„I tu Cię mam, Ty s****synie!“

Jak wiemy, są wśród nas tacy, którzy pragną miłości do końca życia i tacy, którzy raczej unikają zobowiązań i angażują się w krótkotrwałe związki, nie chcąc niczego więcej. Wśród tych, którzy chcieliby miłości na długo, są tacy, którzy „nie mają szczęścia“ i nie mogą trafić na „tą jedyną/tego jedynego“.  „Krótkodystansowców“ i tych, którzy mają „pecha“ może łączyć dokładnie ten sam lęk: lęk przed bliskością i zależnością. Ci pierwsi bronią się przed nim unikając relacji, ci drudzy wiążąc się z „niedopowiednimi“ partnerami. Co więcej zapytani czy się boją, popukaliby się w czoło: „Przecież nie potrzebuję nikogo!“, „Ależ ja nie marzę o niczym innym jak o stałym związku!“. I głęboko w to wierzą. Oni czyli my. Wielu z nas boi się zależności. Bo zależność łączy się z możliwością utraty: ktoś nas zostawi, odbierze swoją miłość. Albo zawładnie naszym światem, wolnością, nie zostawiając dla nas miejsca. To wszystko nieświadome przekonania, które mogą zadecydować o kształcie naszego życia miłosnego i jakości naszych relacji. Bo pomimo lęku, potrzebujemy innych. Jeśli nie da się blisko, intymnie i w zaufaniu – to może można inaczej, w bezpieczniejszy sposób? I do tego „służą“ właśnie gry. Takie spojrzenie na relacje proponuje analiza transakcyjna, teoria psychologiczna stworzona przez Erica Berna. Przyjrzymy się jej bardzo ciekawemu elementowi: grom.

Gry psychologiczne to nieudana próba nawiązania bliskości. Gramy nieświadomie, czyli bez świadomej intencji manipulowania i oszukiwania. Gry to sposób na kontaktowanie się z innymi ludźmi, który chroni nas przed prawdziwą bliskością.

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Spotykają się kobieta i mężczyzna. Ona ma za sobą serię nieudanych relacji, które mają jedną wspólną rzecz: ona ostatecznie zawsze czuła się zawiedziona i skrzywdzona. W głowie huczy jej: „Dlaczego mi się to zawsze przytrafia?“. On z kolei ma za sobą związki, które kończył z poczuciem, że kobiet nie można zrozumieć, że są męczące i nie można ich zadowolić. Nasi bohaterowie zakochują się w sobie i postanawiają być razem. Opowiadają sobie nawet o byłych kochankach, ostrzegając się nawzajem, czego się boją. On mówi jej, że będzie się nią opiekował, bo przecież jest taka wspaniała; ona obiecuje cierpliwość. Świadomie, na tzw. jawnym poziomie,  mówią do siebie:

On:„Zaufaj mi, jestem inny“

Ona: „Zaufam Ci, jesteś inny“

Natomiast na poziomie ukrytym, czyli nieświadomym:

On: „Kopnij mnie tak mocno jak potrafisz“

Ona: „Nie ma sprawy. Na pewno znajdzie się powód“

Będzie tak, jeśli jej „ulubioną“ (czyli najczęściej odgrywaną) grą jest „I tu Cię mam!“ (W dobitniejszej wersji gra nazywa się „I tu Cię mam, Ty s****synie!“), a jego grą jest „Kopnij mnie“. Wybieramy takie gry, które potwierdzą nasze przekonania na temat ludzi i świata oraz dostarczą nam emocji, do których jesteśmy przyzwyczajeni.

