Miłośnik psychologiczny – o związkach od (psychologicznej) kuchni

Ostatnio obejrzałam film „Blue Valentine” (reż. Cianfrance), opowiadający historię rozpadającego się małżeństwa. Na pytanie co takiego stało się między bohaterami, że ich wzruszająca kiedyś miłość zaczęła się kończyć, przychodziło mi mnóstwo różnych, często sprzecznych odpowiedzi. Refleksje jakie przyszły mi do głowy po tym filmie skłoniły mnie do napisania czegoś z psychologicznej perspektywy o związkach. Temat nie jest prosty; trudno uniknąć w nim truizmów, a jednocześnie dotyka szalenie złożonej materii, bo z czego składają się nasze związki? Każdy z nas wnosi do nich swoją historię, doświadczenia wyniesione z wcześniejszych relacji, swoje obawy, lęki, zranienia, swoje nadzieje, oczekiwania, marzenia. Każdy wnosi też swoją wizję związku i jego kształtu, ale też swoje wyobrażenie – czasem bliższe rzeczywistości, czasem dalsze – dotyczące tej drugiej osoby, z którą się wiąże. Już sam ten „wkład” wnoszony przez każdego z partnerów może stać się zarzewiem konfliktów, rozczarowań i nieporozumień; a to dopiero początek…

Pomyślałam więc, że może warto o miłości, związkach, bliskości, ale też trudnościach w bliskich relacjach opowiedzieć trochę z perspektywy psychologiczno-terapeutycznej. Wielu znanych i cenionych badaczy tej dziedziny włożyło swój wkład w rozumienie tego, co dzieje się między dwojgiem ludzi. Chciałabym o ich odkryciach napisać na nowo, gdyż mam poczucie, że w zalewie poradnikowej wiedzy na temat tego „Jak rozpalić jego zmysły” lub „Jak podgrzewać atmosferę w swoim związku”, gdzieś ucieka istota tego, czego każdy z nas szuka w kontakcie z drugim człowiekiem…
Wybór tematów „związkowych”, o których będę tu pisać jest moją subiektywną grupą obszarów i wiedzy przydatnych w byciu blisko, choć pewnie nie jest jedyną, ani wyczerpującą listą koncepcji psychologicznych poruszających ten temat. Można zatem potraktować ją raczej jako impuls do przyglądania się swojemu związkowi i sobie w tym związku. A może dzięki temu będzie w nim cieplej, bliżej i MIŁOŚNIEJ…?

Odsłona pierwsza: STYL PRZYWIĄZANIA

To, w jaki rodzaj relacji w dorosłym życiu będziemy wchodzili, w dużej mierze zależy od tego, jak opiekowano się nami w najwcześniejszym okresie życia. Już kilkadziesiąt lat temu badania Rene Spitza dobitnie wskazały, że człowiek bez innych ludzi wokół siebie po prostu nie może żyć. I nie chodzi tu tylko o zależność noworodka od karmienia go czy przewijania przez dorosłego opiekuna. Otóż Rene Spitz udowodnił, że brak kontaktu dziecka z opiekunem polegającego na dotykaniu, przytulaniu, głaskaniu, całowaniu prowadzi do gwałtownego obniżenia odporności układu immunologicznego i nerwowego. W skrajnych przypadkach brak kontaktu dziecka z kimś, kto się o nie troszczy może doprowadzić do takiego osłabienia organizmu, które kończy się śmiercią, nawet pomimo dobrej opieki poza emocjonalnej. Te dzieci, które otrzymały niezbędne minimum czułości, aby przeżyć rozwijały się fizycznie i psychicznie znacznie lepiej. Jak to zbadał?

Spitz porównywał wychowywanie dzieci w czystym i schludnym przytułku, w którym pracowały wykwalifikowane pielęgniarki z więziennym żłobkiem, w którym warunki były znacznie gorsze, ale gdzie dzieci miały swobodny kontakt z matkami. W ciągu dwóch pierwszych lat życia umarła jedna trzecia dzieci z przytułku i żadne dziecko z więziennego żłobka. Na trzydzieści dzieci z przytułku tylko jedno rozwijało się prawidłowo – to, które pielęgniarki uznały za ładne, które dotykały i głaskały.
Brzmi przerażająco, wiem, z drugiej strony dopiero jego badania zmieniły myślenie lekarzy i rodziców o tym, co dla rozwoju dziecka jest najważniejsze.
Dla tych, o mocnych nerwach fragment filmu dokumentalnego o konsekwencjach skrajnej deprywacji emocjonalnej:

Jeśli jednak tak bardzo potrzebujemy innych ludzi, dlaczego tak wielu z nas ma problemy z byciem blisko? Dlaczego tak wielu ludzi jest samotnych? Jak to się dzieje, że tęsknimy za kontaktem z kimś bliskim, a jednocześnie możliwość tego kontaktu napawa nas przerażeniem? Dlaczego ci, których kochamy, budzą w nas czasem wściekłość i nienawiść?

