Miłośnik psychologiczny – odsłona trzecia. O pięciu zasadach, które warto wprowadzić do związku, aby zbliżyć się do partnerskiego ideału.

Dbajcie o bliskość i intymność w związku.

Wielu ludzi myśląc o intymności, myśli o seksie; to prawda, że jest on ważnym elementem budowania bliskości w relacji. Jednak intymność w związku to coś jeszcze. Ja osobiście najbardziej lubię definicję pochodzącą z Analizy Transakcyjnej. Według tej koncepcji dwoje ludzi buduje intymną relację wtedy, gdy kontakt pomiędzy nimi opiera się na autentyczności. Każda ze stron pozostaje sobą, ma szczere intencje, bez obaw dzieli się swoimi uczuciami, myślami, pragnieniami, a jednocześnie obie strony pozostają uważne na siebie nawzajem. W takiej relacji możliwe jest przeżywanie czułości, otwartości i doświadczanie akceptacji oraz zaangażowania drugiej strony.

Obserwując pary, choćby w kawiarni, bardzo łatwo można wyczuć, zauważyć, usłyszeć tę specyficzną atmosferę, jaka wytwarza się, gdy pojawia się intymność. Czasem zdarza się, że atmosfera ta jest tak silna, że pozostali goście unikają siadania przy stolikach w pobliżu tej pary, intuicyjnie czując, że naruszyliby intymny teren tych dwojga. Czasem wystarczy kilka sekund, aby dostrzec na parkiecie wśród tańczących par, właśnie tę, która tańczy przeżywając bliskość. I to się po prostu czuje! Czasem może się to zdarzyć dwojgu nieznających się ludzi, choćby wtedy, gdy w kinie napotka się wzrokiem oczy kogoś, kto przeżywa takie samo wzruszenie. Przez tych kilka sekund, tych dwoje ludzi dzieli podobne uczucia i rozumie się bez słów.

Skoro jest to tak ważne i tak pociągające, to dlaczego tak wielu z nas cierpi z powodu braku intymności, posiadania wielu powierzchownych, niesatysfakcjonujących związków? Prawdziwy dramat większości ludzi polega na tym, że ta intymność, której tak pragniemy, budzi w tym samym czasie ogromny lęk. Wszak jest to moment odkrycia się, odsłonięcia własnych myśli, uczuć, pragnień, a powierzenie ich komuś nieodpowiedniemu może narazić nas na dotkliwe zranienie. Im więcej za nami takich doświadczeń, tym trudniej budować bliskość raz jeszcze. Często zdarza się też, że w związkach, w których bliskości i intymności kiedyś było wiele, z biegiem lat, codziennych obowiązków i kłopotów tracą ze sobą tę magiczną więź.

Co ludzie robią w związkach, aby uniknąć intymności? Mnóstwo rzeczy! Mogą na przykład wytwarzać codzienne rytuały i procedury („ty rano dzieci do przedszkola, ja w czwartek na fitness, sobota obiad u dziadków…”), które szczelnie wypełniają dzień po dniu. Oczywiście nie da się od nich uciec, jednak nie muszą, a nawet nie mogą one wypełniać 100% czasu dla związku. Innym sposobem na unikanie bliskości jest aktywność. Stereotypowym przykładem są w tym przypadku mężczyźni, którzy spotykając się ze sobą mają do wypełnienia zadanie: zagrać w bilard, obejrzeć mecz (jedyną wymówką dla objęcia się z drugim człowiekiem staje się gol, nic dziwnego, że czeka się na niego z taką nadzieją!), itp. Wiele związków funkcjonuje na podobnej zasadzie: „co dziś robimy?”. Z czasem może okazać się, że wprawdzie po paru miesiącach znajomości mają już obeznanie w nowościach kinowych, ale nadal nic o sobie nie wiedzą. Jeszcze innym sposobem unikania bliskości jest wycofanie się z relacji, kiedy żadna ze stron nie podejmuje już działań, mających na celu zbliżenie się do siebie, a jedynie egzystowanie obok siebie, w możliwie najmniej kolizyjny sposób. Zdarza się to parom z długim stażem, które decydują się zostać ze sobą z różnych powodów zajmując różne przestrzenie wspólnych pomieszczeń.

