typ kuracji: leki, placebo, psychoterapia i brak leczenia.”

Wykres przedstawia wnioski:

„[Wykres] wskazuje na wyraźną poprawę zarówno w grupie pacjentów, w której stosowano leki, jak i w grupie osób poddanych psychoterapii. Pacjenci zaczynają czuć się lepiej, gdy otrzymają jakąś formę leczenia, a różnica między skutkami uzyskanymi dzięki różnym jego formom nie jest zbyt duża. Ludzie odnotowują także poprawę, gdy podawane jest im tylko placebo i w tym przypadku poprawa także jest niezwykle duża, chociaż nieco mniejsza niż w przypadku stosowania leków lub psychoterapii. Z drugiej strony pacjenci, którzy nie zostali poddani żadnej formie leczenia, wykazywali stosunkowo niewielką poprawę.”

Wnioski I.Kirscha:

„(…) brak podjęcia jakichkolwiek działań nie jest najlepszą reakcją na depresje. Ludzie nie powinni po prostu czekać na samoistne uzdrowienie z klinicznej depresji, ani biernie oczekiwać otrząśnięcia się z niej.”

„Efekt placebo był bardzo silny w leczeniu depresji. To co nas jednak zdziwiło to mała różnica między reakcją na leki i reakcją na placebo. Różnica ta stanowi efekt działania leku. (…) duża część terapeutycznej reakcji na leki spowodowana jest efektem placebo.”

„Różnica, po odjęciu poprawy samoistnej i efektu placebo, stanowi skutek zastosowania leków. Na rysunku można zaobserwować, że wielkość poprawy wśród pacjentów, którym podano placebo, stanowiła 75% reakcji działania leków. Oznacza to, że jedynie 25% korzyści z zastosowania antydepresantów związanych było z wykorzystaniem chemicznego działania leków. Oznacza to także, że 50% poprawy stanu pacjentów należy łączyć z efektem placebo. Innymi słowy, efekt placebo był dwa razy silniejszy niż skutek podania leków. Efekt działania leków wydał nam się raczej mały biorąc pod uwagę fakt, że lekarstwa te uznano za rewolucję w leczeniu depresji – wielki hit branży farmaceutycznej – przepisywane były milionom pacjentów, a ich roczna sprzedaż osiągnęła poziom miliardów funtów ”

Ciąg dalszy nastąpi !!

Jak kochają neurotycy? (cz. II)

Dzisiaj o tym, jak rozpoznać przejawy neurotycznej miłości:

Na neurotyczną potrzebę miłości mogą wskazywać:

• poczucie, że gdy kocham, mniej się boję – w końcu jej zadaniem jest uśmierzyć lęk przed światem i zatopić się w czyichś ramionach w poszukiwaniu bezpieczeństwa

kurczowe trzymanie się kogoś dla zaspokojenia własnych potrzeb – czasem walka o pozostanie w związku jest tak silna, że osoba może ponosić mnóstwo strat, upokorzeń, odrzuceń, ale jej postanowienie trwania w związku nie zmienia się; im bardziej ucieka przed własnym lękiem, tym bardziej kurczowo musi trzymać się kogoś, kogo postrzega jako wybawiciela

• natychmiastowa zmiana reakcji i uczuć wobec obiektu miłości, gdy nie zaspokaja potrzeby bezpieczeństwa, akceptacji, miłości; u neurotyków, takie niezaspokojenie może budzić gniew, rozczarowanie, zwątpienie, a uczucie bezgranicznej miłości, wdzięczności i oddania znika jak kamfora – brakuje wtedy kluczowego czynnika miłości, czyli stałości uczuć

lekceważenie pragnień i potrzeb drugiego człowieka i niemożność pogodzenia się z jego wadami, żądanie od partnera/ki doskonałości – często przejawia się narzekaniem lub złośliwością, gdy partner/ka spotyka się ze swoimi znajomymi, realizuje swoje własne potrzeby lub nie spełnia (często niewypowiedzianych) oczekiwań – neurotycy żyją w przekonaniu, że jeśli ktoś naprawdę kocha, zrezygnuje z siebie i poświęci się w całości zaspokajaniu jego potrzeb; jak widać w takim układzie nie ma miejsca na wzajemność

brak umiejętności przyjmowania miłości – posłużę się tutaj cytatem: „Każdy przejaw miłości może pozornie uspokoić neurotyka czy dać mu nawet poczucie szczęścia, ale w rzeczywistości wywołuje u niego niedowierzanie i nieufność, a nawet strach. Nie wierzy w miłość, bo jest głęboko przekonany, że nikt nie mógłby go pokochać. I to uczucie, że jest się niegodnym miłości, ma często charakter świadomego przekonania, którego nie mogą podważyć żadne dowody świadczące o czymś przeciwnym”.