Gra pt. „Kopnij mnie“ prowadzi do tego, że dostajemy od ludzi przysłowiowego kopniaka. Żeby go „zarobić“ np. spóźniamy się, obiecując uprzednio, że na pewno będziemy na czas. Nie dotrzymujemy obietnic. Potem przepraszamy i postanawiamy poprawę, a następnie zachowujemy się dokładnie tak samo. Choć świadomie nie chcemy! Winne są uciekające autobusy, psujący się komputer i różne życiowe okoliczności, które nie pozwalają nam wypełniać zobowiązań. Ostatecznie ludzie są nami poirytowani, nie chcą już przeprosin, nie zlecają nam prac, nie umawiają się z nami i mówią nam wprost, że mają nas dosyć. My czujemy się zranieni, opuszczeni, niezrozumieni. I o dziwo, co jakiś czas przytrafia się nam dokładnie to samo! Mamy skłonność do ciągłego odtwarzania znajomych schematów, choć nie służą naszemu szczęściu. Jednak są tak zakorzenione, że gdy za długo jest spokojnie… my robimy się niespokojni. I fundujemy sobie powtórkę z nieprzyjemnej rozrywki: by znów poczuć się tak samo, udowodnić sobie swoje przekonania, utwierdzić się, że mamy rację.

Gra pt. „I tu Cię mam!“, może prowadzić do potwierdzenia takich przekanań, jak: „Na nikogo nie można liczć“, „Ludzie kłamą“, „Wszyscy mężczyźni/kobiety to….“. Grając w „I tu Cię mam!“ nieświadomie nastawiamy się na wyłapywanie potknięć/błędów drugiej osoby, wcześniej zapewniając ją o swojej sympatii i zaufaniu, o które przecież tak trudno. I jeśli osoba ta lubi grać w „Kopnij mnie“, to połknie haczyk z radością: poczuje się wyróżniona i obieca, że na pewno, na sto procent i nigdy w życiu (!!) nie nadszarpnie tego zaufania. Wiemy już jak to się skończy, prawda?

Wracając do naszych zakochanych, on przez pewien czas zachowuje się jak chodzący ideał, spełnia wszystkie oczekiwania swojej wybranki i nie daje jej powodów do narzekań. Ona jest zachwycona, jednak wciąż podnosi poprzeczkę. On przygotował dla niej kolację, ale nie przyniósł kwiatów, na co ona zwraca mu delikatnie uwagę; przy następnych potknięciach wyraża swój żal troszkę dobitniej. Jednocześnie nigdy nie prosi o nic wprost, on ma się domyślić. On przez jakiś czas jest cierpliwy, ale w pewnym momencie ma dość: wciąż się stara, a ona i tak znajduje powód do niezadowolenia. Zaczynają oddalać się od siebie, a on pewnego dnia zapomina o rocznicy. Ona pyta co się stało, na co on wzrusza tylko ramionami. Awantura gotowa. „Miałaś być cierpliwa, a nic tylko się czepiasz!“, „Myślałam, że jesteś inny, a jesteś taki jak reszta“. Gra może eskalować do momentu, aż np. któreś z nich poszuka kogoś bardziej wyrozumiałego lub godnego zaufania i rozpocznie grę z kimś innym. Kolejny związek w jej i w jego przypadku kończy się tak samo, choć miało być przecież inaczej.

Schemat trudno złamać, jest z nami od tak dawna, że dosłownie wrósł w naszą skórę i podpowiada nam kolejne działania, dzięki którym stanie się jeszcze mocniejszy. To dość pesymistyczyna wizja. Pamiętajmy jednak, że to tylko teoria. Można ją potraktować jako ciekawostkę i inspirację do poznawania siebie. Poza tym analiza transakcyjna mówi o tym, że zawsze można uczyć się innego sposobu wchodzenia w relacje. Można obserwować swoje schematy, uświadamiać sobie prawdziwe pragnienia i lęki, by dzięki temu próbować nowych zachowań i dążyć do bliskości opartej na intymności i zaufaniu. To długa, angażująca, terapeutyczna droga. Nie jest to droga konieczna. Ludzie mogą żyć tak, jak chcą. Mogą próbować się zmieniać lub poddawać się temu co przynosi każdy dzień. Każdy ma prawo wyboru – i to jest jedno z bardziej kojących założeń tej, i nie tylko tej, koncepcji.

Temat poruszony w artykule będzie kontynuowany na warsztacie „W co grają ludzie”, który odbędzie się 21 kwietnia 2012, w naszej Pracowni, szczegóły: http://www.blizej.com.pl/aktualnosci.html

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s