Co zatem warto robić, aby budować intymność w związku? Jeśli idziecie do kina- rozmawiajcie o nim ze sobą, jeśli jecie wspólny posiłek – patrzcie na siebie, słuchajcie się uważnie, kochajcie się, przytulajcie, mówcie o sobie partnerowi i zachęcajcie żeby on mówił o sobie, a przede wszystkim dbajcie o czas tylko dla was! Znajdźcie każdego dnia choć odrobinę czasu na czułość, na uważność i na zainteresowanie sobą nawzajem.

Rozmawiajcie ze sobą otwarcie.

Otwarte, szczere rozmowy są jednym z najlepszych sposobów budowania zaufania i bliskości w relacji. Jednak komunikowanie się w taki sposób, który okaże się konstruktywny dla związku wcale nie jest takie proste. Większość z nas często odruchowo i nie do końca świadomie komunikuje się z drugą osobą tak, jak prowadził statek kapitan Costa Concordii – w dobrej wierze, zgodnie ze schematem wypracowanym przez lata, nie dostrzegając czyhającego zagrożenia związanego z naszymi manewrami.

Oto kilka z nieskutecznych manewrów komunikacyjnych:

– przemilczanie: często stosujemy je chcąc wymusić na drugiej stronie, aby domyśliła się po naszych niewerbalnych sygnałach, jak bardzo jesteśmy wkurzeni, skrzywdzeni, rozczarowani – i jak winna powinna się czuć, osoba, która nas do tego doprowadziła. Skutkiem takiej strategii jest często przeproszenie „dla świętego spokoju” lub odbieranie focha jako ataku i przygotowanie przez drugą stronę strategii obronnej (w końcu nikt z nas nie lubi czuć się winny). I mamy gotowy przepis na kłótnię, której tematem będzie „kto ma rację” lub „kto zachował się gorzej”.

– założenia: każdy z nas ma takie uświadomione (lub nie) założenia dotyczące tego, jak powinna się zachowywać, co mówić, jak reagować osoba, która mnie kocha. Mogą one przyjąć na przykład taki kształt: „skoro on/ona kocha, to powinien…/powinna… (się domyślić, przeprosić, przynieść kwiaty, wybaczyć, walczyć, zrezygnować, zrozumieć, …., itp). Kłopot w tym, że różnimy się między sobą kształtem tych założeń. Jeśli spotkają się dwie osoby o przeciwstawnych założeniach (np. ona uważa, że jeśli facet kocha to będzie walczył , a on uważa, że pokaże jej swoją miłość, kiedy odpuści), pomimo silnych uczuć i dobrych chęci – nieporozumienie i wzajemne zranienia – gotowe!

– chwalenie i krytykowanie: jednym z szalenie ważnych elementów związku jest wzajemne docenianie się, komplementowanie, podziwianie, dostrzeganie nawzajem swoich życzliwych gestów, „uśmiechanie się do siebie słowami”, a jednak kultura w której żyjemy, nastawia nas raczej na wyłapywanie niedociągnięć, błędów, ocenianie, krytykowanie. No, a przyznajmy się szczerze, jakich proporcji docenienia i krytyki chcielibyśmy dla siebie? Dajmy co najmniej tyle samo partnerowi!