Jakaś cząstka odpowiedzi na to pytanie mieści się w stylu przywiązania jaki kształtuje się u każdego człowieka w najwcześniejszych relacjach z bliskimi. Część z dorosłych ludzi jako dzieci miała dużo szczęścia – ich rodzice byli ciepli, troskliwi, czuli, uważni na ich potrzeby. Rodzice szybko nauczyli się rozróżniać jaki rodzaj płaczu oznacza „chcę jeść” , jaki „mam mokro”, a jaki „niech mnie ktoś przytuli i przyniesie ulgę”.

U takich dzieci rozwija się styl przywiązania bezpiecznego, a w okresie dorastania i później w dorosłym życiu, staje się on źródłem zasobów w relacjach z rówieśnikami, kolegami, przyjaciółmi, rodziną, współpracownikami… Osoby o bezpiecznym stylu przywiązania są otwarte, ciepłe, chętnie wchodzą w kontakty z innymi, a po tych kontaktach spodziewają się czegoś dobrego, wierzą w dobre intencje innych, potrafią pochwalić, pocieszyć, powiedzieć coś miłego i czerpią z tego radość. Kontakty z innymi są dla nich źródłem energii, przyjemności i ważnym elementem ich życia. Takim osobom łatwiej przychodzi nawiązywanie relacji, ale przede wszystkim ich podtrzymywanie. Potrafią dbać o bliskich, dbać o bliskość i intymność w relacjach, a nieporozumienia są czymś, co rozwiązuje się po to, aby przywrócić pozytywną, bezpieczną więź.

Niestety część z maluchów rozwija się w mniej sprzyjających warunkach, ich rodzice rzadziej lub wcale nie reagują na płacz, „nie rozpieszczają” tuleniem, kołysaniem, mówieniem do dzieci. Kiedy już biorą dziecko na ręce, rzadko nawiązują z nim kontakt wzrokowy, czasem są tak pochłonięci własnymi problemami, zmartwieniami, są tak przygnębieni, że nie znajdują w sobie ciepła i czułości dla dziecka. Stopniowo maluch uczy się przykrych prawd o świecie i bliskich mu ludziach. Uczy się, że nie ma sensu za dużo płakać, bo i tak nikt nie przyjdzie (rodzice mówią wówczas: „nie można go uczyć, że będziemy na każde jego zawołanie”, a po takim treningu, mówią, że dobrze dziecko wychowali, skoro potrafi leżeć w łóżeczku dłuuuugo i nie płakać). Uczy się także, że nie ma sensu zgłaszać własnych potrzeb, bo nakarmionym będzie się o konkretnej porze, a nie wtedy gdy się jest głodnym. Zaczyna też kojarzyć, że kontakt z opiekunem to czas wzmożonego napięcia, zdenerwowania i stresu. Pomału tworzy się w nim wzór relacji z innymi oparty na lęku i chęci unikania.

Osoby o lękowo-unikającym stylu przywiązania uczą się dwóch podstawowych zasad: „Mogę liczyć tylko na siebie” i „Bycie blisko z drugim człowiekiem napawa mnie lękiem, więc muszę tego unikać”. Największym dramatem tych dzieci, a później dorosłych jest to, że pomimo lęku i unikania, nadal pragną bliskości. Pozostają więc w ciągłym konflikcie pomiędzy unikaniem lęku a znoszeniem frustracji związanej z samotnością. W dorosłym życiu często odrzucają czułości, ukrywają swoje uczucia, starają się być samowystarczalne, boją się bliskości i nie ufają innym, a bliski kontakt z drugim człowiekiem (taki jak przytulenie) napawa je przerażeniem. Z drugiej strony, bardzo często czują się mało wartościowe, niekompetentne, są nieśmiałe i boją się odrzucenia. To, co prezentują światu to pozorna niezależność, jednak w środku bardzo przeżywają wszelkie sygnały świadczące o braku akceptacji czy odrzuceniu ze strony innych. Ponieważ jako dzieci nauczyły się nie czekać na ukojenie przez opiekunów, w sytuacjach stresu, kryzysu – wycofują się, nie szukają wsparcia, próbują radzić sobie sami.