• przeżywanie silnego lęku, podejrzliwości czy wręcz przerażenia w sytuacjach gdy ktoś okazuje im sympatię czy pozytywne intencje; częste interpretowanie neutralnych działań jako próby zdominowania lub krytyki

• brak tolerancji na samotność i pojawianie się panicznego strachu przed pozostawaniem samemu – kontakt z drugim człowiekiem u neurotyków ma za zadanie przede wszystkim przynosić ulgę i zaspokajać potrzebę bezpieczeństwa, a nie budować bliskość czy dawać obu osobom radość z bycia ze sobą

zdobycie miłości dla neurotyka jest sprawą najwyższej wagi, jest gotów ponieść każdą cenę (np. uległość lub zależność emocjonalną), aby nie stracić obiektu miłości

nienasycenie, zachłanność, niecierpliwość, żądanie poświęceń, czasu, rad , pomocy, itp. – najczęściej i tak mają poczucie, że partner/-ka dają za mało, co budzi w nich rozczarowanie, gniew i utwierdza w przekonaniu, że to inni odmawiają im tego, co im się należy

nadwrażliwość na jakiekolwiek objawy odrzucenia – każda sytuacja w której nie są spełnione oczekiwania neurotyka (na jego własnych warunkach) jest odbierana jako odrzucenie, oznaka poniżenia, co wyzwala z kolei złość na partnera/-kę

PUŁAPKA NEUROTYCZNEJ MIŁOŚCI

„Gdyby właściwości psychiczne neurotyka były takie, za jakie on sam je uważa, to zdobycie miłości nie powinno mu sprawiać trudności. Werbalizując to, co neurotyk sam często niejasno przeczuwa, możemy ująć jego przeczucia następująco: chce on przecież tak niewiele, chce tego tylko, by ludzie byli dla niego życzliwi, udzielali mu porad, brali pod uwagę to, że jest on biedną, nieszkodliwą, osamotnioną istotą, która chce wszystkim robić przyjemność, a w żadnym przypadku nie chciałby nikomu nigdy sprawić przykrości.

Nie zauważa natomiast tego, jak bardzo jego czułe punkty – takie, jak ukryta wrogość czy drobiazgowe wymagania, zakłócają jego związki z innymi ludźmi; nie potrafi także ocenić prawidłowo wrażenia, jakie wywiera na innych, ani ich reakcji wobec niego. Wskutek tego nie może zrozumieć, dlaczego jego przyjaźnie, małżeństwo, sprawy sercowe, kontakty zawodowe są tak często niezadowalające. Dochodzi zwykle do wniosku, że inni są temu winni, że są nieuprzejmi, nielojalni, obelżywi, albo że z jakiegoś nieznanego bliżej powodu jest nielubiany i niedoceniany. Wciąż więc ugania się nadaremnie za ułudą miłości” (str.93)

Błędne koło neurotycznej miłości:

Kilka słów na zakończenie: jeśli dostrzegasz u siebie lub w swoim związku „symptomy neurotyczności” to jeszcze nie koniec świata. Większość z nas w różnych momentach i różnych sytuacjach bywa troszkę neurotyczna! Ważne, aby wtedy obserwować siebie i próbować radzić sobie z uczuciami lęku, zazdrości, gniewu, ale też rozmawiać z druga połówką i próbować zmieniać te zachowania, które wywołują w związku napięcia i nieporozumienia.

Jeśli jednak pomimo prób i starań, wciąż się to nie udaje, wówczas warto rozważyć spotkanie z psychoterapeutą, który może pomóc „odneurotycznić” miłość. Zygmunt Freud za definicję zdrowia psychicznego uznawał „zdolność do pracy i do miłości” , dbajmy więc o nasze zdrowie i kochajmy! (nieneurotycznie ;)).

Wszystkie cytaty pochodzą z książki K. Horney „Neurotyczna osobowość naszych czasów”, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań, 2005.

Zapraszamy do udziału w grupie psychoedukacyjno-rozwojowej „Miłośnik psychologiczny”. Grupa skierowana jest do osób – kobiet i mężczyzn – pragnących w świadomy, dojrzały sposób budować związki z ważnymi dla siebie ludźmi. Jest to też miejsce dla tych, którzy w poszukiwaniu drugiej połówki wciąż powtarzają te same, nieskuteczne strategie oraz dla tych, którzy w swoich dotychczasowych relacjach nie znajdują spełnienia i satysfakcji.
Start grupy 17.05. Więcej szczegółów w linku poniżej.
ZAPRASZAMY!

http://www.blizej.com.pl/psychoedukacja.html