– rozmawianie pod wpływem silnych emocji: część z nas stosuje strategię „na przetrzymanie”, uważając, że jakoś to będzie, aż w którymś momencie – coś pęka i dochodzi do szczerej i bardzo otwartej wymiany zdań, która nie przynosi nic dobrego. Po pierwsze kłótnia taka będzie odnosiła się do wielu spraw, aktualnych i zadawnionych, co zmniejsza szanse na jej konstruktywne zakończenie. Po drugie, pod wpływem silnych emocji, najczęściej odnosimy się do emocjonalnych argumentów, a te z kolei przyjmują formę pretensji, ataku, krytyki i wywołują silne emocje po drugiej stronie. Wówczas szansa na wypracowanie takiego rozwiązania, które pomoże w przyszłości uniknąć kolejnych kłótni, bardzo maleje.

Jak zatem rozmawiać? Wprost, na spokojnie, mówiąc od razu (nie czekając aż żale w nas urosną), mówiąc o sobie, unikając oceniania, zwiększając liczbę pozytywnych, wspierających komunikatów, mówiąc o swoich oczekiwaniach, zamieniając skargi na prośby, a przede wszystkim zmieniając cel (z „kto ma rację”) na „jak osiągnąć porozumienie dobre dla nas dwojga i naszego związku”.

Miejcie jasność co do własnych i partnera oczekiwań dotyczących związku.

Niby banał… niby wiadomo… , ale jak się tak głębiej zastanowić, to odpowiedź na to pytanie odnośnie samego siebie jest strasznie trudna… Wymaga przyjrzenia się swoim wartościom, priorytetom, planom, marzeniom. Czasem zwyczajnie nie znamy odpowiedzi na to pytanie… Kłopot pojawia się wtedy, gdy znajdujemy drugą połówkę licząc, że teraz będziemy szczęśliwi, a nie jesteśmy… Jeśli jedno z ukrytych założeń, jakie mamy brzmi „skoro kocha, to powinien/powinna wiedzieć jak mnie uszczęśliwić, nawet jeśli ja sam/a nie wiem”, to zaczynają się schody. Ja zachęcam do refleksji i rozmów najpierw z samym sobą, później z partnerem i szukania odpowiedzi na te pytania.

Czego chcę od życia? Od związku? Od mojego partnera? Dlaczego chcę z nim/nią być?

Jakie wartości są dla mnie ważne? Jakie są moje priorytety?

Jak wyobrażam sobie szczęśliwy związek?

Czego ty chcesz od życia? Od związku? Ode mnie? Dlaczego chcesz ze mną być?

Jakie wartości są dla ciebie ważne? Jakie są twoje priorytety? Jak wyobrażasz sobie szczęśliwy związek?

Co pragniemy wspólnie osiągnąć?

Co każde z nas jest gotowe od siebie dać, a z czego może zrezygnować dla naszego związku?

…?

Okazujcie sobie uczucia.

We wspominanej już Analizie Transakcyjnej istnieje pojęcie talonów psychologicznych. Ich nazwa wiąże się z talonami jakie możemy otrzymać w supermarkecie za zakup produktów. Gdy uzbieramy ich określoną ilość możemy je wymienić na nagrodę. Niektórzy zbieracze zadowalają się małymi nagrodami (breloczek, kubek), inni potrafią długo zbierać swoje talony, żeby wymienić je na coś większego (czajnik, odkurzacz). Talony psychologiczne to preferowane przez nas uczucia, które zbieramy w związku.

Każdy z nas ma ulubiony rodzaj emocji, który zbiera w relacjach z bliskimi. Mogą to być talony złości, smutku, rozczarowania, zawodu, strachu, upokorzenia, itd. Jak to działa? Wyobraźmy sobie żonę, której ulubionym talonem jest złość. Poprosiła męża o odebranie dzieci z przedszkola, on o tym zapomniał, ona rozgniewała się, ale dzielnie zwolniła się z pracy i odebrała je na czas. Wracając do domu, mówi, że nic się nie stało, nie chce o tym rozmawiać. Załóżmy, że ta sytuacja powtarza się kilkakrotnie w ciągu najbliższych kilku miesięcy, a żona z satysfakcją kolekcjonuje kolejne talony (za zapomnienie o odebraniu rzeczy z pralni, za porozrzucane skarpetki, za odwołanie wspólnej kolacji). Gdy zbierze już odpowiednią ilość talonów, może odebrać swoją nagrodę i na przykład zrobić nieziemską awanturę z tłuczeniem rodowej zastawy, albo publicznym upokorzeniem męża podczas rodzinnego spotkania.