Teraz wyobraźmy sobie, że w związek wchodzi dwoje ludzi o lękowo-unikającym stylu przywiązania, wszak tylko w takiej konfiguracji natężenie bliskości będzie dla nich do zniesienia. Łatwo przewidzieć jednak, że w takim związku obojgu będzie czegoś brakowało, oboje będą tęsknili za bliskością, a jednocześnie będą mogli nawzajem obwiniać się za jej brak. Gdy w związku nastąpi kryzys, każde będzie radziło sobie w samotności, jednocześnie marząc o uzyskaniu wsparcia. Gdyby jednak to wsparcie się pojawiło – bardzo prawdopodobne, że odrzuciliby je ze strachem, jako zbyt zagrażające. Są jednak też takie związki, które na tej zasadzie doskonale funkcjonują, a każde z partnerów żyje własnym życiem obok partnera. Dobrym przykładem są choćby małżeństwa marynarzy, w których nie bez przyczyny największe kryzysy pojawiają się dopiero po przejściu na emeryturę…

Teraz wyobraźmy sobie inną sytuację. Maleńkie dziecko płacze w łóżeczku, próbując w ten sposób dać znać, że jest mu źle, niekomfortowo i potrzebuje przytulenia. Opiekun reaguje, przychodzi, jednak zamiast wzięcia na ręce i ukołysania, najpierw zmienia pieluchę, później próbuje dać jeść, a widząc, że dziecko płacze coraz głośniej, zaczyna denerwować się i w końcu zostawia je w łóżeczku myśląc, że wszystkie pragnienia dziecka są zaspokojone i potrzebuje ono jedynie czasu żeby się uspokoić. Oczywiście, takie sytuacje zdarzają się każdemu dziecku, jednak jeśli ten rodzaj reakcji utrwala się, a opiekun nie potrafi prawidłowo odczytywać potrzeb dziecka, wówczas może wytworzyć się u dziecka styl przywiązania lękowo-ambiwalentny.

Pod wpływem powtarzających się takich doświadczeń z opiekunem, dziecko uczy się, że jego potrzeby są ignorowane lub opacznie rozumiane i interpretowane. Może czuć zagubienie w tym czego właściwie potrzebuje (Kto wie lepiej? Ja czy mama?), uczy się, że inni ludzie są nieprzewidywalni, nie zaspokajający i nieczuli na wysyłane sygnały. Uczy się też, że kontakt z innymi wiąże się z rosnącym napięciem, frustracją i niezadowoleniem, a nie poczuciem ulgi. O ile u dzieci lękowo-unikających, ulga pojawia się poprzez tłumienie potrzeb lub próby zaspokojenia ich samodzielnie, to u dzieci lekowo-ambiwalentnych ulga pojawia się dopiero po skrajnym napięciu, płaczu, histerii, w wyniku zmęczenia, wyczerpania sił i wyładowania emocji.

Osoby o tym stylu przywiązania są pełne ambiwalencji – bardzo chcą odczuć ulgę, uzyskać uspokojenie od kogoś bliskiego, jednocześnie jednak są pełne złości, pretensji i roszczeń wobec tych osób. Odpychają tych których kochają, a jednocześnie bardzo chcą być blisko. Potrafią ranić słowami, odrzucać i czekać jednocześnie, że bliska osoba to przetrzyma i będzie nadal kochać. Gdy spotykają się z odmienna reakcją – wycofaniem, odrzuceniem – próbują eskalować płacz, wymusić miłość złością i agresją.

Jak może wyglądać związek z osobą o takim stylu przywiązania? Gwarantowane są w nim intensywne, skrajne emocje, często nieufność i złość w neutralnych sytuacjach, częste przypisywanie złych intencji partnerowi i ciągła huśtawka pomiędzy miłością a nienawiścią…

Oczywiście opis jakiego tu dokonałam jest pewnym schematem i uproszczeniem, „esencją” charakterystycznych zachowań przypisanych różnym stylom przywiązania. Najczęściej spotykamy się w życiu z mieszankami różnych stylów lub delikatnymi wahnięciami w kierunku któregoś z nich. Często nie zdajemy sobie sprawy jak wiele zachowań, słów, uczuć, które kierujemy w stronę partnera/partnerki ma swoje uzasadnienie w zupełnie innym czasie, w zupełnie innym kontekście, ile z nich kierowanych było pierwotnie do kogoś zupełnie innego…

I choć kłopoty z jakimi borykają się ludzie, którzy nie mieli szczęścia do doświadczenia bezpiecznego stylu przywiązania, często są powodem ogromnego cierpienia, to jednak nikomu z nas nie została odebrana pamięć tęsknoty za ciepłem, bliskością i obecnością drugiego człowieka.
W końcu, każde dziecko, bez wyjątku, przychodząc na świat daje mu znać, że go potrzebuje. Na tym pierwszym, najwcześniejszym etapie nikomu z nas nie przychodzi do głowy, żeby obyć się bez świata…

Zapraszamy do udziału w grupie psychoedukacyjno-rozwojowej „Miłośnik psychologiczny”. Grupa skierowana jest do osób – kobiet i mężczyzn – pragnących w świadomy, dojrzały sposób budować związki z ważnymi dla siebie ludźmi. Jest to też miejsce dla tych, którzy w poszukiwaniu drugiej połówki wciąż powtarzają te same, nieskuteczne strategie oraz dla tych, którzy w swoich dotychczasowych relacjach nie znajdują spełnienia i satysfakcji.
Start grupy 17.05. Więcej szczegółów w linku poniżej.
ZAPRASZAMY!

http://www.blizej.com.pl/psychoedukacja.html

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s