Co daje takie zbieranie talonów – otóż rozgrzesza nas z wybuchu – skoro zbieraliśmy tyle talonów, to przecież mamy teraz pełne prawo dać upust swojej złości! Mamy usprawiedliwienie! Niektórym osobom wystarczy awantura, inne zbierają talony dalej, do momentu, aż będzie można „z czystym sumieniem” nazwać męża wulgarnym wyzwiskiem, uderzyć go, albo (dla zbieraczy głównej nagrody) rozwieść się z nim. Zbieracz smutków może w nagrodę upić się do nieprzytomności mając usprawiedliwienie, zbieracz odrzuceń może wymienić je na usprawiedliwiony romans, itp. Każdy rodzaj uczuć ma swoją własną pule nagród.

Po czym poznać czy sami nie jesteśmy przypadkiem zbieraczami? Jeśli rozpamiętujesz regularnie listę zranień, które cię spotkały, jeśli w kłótniach wypominasz stare przewinienia, jeśli trudno ci porzucić dawne zranienia, jeśli nie mówisz od razu i wprost o tym co czujesz i co chcesz żeby się zmieniło, jeśli bierzesz udział w rozmowach „kto ma gorzej”, i jeśli co jakiś czas wymieniasz swoją kolekcję na wątpliwą nagrodę – pomyśl nad wyrzuceniem talonów! W związku pełnym intymności – talony tracą swoją moc, co nie oznacza, że nie przeżywa się w nim silnych emocji. Gdy przeżywasz złość – możesz mówić o niej od razu i otwarcie, możesz zadbać, aby została ona zrozumiana przez partnera oraz możesz wraz z nim znaleźć sposób na to, żeby podobna sytuacja się nie powtórzyła. Wracając do przykładu żony, gdyby nie zbierała talonów – od razu po powrocie z przedszkola mogłaby powiedzieć jak bardzo jest rozgniewana, ile kosztowało ją urwanie się wcześniej z pracy, mogłaby też razem z mężem poszukać lepszego systemu na odbieranie dzieci z przedszkola, ale poprosić go, żeby w ramach rekompensaty przygotował kolację.

Dużo mowy  było o nieprzyjemnych uczuciach, ale bazą związków mogą i powinny być uczucia miłe: troski, miłości, radości, dumy, podziwu. Jak szalenie mało jest zbieraczy chwil szczęścia i drobnych sukcesów! Jak wyzwalać takie emocje? – bawcie się ze sobą, wygłupiajcie, żartujcie, tańczcie, słowem – naśladujcie dzieci, one są mistrzami w zbieraniu pozytywnych doświadczeń. Uczucia mogą być sprzymierzeńcem związku, dzięki nim nie nudzimy się, angażujemy się, czujemy się dowartościowani, autentyczni, spełnieni i bliscy sobie. Wrogiem stają się wtedy, gdy niewypowiedziane, tłumione i pielęgnowane, zamieniają się „oddalacze” od siebie.

Innym rodzajem emocjonalnego niebezpieczeństwa są gwałtowne, niekontrolowane wybuchy złości, którym ulega część z nas. Osoby bardzie impulsywne, potrafią bardzo szybko doprowadzić się do stanu wrzenia, a winą za swój wybuch obarczają druga stronę. Warto pamiętać o tym, że każdy z nas jest odpowiedzialny za własne uczucia i za sposób w jaki sobie z nimi radzi. Jeśli komplementarnie w związek wejdą dwie osoby: jedna – złośnik, druga tłumiący uczucia zbieracz, mogą wpaść w pułapkę wzajemnych żalów, niezrozumienia i konfliktów. Zbieracz zranień będzie skrzętnie odnotowywał wszystkie wybuchy i nieprzyjemne słowa jakie usłyszy (dając milcząco, acz dobitnie wyraz swojemu cierpieniu), złośnik natomiast będzie wybuchał przy każdym sygnale odbieranym jako „jesteś nie w porządku”. Tak, kłócąc się o to, kto jest bardziej nie w porządku, może upłynąć im sporo życia…

Dbajcie o granice swoje i związku.

Kolejnym wyzwaniem z jakim warto się zmierzyć na drodze do satysfakcjonującego związku to określenie granic – zarówno indywidualnych jak i granic związku. Doprecyzować można obszary prywatności (szczególnie w dobie Facebooka, który podobno na potęgę niszczy związki), wolności (co oboje uznajemy za fair, a co traktowalibyśmy jako naruszenie zaufania). Bardzo wiele związków funkcjonuje bez określenia tego, co każda ze stron traktuje za zdradę. A w przypadku gdy już do niej dojdzie, zdradzający często dążą do rozmycia granic i umniejszenia swojego postępowania.

Co uznajecie za zdradę? Czy zdradą jest flirt? Czy stosunek seksualny? Czy zaangażowanie emocjonalne przez portal społecznościowy? Czy dzielenie się prywatnymi szczegółami dotyczącymi związku ze znajomymi? Czy rozmowa o partnerze z jego rodzicami? O ile można by teoretycznie rozważać różne aspekty zdrady (fizyczne, emocjonalne, społeczne), to w praktyce jej doświadczenie, niezależnie od rodzaju, może zrujnować związek i pogrzebać budowane zaufanie. Dobrze zatem jasno określić co jest w związku dopuszczalne, a co nieakceptowalne. Co jest przeznaczone tylko dla nas dwojga, a czym możemy dzielić się z reszta świata. Jest to sposób na dbanie o granice związku, pozwalający doprecyzować dwojgu ludzi, na co mają zgodę w kontaktach z innymi, na ile pozwalają wkraczać innym w obszary zarezerwowane dla związku, a na co absolutnie nie maja zgody. Warto rozważyć to w kontekście konkretnych osób: przyjaciół, dzieci, rodziny, współpracowników.

Tak, jak można dbać o granice związku, tak można też dbać o granice własne, pozostając w związku. To kolejny obszar, w którym warto dojść do porozumienia z druga stroną: ile przestrzeni każde z nas potrzebuje tylko dla siebie? Ile czasu potrzebuję na pielęgnowanie znajomości, przyjaźni, pasji i zainteresowań poza związkiem? Które z obszarów naszego życia możemy i chcemy dzielić razem? Jakie obowiązki musimy podzielić między siebie? Z czego mogę zrezygnować na rzecz naszego związku?

No dobra z mojej strony tyle 😉 Dla uspokojenia wszystkich wątpiących – przepis na doskonały związek jest tylko propozycją i zapewniam, że idealnych związków nie ma! 🙂

Mi pozostaje zachęcać do wariacji na temat partnerskiego ideału:)

Trzymajcie się razem! 🙂

Zapraszamy do udziału w grupie psychoedukacyjno-rozwojowej „Miłośnik psychologiczny”. Grupa skierowana jest do osób – kobiet i mężczyzn – pragnących w świadomy, dojrzały sposób budować związki z ważnymi dla siebie ludźmi. Jest to też miejsce dla tych, którzy w poszukiwaniu drugiej połówki wciąż powtarzają te same, nieskuteczne strategie oraz dla tych, którzy w swoich dotychczasowych relacjach nie znajdują spełnienia i satysfakcji.
Start grupy 17.05. Więcej szczegółów w linku poniżej.
ZAPRASZAMY!

http://www.blizej.com.pl/psychoedukacja.html

Reklamy

One thought on “Miłośnik psychologiczny – odsłona trzecia. O pięciu zasadach, które warto wprowadzić do związku, aby zbliżyć się do partnerskiego ideału.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s